Padaczka i zaburzenia ze spektrum autyzmu – czy dziecko z taką diagnozą może bawić się w czytanie globalne?

Mama Jasia (5 lat, 10 miesięcy) zaczęła zaglądać na tę stronę półtora roku temu. Opowiedziała wówczas o problemach zdrowotnych swego synka (padaczka, zaburzenia ze spektrum autyzmu). Zainteresowała się czytaniem globalnym jako kolejnym z możliwych sposobów na stymulację intelektualnego rozwoju synka. Do zabaw włączała się roczna wówczas Ania.

Pani Weronika czytaniu globalnemu wierna jest do dziś. Kontaktujemy się przy okazji kolejnych konkursów, ale nie tylko. Na fotografiach i filmikach mogę oglądać postępy dzieci. Ostatnio trafił do mnie filmik, na którym Jaś bawi się w czytanie i radzi sobie – w moim mniemaniu – znakomicie. Zwróciłam uwagę nie tylko na to, że Jaś odczytuje wyrazy, ale że czyni to (przynajmniej w tym momencie) z radością i że ta zabawa sprawia mu przyjemność. To wielka zasługa mamy, która włącza do zabaw przytulankowe zwierzaczki i to one wiodą dialogi z Jasiem.

Nie zawsze jest przyjemnie i radośnie. Przychodzą okresy buntu, niechęci. Jaś zapomina czego się nauczył i zabawy zaczynają się od nowa. Ale trwają i chłopczyk czyni postępy.

Piszę to do wiadomości rodziców, których dzieci mają różnorodne problemy zdrowotne. Pytają czy bawić się w czytanie. Odpowiadam: bawić się! Póki będzie to zabawa, póki będą to chwile niosące radość – nie macie nic do stracenia. Do zyskania zaś – mnóstwo. Jeśli nawet dysfunkcyjne dziecko z trudem zapamiętuje napisy, jeśli uczy się ich wciąż od nowa, to wspólne radosne zabawy są ważnym i dobrym elementem jego egzystencji. Po drodze poprawi się pamięć, koncentracja, analiza wzrokowa, umiejętność porównywania. Zapraszam!

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Czytanie globalne i dysleksja

Czytanie globalne w Polsce ma coraz szerszą grupę zwolenników. Świadczy o tym rosnąca liczba użytkowników tej strony i popularność warsztatów dla nauczycieli i rodziców, pragnących bawić się z dziećmi w czytanie przy zastosowaniu tej metody.

Pojawiają się jednak głosy twierdzące, iż stosowanie metody globalnej może dziecku zaszkodzić. Jak i dlaczego? Ano, może (zdaniem głosów) doprowadzić do dysleksji.

Innym argumentem na „nie” jest przeświadczenie, że czytanie globalne – z racji licznych odmian funkcjonujących w naszym języku -  nie nadaje się do stosowania w Polsce.

Myślę, że pora odnieść się do tych opinii. Są one krzywdzące,  niesprawiedliwe i między bajki włożyć je należy. Zawsze byłam ogromnie ciekawa jak też dzieci prowadzone tą metodą radziły sobie potem w szkole, toteż starałam się utrzymywać kontakt z rodzicami swoich przedszkolaków bodaj przez pierwsze lata ich nauki. Powtarzam z wielkim przekonaniem o czym pisałam już wcześniej – dzieci wychodzące z przedszkola z umiejętnością czytania radziły sobie potem w szkole doskonale! Przez ponad dwadzieścia lat stosowania metody globalnej wobec setek dzieci zetknęłam się z JEDNYM przypadkiem dziewczynki, której w szkole orzeczono dysleksję. Nie sądzę jednak, by jej przyczyną było czytanie globalne, skoro reszta grupy była powodem dumy mojej i rodziców…

Do tematu dysleksji wrócę za moment. Rozprawię się najpierw z zarzutem, iż czytanie globalne nie nadaje się do stosowania w naszym języku z uwagi na jego fleksyjność. Poniekąd tak. Każdy wyraz podlega u nas licznym odmianom – a to przez liczby, a to przez przypadki, rodzaje, czasy, strony, tryby – oj, dużo tego. Czy możliwe zatem, by dziecko przyswoiło sobie (na planszach) wszystkie możliwe odmiany każdego wyrazu? Odpowiadam – niemożliwe i niedorzecznym byłoby oczekiwać czegoś takiego od malucha. Toteż klasyczna metoda Domana nie nadaje się do tego, by dziecko przy jej pomocy mogło swobodnie komunikować się z otoczeniem.

W naszych polskich realiach czytanie globalne nie zastępuje czytania szkolnego. Jest etapem wiodącym do tego czytania. Wygląda to tak:

- dziecko czyta globalnie; nie zna liter i nie uczymy go liter,

- dziecko dostrzega, że wyraz zbudowany jest z liter i samo poczyna się o nie dopytywać,

- nazywamy maluchowi litery,

- pojawiają się próby syntezowania (łączenia) liter; dostarczamy dziecku sylab i krótkich wyrazów zaczynających się samogłoską,

- zachęcamy, by dziecko czytało sylabami, nie głoskowało i konsekwentnie to egzekwujemy.

Koniec! Finito! Malec zaczyna czytać wyrazy i nie ma to najmniejszego znaczenia czy czyta: kot – koty – kotkowi – kotami. Bo to już nie jest czytanie globalne.

Przypominam – czytanie globalne to czytanie całowyrazowe, bez znajomości liter.

A teraz wrócę do dysleksji, do której rzekomo mogą doprowadzić zabawy w globalne czytanie. Jest to – wierzcie mi – jedna z większych bzdur. Być może bierze się  stąd, że czytanie globalne stymuluje prawą półkulę mózgu. Odmian dysleksji jest kilka, jedna z nich, tzw. dysleksja typu P bierze się z przetrenowania właśnie prawej półkuli. Aktywizacja półkuli lewej jest  wówczas niedostateczna. Prawidłowo funkcjonujący mózg wymaga harmonii obu półkul.

Jednak to nie zabawa  w czytanie globalne może doprowadzić do stanu przetrenowania prawej półkuli. Dzieje się to za sprawą obrazów podawanych przez wszelkiego typu ekrany (tzw. screen). Szkodliwość tv, godzinami oglądanych bajek z odtwarzacza, tabletów, komputerów to temat na dłuuugi, oddzielny tekst. Naturalnie, rzecz nie w tym, by z tych urządzeń nie korzystać wcale, ale by czynić to z umiarem.

A czytanie globalne? Kilka, kilkanaście  minut radosnej zabawy  planszami z kolorowymi obrazkami, zabawy w atmosferze luzu, śmiechu, akceptacji, zabawy pełnej uznania dla dokonań dziecka – może jedynie sprawić, że czytanie stanie się dla Waszego malca procesem ukochanym, oczekiwanym, wyglądanym i bardzo, bardzo przyjaznym.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

II Konkurs Jesienny

1

Oj, oj, a o nagrodach ani słówka. Będzie jak zwykle – co kurier z Pentliczka przyniesie (liczę na „Emu i dodo”). „Czytanie globalne po polsku” zerka z półeczki, obok „Jaś i Maja”. I żółty kuferek z poziomem II serii tuli się do nich. Jakieś kosmetyki też się pewno znajdą… Jednym słowem – warto się postarać…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

WAŻNE!!

 Rodzice!

Nie uczcie alfabetu 2-, 3- latków. Dzieci w tym wieku MOGĄ nauczyć się liter, ale nie potrafią ich jeszcze złożyć. Kiedy dziecko dojrzeje do poznawania liter samo zacznie się o nie dopytywać.

Kiedy nazywacie litery (starszym dzieciom) pamiętajcie by każda litera brzmiała JAK JEDEN DŹWIĘK! Nie ma litery „ka” jest „k”, nie ma litery „em” jest „m”, nie istnieje litera „jot” tylko „j”. Dzieci uczone alfabetu metodą: a, be, ce, de..itd czytają potem „emaema” zamiast „mama”.

Jeśli chcecie zrobić plansze do zabawy w czytanie we własnym zakresie UŻYWAJCIE MAŁYCH  liter. Piszcie „mama” nie  MAMA. Przecież książki i czasopisma, urzędowe listy i e-maile pisane są małymi, drukowanymi literami.  Wielkie są niczym nieuzasadnione.  Stosujcie je TYLKO do nazw własnych.

NO A POZA TYM? CÓŻ, POPATRZCIE SAMI, KTÓRY TEKST CZYTA SIĘ ŁATWIEJ?? RÓŻNICE W WIELKICH LITERACH Z RACJI ICH JEDNAKOWEJ WIELKOŚCI SĄ TRUDNIEJSZE DO WYODRĘBNIENIA.

No a poza tym? Cóż, popatrzcie sami, który tekst czyta się łatwiej? Różnice w dużych literach z racji ich jednakowej wielkości są trudniejsze do wyodrębnienia.

Wybierajcie czcionki proste, bez ozdobników i pogrubień na dole i górze jak Times New Roman. Może to być czcionka Arial, Verdana, Tahoma a najlepiej Century Gothic.

WAŻNYCH  INFORMACJI  CIĄG  DALSZY

Gdy odczytujecie dziecku kartę z wyrazem – czytajcie TYLKO to, co jest na karcie. Pokazując kartę z wyrazem „kot” nie mówcie: „tu jest napisane kot”, „tu jest kot”, albo „to wyraz kot”. Małe dziecko pomyśli, że wszystkie te słowa są na karcie. Przeczytajcie: „kot”. Nic więcej!

INFORMACJA  NIE  MNIEJ  WAŻNA!

Kiedy dziecko już zainteresuje się literami, zacznie je nazywać i  głoskować wyrazy, np: k-o-t, nie przedłużajmy tego etapu (głoskowania). Zachęcajmy je by łączyło głoski w sylaby. W tym celu należy dostarczyć dziecku krótkie wyrazy (2-, 3 literowe) zaczynające się samogłoską. Samogłoski dają się przedłużać i tym sposobem można się „ślizgać” z literki na literkę tak by „podawały sobie rączki” i łączyły się w sylaby. Takie wyrazy to dla przykładu: on (ooo-n), Ula (Uuu-la), Ewa (Eee-wa), ale (aaa-le), ucho (uuu-cho), oko (ooo-ko), Iza (Iii-za), itp.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Drobiazg, ale tylko z pozoru…

Kiedy nasz  4-, 5-latek zaczyna przejawiać zainteresowanie literami nic nie powstrzyma go przed atakowaniem klawiatury komputera. Dzieci rwą się do pisania. Nie upatrywałabym w tym niczego złego, gdyby nie fakt, iż nasze klawiatury posiadają jedynie jedną wersję drukowanych liter – litery wielkie. Bywalcy strony wiedzą zaś, że należy propagować małe drukowane litery jako kształty towarzyszące nam na co dzień. Wielkie litery stosujemy na początku zdania i w nazwach własnych.

 

Popatrzcie co dzieje się gdy dziecko chce napisać np. wyraz garnek.

Aby tego dokonać malec musi wybrać na klawiaturze następujące litery:          G – A – R – N – E – K.

 

A teraz przypatrzcie się różnicom w kształtach małych i wielkich liter:

 

G – g

A – a

R – r

N – n

E – e

K – k

 

Zwróćcie uwagę na to, że jedynie litera „k” ma zbliżony kształt w obu wersjach – wielkiej i małej.

 

I jak wytłumaczyć małemu człowiekowi, że aby na monitorze pojawiło się „g”, powinien nacisnąć klawisz opatrzony  zupełnie innym znaczkiem („G”)?

 

Można zamówić w Polsce nalepki na klawiaturę z cyrylicą, alfabetem hebrajskim lub chińskim. Nie można zamówić  nalepek z używanym przez nas alfabetem łacińskim w dwóch wersjach – wielkiej i małej. Pytałam producenta nalepek na klawiaturę czy byłby to wielki problem zaprogramować takie nalepki. Odparł, że nie do przeskoczenia.

 

Odnoszę wrażenie, że to zwykły brak dobrej woli. Póki co informuję, że nalepki takie można nabyć (za pośrednictwem przyjaciół czy rodziny) w USA, Anglii i – być może – innych krajach Unii Europejskiej.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

W odpowiedzi niektórym rodzicom:

Mit: Dziecko, które czyta zbyt wcześnie  będzie sprawiało kłopoty w pierwszej klasie

Fakty: To niezupełnie mit, bo jest w tym twierdzeniu część prawdy. Ono będzie sprawiało kłopoty. Nie sobie, ale nauczycielowi. Skoro jednak szkoły mają służyć raczej uczniom niż nauczycielom,  można  wymagać  od  tych  ostatnich  odrobiny  wysiłku,  aby  sobie  z  tym
poradzili. Codziennie setki nauczycieli radzą sobie bez trudu z takimi problemami. To ci
nieliczni, którzy nie chcą się wysilać, nawet w najmniejszym stopniu, są w znacznej mierze odpowiedzialni za podtrzymywanie tego narzekania. Jednak każdy nauczyciel, który jest
czegoś wart, upora się z dzieckiem dobrze czytającym, zużywając niewielką część czasu i
energii, koniecznych do poradzenia sobie z problemami rzeszy dzieciaków nie umiejących
czytać. W gruncie rzeczy, w pierwszej klasie składającej się z samych umiejących i
lubiących czytać dzieci, nauczyciel miałby względnie mało problemów. Taka sytuacja
oszczędziłaby wielu kłopotów również później,ponieważ wiele czasu zabiera we wszystkich
klasach borykanie się z tymi, którzy nie umieją czytać.

                                                                                                                Glenn  Doman

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj