Zestaw z planszami do nauki czytania globalnego

Wydawnictwo Pentliczek, z którym współpracuję, od kilku lat wydaje gotowe zestawy do nauki czytania metodą globalną. Każde kolejne wydanie jest modyfikowane i dostosowywane do specyfiki naszego języka.

Najnowszy zestaw dysponuje inną (łatwiejszą dla analizy wzrokowej) czcionką. Litery są grubsze i szersze. Zdecydowaliśmy także, że nie będziemy umieszczali w zestawie gotowych zdań. Zamieściliśmy za to więcej wyrazów reprezentujących różne części mowy, tak by rodzice sami mogli układać z nich najpierw proste, potem dłuższe i trudniejsze zwroty. Daje to możliwość tworzenia treści zabawnych, absurdalnych (bardzo lubianych przez dzieci) oraz nawiązujących do epizodów i obyczajów bliskich malcowi.

Plansze „mama” i „tata” nie są zilustrowane – dziecko może nakleić tam fotografie rodziców lub narysować ich portrety. Jedna z pustych plansz czeka na imię dziecka i jego zdjęcie lub autoportret. Inne można wypełnić nazwami bliskich dziecku przedmiotów, czynności lub imionami rodzeństwa czy domowych zwierzątek. Tam, gdzie dało się zamieścić ilustrację – zamieściliśmy ją. Wszystkie te zabiegi ułatwią malcowi szybkie przyswojenie sobie obrazów graficznych demonstrowanych wyrazów.

Trzy plansze zawierają imiona i wizerunki bohaterów serii „To ja ci mamo poczytam” – Mai, Jasia i kota Olo. Książeczki z tej serii mogą stanowić lekturę uzupełniającą zabawę z planszami.

Obecna wersja Zestawu w dość znaczący sposób odbiega od amerykańskiego prototypu. Różnice wynikają z dwudziestoletnich doświadczeń podczas pracy z planszami wśród polskich dzieci. Jedna zasada pozostała niezmienna – zabawa w czytanie ma pozostać zabawą! Od tego nakazu odstępstwa być nie może, jeśli chcemy by dzieciom czytanie kojarzyło się z czynnością radosną, twórczą, inspirującą – po prostu z dobrą zabawą.

Wydawnictwo Pentliczek, Warszawa, 2012r.

64 odpowiedzi na „Zestaw z planszami do nauki czytania globalnego

  1. Gosia pisze:

    Zaczęłyśmy z moją córeczką naukę czytania z zestawem gdy miała ok. roku, ale niestety wtedy na krótko. Przyszedł dla niej okres, gdy się bardzo „rozbiegała” , ciężko było je się na czymś skoncentrować na dłużą chwilą, do tego mój ograniczony czas.
    Na szczęście powróciłyśmy do nauki ale z książeczkami „To ja Ci mamo poczytam” z poziomem 0. Iga je po prostu uwielbia. Szybko opanowała 1 książkę a najbardziej podobało jej się hop bęc i guz. Po ok miesiącu potrafi przeczytać już wszystkie 8 książeczek a pierwszą przeczytała sama po kilku moich czytaniach, sama bez namawiania żeby zrobiła to samodzielnie. Jakie było moje zaskoczenie kiedy otworzyłam książeczkę i zamierzałam ją przeczytać a moja córka na każdej stronie mnie uprzedzała i zanim ja przeczytałam tekst ona robiła to samodzielnie przede mną. Byłam ogromnie zaskoczona i zadowolona. Czytamy książeczki w łóżku rano i wieczorem, czasem jeszcze w ciągu dnia. Byłam zaskoczona jak szybko zaczęła czytać samodzielnie. Czasem chce żebym czytała je ja, czasem robi to sama, czasem czytamy wspólnie. Ma też swoje ulubione książki np o statku (w wakacje pływała statkiem to pewnie dlatego) i takie których nie lubi np wrr (na obrazku wew jest wiertarka, której się boi). Teraz pracujemy także z poziomem 1. Obecnie Iga ma 2 lata i 9 miesięcy i poziom 1 ją bardziej interesuje niż 0, prawdopodobnie to kwestia wieku, oglądamy książkę, czytamy i ona dopowiada co się dzieje na obrazkach, dla niej to bardzo dobra zabawa. Zastanawiałam się, czy ona czyta podpis pod obrazkiem czy z pamięci mówi to co mówiła mama pokazując jej obrazek na danej stronie. Moje wątpliwości rozwiały się po tym gdy zaczęłyśmy znowu naukę czytania z zestawem. Na planszach z jednej strony jest tylko wyraz bez obrazka, który Igunia pięknie czyta.
    Staram się trzymać zasad, żeby nauka była zabawą i pracować z córką gdy ona ma na to ochotę i to naprawdę działa dla niej nauka jest świetną zabawą, bardzo to lubi i sam się upomina aby z nią poczytać.
    Mam tylko nadzieję, że nie zabraknie mi motywacji a Igusi zainteresowania żeby kontynuować.
    Jedyne z czym Iga ma problem to czytanie I, często je pomija, jak jest napisane Jaś Maja i Olo to ona czyta Jaś Maja Olo, zamiast hop bęc i guz hop bęc guz.
    Pozdrawiam i gratuluje
    Świetna zabawa dla dziecka i do tego taka rozwijająca

    • MT-K pisze:

      Pani Małgosiu, Iga czyta, ale globalnie. To nie jest taki sam proces jak wtedy gdy bierze Pani do ręki gazetę i czyta nieznany tekst. Iga ZAPAMIĘTAŁA WYGLĄD CAŁEGO WYRAZU nie wnikając w to, że składa się on z liter. Na tym polega czytanie globalne czyli całowyrazowe. Przyjdzie dzień kiedy córeczka uświadomi sobie, że wyraz składa się z liter i wtedy pocznie zmierzać w kierunku czytania zwyczajnego. Może jej Pani wówczas pomóc NAZYWAJĄC ODPOWIEDNIO LITERY (jak to należy prawidłowo czynić piszę na swojej stronie), ale nie należy tego procesu przyśpieszać i już teraz uczyć małej abecadła. Póki co, wszystko dzieje się u Was pięknie i zgodnie z planem. Proszę się odzywać co jakiś czas, będę ciekawa jakie postępy czyni Iga.
      I jeszcze jedno. Fakt, że Iga nie czyta litery „i” jest jeszcze jednym dowodem na to, że malutka nie widzi liter. Ona pamięta całe wyrazy. O spójniku zapomina i już. Proszę się tym nie przejmować. Dzieci często opuszczają jakieś słowa – nic się nie dzieje, tak ma być…

      Pozdrawiam i cieszę się z Wami!

  2. Gosia pisze:

    Bardzo dziękuję za odpowiedz. Zastanawiałam się czy to pomijanie pojedynczych liter jest prawidłowe.
    Bardzo fajnie że jest taki blog. Jest to metoda dość nowa i świetnie, że można zapytać eksperta czy pracuje się z dzieckiem prawidłowo.
    Serdecznie dziękuję.

    • MT-K pisze:

      A ja cieszę się ogromnie, że są rodzice gotowi zaspokajać nie tylko fizyczne potrzeby swojego maluszka. Mam nadzieję, że pozostaniemy w kontakcie i będzie nam Pani mogła na blogu zdawać relację z postępów Igi. Żadna teoria i żaden pedagog nie brzmi tak przekonywująco jak drugi rodzic. Pozdrawiam Panią i małą czytelniczkę… 🙂

  3. Dorota pisze:

    Witam,
    mam 8-miesięczną córeczkę i od jakiegoś czasu zgłębiam temat czytania globalnego. Jestem w trakcie lektury książki Glenna Domana „Jak nauczyć małe dziecko czytać” oraz Katarzyny Rojkowskiej „Naucz małe dziecko myśleć i czuć”, szczęśliwie trafiłam też na warsztaty organizowane przez wydawnictwo Pentliczek oraz dzięki nim na Pani bloga.
    Przymierzam się do zakupu stworzonych przez Panią kart i książeczek, ale niezależnie od tego chciałabym stworzyć kilka własnych kart. Na warsztatach rozmawialiśmy o czcionce, jej wielkości i rodzaju, o tym, że są dwa rodzaje pisowni „a” w druku. I to „a” mnie właśnie zastanawia, jakiej czcionki użyć, żeby nie pomieszać dziecku w głowie? Pani w kartach Pani użyła „a” pisanego, z drugiej strony mało jest książek oraz czcionek w programach edytorskich, w których używa się takiego „a”.
    Co Pani radzi? Czy ma to znaczenie? Jakie są doświadczenia rodziców?
    Dziękuję gorąco za odpowiedź i pozdrawiam.

    • admin pisze:

      Bardzo dobrze, że planuje Pani swoje karty. Z pewnością będą na nich wyrazy nazywające to, co jest córeczce bliskie. I proszę się nie przejmować tym „a”. Kiedy mała dorośnie do spostrzeżenia, że litera jest budulcem wyrazu (będzie wówczas miała ok. 3 lat) wyjaśni jej Pani, że ta sama litera może mieć nieco różny wygląd – wystarczy wówczas pokazać córeczce różne kroje czcionek. Literka „a” w kroju Century Gothic nie jest literą pisaną. Musiałaby mieć wyraźną, „zakręconą” laseczkę a tak nie jest. Dziecku obcującemu z wyrazami od małego z reguły wystarcza jedna informacja, którą mały człowiek wrzuca w pamięć i wie na resztę życia. Czcionkę Century Gothic preferuję z tej racji, że literki są tu szersze niż w innych krojach, co nie jest bez znaczenia dla analizy wzrokowej. Im bardziej „ściśnięte” i wąskie litery, tym trudniej dziecku zanalizować wyraz wzrokiem i wyodrębnić poszczególne litery. Może Pani zatem zastosować Century Gothic, może wybrać swój krój czcionek – byleby literki nie były wąskie. I jeszcze jedno – jestem zdecydowaną przeciwniczką uczenia dzieci alfabetu przed momentem kiedy same zaczną pytać o litery. To i tak niczego nie da bo znajomość alfabetu nie jest równoznaczna z umiejętnością czytania. Łączenie (syntezowanie) liter jest w czytaniu najtrudniejsze więc po co uczyć 2-latka nazw liter, z których nie da rady zrobić jeszcze użytku. Bardzo ważny za to w metodzie Domana jest czynnik psychologiczny – trzeba się z dzieckiem dużo śmiać, wygłupiać, wprowadzić w zabawę ruch, piosenkę, absurd, luz i… kończyć zanim maluch się znudzi.

      Pozdrawiam serdecznie i będzie mi miło gdy napisze Pani kiedyś o postępach córeczki.

      • Dorota pisze:

        Dziękuję za odpowiedź. Na pewno chętnie się podzielę swoimi doświadczeniami. Ona jest taka bystra (jak zapewne wszystkie dzieci, szczególnie w tym wieku:-)), więc już się nie mogę doczekać jej przygody z czytaniem i cieszę się ogromnie, że będę miała w tym swój udział. Pozdrawiam!

  4. admin pisze:

    I ja jestem głęboko przekonana, że maleńka prezentuje niezwykłą bystrość…Mając tak zaangażowaną mamę ani przez moment w to nie wątpiłam…:-)

    Metoda globalnego czytania ewoluuje już kilkadziesiąt lat. Proszę sobie za bardzo nie brać do serca przykazań z książki. Wiele się zmieniło. Teraz bardziej przywiązujemy wagę do atmosfery w czasie zabawy, mniej do systematyczności, regularności sesji i prowadzenia ich po parę razy w ciągu dnia. Przez wiele lat pracowałam z grupami dzieci 2 razy w tygodniu i efekty też były znakomite.

    Jeszcze raz życzę satysfakcji ze wspólnej zabawy. Może kiedyś prześle Pani filmik z nową czytającą globalnie gwiazdką? Powodzenia!

  5. Dorota pisze:

    Ja również zamierzam się raczej skupić na tym, żeby to była radość zarówno dla Marlenki jak i dla mnie oraz miło spędzony wspólnie czas, niż żeby „zaliczyć” sesje wg jakiegoś ścisłego harmonogramu. Na razie stworzyłam na próbę kilka kart i muszę przyznać, że aż jej się oczka śmieją jak je wyciągam i pokazuję, jest żywo zainteresowana (nie wiem, co zrobię, jak będzie chciała je „zjeść”, bo to jeszcze ten etap:-).
    Generalnie to córka jest dla mnie inspiracją i gdyby ona tego nie chciała, ja bym tego nie robiła lub poszukałabym sposobu, żeby ją zainteresować. Ale ona tak żywo interesuje się otoczeniem i wszystkim co ja robię, czego dotykam, że grzechem byłoby nie wykorzystać tej cudownej, naturalnej ciekawości świata.
    Jako ciekawostkę, podam, że mój starszy syn – Kuba lat 9 – zapytał mnie ostatnio: „Mamo, a dlaczego ty ją uczysz czytać, jakby to były chińskie znaczki”? Zadziwiła mnie mnie trafność jego spostrzeżenia, wyjaśniłam mu o co chodzi w czytaniu tą metodą i, że metoda, którą on był uczony czytania nie jest jedyna, ale za to może być trudniejsza z powodu trudności syntezy liter w słowa. A w duchu zaczęłam żałować, że on nie był od początku uczony czytania metodą Domana (niestety nie znałam jej jeszcze), on uwielbia jak mu się czyta, ale sam nie lubi czytać, gdyż przychodzi mu to z trudem, jest dyslektykiem i ogólnie nie lubi szkoły, bo kojarzy mu się ona z dużym wysiłkiem, po którym często nie nadchodzi upragniony efekt, czy pochwała. Próbujemy mu jakoś „odczarować” to czytanie, chodzi na kurs czytania (metodą Domana zresztą), zapamiętywania za pomocą skojarzeń, notowania za pomocą mnemotechnik. I tu moja osobista refleksja, która może przyda się rodzicom, którzy boją się, że dziecko będzie „za dużo wiedziało” jak pójdzie do szkoły. Proszę mi wierzyć, dla takich nauczycieli dla których to jest kłopot, jeszcze większym „problemem” będzie dziecko, które czyta z większym trudem. Zgadzam się też z Panią Marią, dobry nauczyciel będzie próbował pracować na trzech poziomach z grupą, na poziomie wyższym, średnim i niższym.
    Pani Mario, ciesząc się, że jest taki blog i fachowiec, który chętnie dzieli się swoim doświadczeniem miałabym jeszcze dwa pytania (na pewno nie ostatnie:-) dotyczące nauczania tą metodą dzieci młodsze i starsze:
    – kiedy wymieniać karty córeczce, w sensie wycofywać stare a wprowadzać nowe, żeby się nie zdążyła znudzić? Już po 5 dniach, czy nie ma to aż takiego znaczenia? Czy robić to raczej na wyczucie?
    – czy ma Pani jakieś doświadczenia z nauką czytania metodą Domana starszych dzieci, takich, które swoją przygodę z czytaniem zaczęły od liter, sylabizowania, syntetyzowania, ze skutkiem niewspółmiernym do wysiłków i dyslektycznych? Jak się wg Pani ma ta metoda do dzieci, które już znają litery i są starsze?
    Jeszcze raz dziękuję ogromnie za wszystkie odpowiedzi i uwagi i pozdrawiam.

  6. admin pisze:

    Dzień dobry, Pani Doroto,

    z przyjemnością czytałam Pani list. Jestem spokojna o Pani zabawę w czytanie. Z tonu listu wynika, że przesłanie, iż ma to być radosna, satysfakcjonująca zabawa dla mamy i dziecka jest dla Pani oczywiste. Tak właśnie ma być, nauka dokona się sama i przy sposobności. Pisze Pani o cudownej, naturalnej ciekawości świata. I że grzechem byłoby jej nie wykorzystać. Ja dorzuciłabym do tego jeszcze niewiarygodny potencjał malutkiego mózgu.

    Niestety, nie mam doświadczeń ze starszymi dziećmi. Wiem jedynie z literatury, że metodę czytania całowyrazowego stosuje się obecnie coraz częściej do pracy z dyslektykami. Przykro mi, że Kuba nie lubi czytania. Tak to jest z czynnościami, które nam obrzydły i nie przynoszą sukcesów. Dorośli czują tak samo, prawda?

    Myślę, że w jakimś stopniu może Pani próbować odwrócić ten stan rzeczy. Pani zabawa z córeczką może być świetną po temu okazją. Kuba przecież może Pani pomagać – odczytywać małej plansze, pisać słowa na komputerze. Poza tym – jeśli lubi kiedy mu się czyta – proszę spróbować to wykorzystać. Zróbcie z tego czytania mały cowieczorny rytuał. Dzieciaki (oboje) syte, wygodnie usadowione u Pani boku. Możecie się wyciągnąć na łóżku czy kanapie. Pod ręką króciutka książeczka dla córeczki, poważniejsza dla Kuby. I prośba, żeby Kuba pomógł Pani. Niechaj czyta siostrzyczce (bodaj chwilkę), Pani zaś potem obojgu. Niechaj się przez tę chwilę stara – moduluje tembr głosu, naśladuje bohaterów. I proszę bardzo go za to chwalić. Za staranie i za pomoc przy siostrze. Może nawet niech przypadkiem usłyszy jak chwali go Pani w rozmowie telefonicznej z przyjaciółką czy mamą? No, wie Pani, takie zagrywki mające na celu zmianę nastawienia do procesu, który do tej pory był jedynie utrapieniem. Mocno wierzę w to, że coś drgnie w stosunku Kuby do czytania. Mam w otoczeniu przykład dziewczynki z dysleksją i dysortografią, która pisania i czytania nie cierpiała z całej duszy. W szkole średniej trafiła do kółka teatralnego. Okazało się, że ma talent, pokochała granie. Ale, żeby grać należało przedtem nauczyć się roli. I tu już nie pomogły ściągawki, gotowce i streszczenia. Trzeba się było zabrać za znienawidzone czytanie, które wiodło do sukcesu i odbudowania własnej wartości na scenie. Sukces i wiara w siebie mają magię! Dziś dziewuszka kończy studia humanistyczne z bardzo dobrymi wynikami.
    Aha, i proszę się nie dziwić, że radzę przy obojgu czytać książkę dla Kuby. Przez lata obserwowałam zięcia, który każdego wieczoru układał się do czytania ze starszymi córkami a między nimi kokosił się o wiele młodszy synek, który nie mógł za wiele pojąć z tekstów przeznaczonych dla uszu starszych sióstr, ale upajał się bliskością dziewczynek i taty, wsłuchiwał się w sposób czytania (no, fakt, pięknie to zięć czyni) i nigdy nie wydawał się być znudzony tymi wieczornymi seansami…

    Co do tempa prezentowania plansz. Proszę zawierzyć swojej intuicji. Sama Pani zwróci uwagę kiedy mała przyswoi sobie ich treść. Zawsze zresztą można wrócić do tych uprzednio pokazywanych. Zasada nr 1 – ma być wesoło i interesująco. Częstotliwość jest mniej istotna i należy ją dostosować do tempa w jakim dziecko przyswaja informacje.

    Jeśli chodzi o pożeranie plansz, mogę doradzić alternatywę – albo laminować karty, albo postarać się o lekkostrawny papier o smaku truskawkowym… 😉

    Pozdrawiam całą trójkę.

  7. Iza pisze:

    Witam,
    Właśnie dowiedziałam się o metodzie Domana, i o tym, iż można ułatwić dziecku naukę czytania. Jestem mamą trójki dzieci (12 l, 4 l, 1 rok).
    Widzę na przykładzie najstarszej córki, iż w dzisiejszych „obrazkowych” czasach nie wskazane jest pozostawienie nauki czytania na okres 6-7 lat. Widać, że ma ona do tej pory trudności w szybkim czytaniu z pełnym zrozumieniem.
    Mam natomiast pewnego rodzaju wątpliwości co do tego, który rodzaj materiałów pomocniczych wybrać, czy tylko karty z napisami, czy lepsze są jednak z obrazkami i podpisami.
    I czy na początku można się bawić (uczyć) razem, starsze dziecko (4 l) i to młodsze (1 rok)?

    dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam

    • admin pisze:

      Dzień dobry,

      Pani czterolatek jak najbardziej może zostać studentem… 😉 Młodsze dziecko proszę zostawić samo sobie. Niechaj towarzyszy Waszym zabawom. Nie minie wiele czasu gdy zaskoczy Panią.

      Naukę proszę prowadzić w konwencji krótkich zabaw, na które dzieci czekają z niecierpliwością. To bardzo ważne. Z czasem starsze dziecko może bawić się z młodszym (konkursowe filmiki ze Stasiem, Emilem i Różą).

      Byłoby nieco dziwne, gdybym polecała inny zestaw niż swój, prawda? Uważam, że jest optymalny z wielu względów. Badania dowiodły, że na etapie wprowadzania wyrazu, kojarzenie go z obrazkiem daje możliwość szybszego zapamiętania. Ale…Pani Izo, jest tyle zestawów na rynku. To Pani musi dokonać wyboru. A ja będę czekać na wiadomość od Pani jak Wam idzie, dobrze?

      Pozdrawiam

      • Iza pisze:

        Pani Mario,
        Dziękuję bardzo za odpowiedź, jak tylko będą jakieś widoczne rezultaty z chęcią podzielę się wynikami.
        Mam plan, aby „wykorzystać” najstarszą córkę, może i jej ta zabawa pomoże w lepszym czytaniu.

        Serdecznie pozdrawiam 🙂

        • admin pisze:

          To bardzo dobry plan! Każda zabawa z elementami czytania wyjdzie córeczce na dobre. Będę Wam sekundować i czekać na relacje. Życzę powodzenia.
          Pozdrawiam
          M.K.

  8. Klaudia pisze:

    Dobry wieczór,
    W powyższym artykule, jak rownież w przewodniku dołączonym do zestawu (cz. 1 i 2), wspomina Pani o pustych planszach do samodzielnego uzupełnienia o wyrazy z najbliższego otoczenia dziecka, a także o planszy na imię dziecka. Niestety zestaw, który posiadam nie zawiera takich plansz. Czy posiadam wybrakowany egzemplarz, czy tez karty te należy wykonać samemu?
    Drugie pytanie dotyczy tzw. pakietów, o których rownież pisze Pani w przewodniku do zestawu. W przewodniku użyto sformułowań takich jak „początkowo korzystamy z prostych wyrazów z pakietu 1”. I tu znów moje zdziwienie, gdyż w zestawie żaden z zafoliowanych „pakietów” nie był podpisany jako pierwszy czy drugi. Uprzejmie proszę o informacje, z ktorych kart powinnam korzystać na początku?
    Ostatni brak, jaki zauważyłam to nieobecność w moim zestawie terminarzyka do zapisywania sesji. Czy powinien w nim być?
    Z góry dziękuję za wyjaśnienie powyższych kwestii.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Klaudia.

    • MT-K pisze:

      Pani Klaudio,

      nie potrafię udzielić Pani odpowiedzi na wszystkie pytania. Jeśli nie ma terminarzyka to – powiem Pani na ucho – bardzo dobrze. Jestem mu przeciwna, jeśli zabawa w czytanie globalne ma pozostać zabawą. Terminy nie są w niej sprawą najważniejszą, a klimat i chęć z obu stron. Oba czynniki trudno podporządkować ściśle przestrzeganym terminom.
      Zwrot „pakiet 1” czy „pakiet 2” mógł wziąć się z poprzedniego wydania zestawu, który posiadał dwie części. Za zawartość zestawu i zgodność z przewodnikiem odpowiada wydawnictwo i najlepiej będzie gdy zapyta Pani o to Pentliczka /poczta@wydawnictwo-pentliczek.pl/, mam nadzieję, że Pani zestaw jednak nie jest wybrakowany a użytkowanie sprawi frajdę i Pani i maluchowi.
      Pozdrawiam

      • Klaudia pisze:

        Witam serdecznie,
        Dziękuję za szybką odpowiedź.
        Tak jak sądziłam, będę musiała napisać wobec tego do wydawnictwa. Rozumiem w związku z tym, że Pani nie ma pewności, czy karty puste powinny się pojawić w zestawie, czy też nie?
        Na terminarzyku nie zależało mi tak bardzo, ale może warto w takim razie zmienić tekst przewodnika, żeby nie wprowadzał w błąd. Jesli nie leży to w Pani gestii to przepraszam za zamieszanie.

        Oczywiście braki nie zmienią mojego entuzjazmu, ale nie ukrywam, że nadal nie wiem, dlaczego karty mają różną wielkość i których wobec tego powinnam używać na początku? Czy mogłaby Pani coś zasugerować i czy to w ogóle ma znaczenie?

        Mam jeszcze podstawowe pytanie dotyczące najlepszego okresu w rozwoju dziecka, w którym warto zacząć naukę czytania globalnego. Czy rzeczywiście można już to robić z półrocznym maluchem (oczywiscie z zalożeniem, że głównie popatrzy sobie na obrazki, bo nie spodziewam się, że zacznie „czytać” w wieku np.roku) i czy to nie wpłynie negatywnie na rozwój innych, ważnych w tym momencie funkcji? Nie chciałabym, aby rozwój poznawczy przegonił i zaszkodził rozwojowi emocjonalnemu, społecznemu czy motorycznemu u tak małego dziecka. Nie zależy mi na szkoleniu „przyszłego geniusza”, ktory bedzie czytał zanim pojdzie do szkoły, ale chcę głównie umilić i zapełnić w sposób rozwijający czas mojej córeczce.
        Dziękuję bardzo za odpowiedź i Pani zaangażowanie!

        Pozdrawiam,
        Klaudia.

        • MT-K pisze:

          Pani Klaudio,
          plansze mają różną wielkość z racji różnej długości wyrazów. Pogrupowano je nie częściami mowy, a wielkością by łatwiej było zafoliować poszczególne pakieciki.
          Długość wyrazu nie ma znaczenia w czytaniu całowyrazowym. Jego pisownia także. Nie musimy unikać zmiękczeń, dwuznaków czy samogłosek nosowych.
          Tak, ma znaczenie, które wyrazy bierze się na początek. Staram się o tym pisać tak często jak się da. Powinny one nazywać to co jest dziecku najbliższe. Działamy wówczas na sferę emocjonalną maluszka. Toteż na pierwszy ogień idzie imię dziecka, wyrazy: mama, tata, jeśli w domu jest lubiane zwierzę to jego imię. Jeśli dziecko ma ukochanego pluszaka a pluszak też nosi imię, to drukujemy imię zabawki. Proszę odpowiednio dobrać czcionkę (Century Gothic, wielkość 140-150 punktów i pogrubienie, poziome ułożenie kartki). Dobrze, by czcionka nie odbiegała od tej, której użyto w planszach, bo sprytny maluch rozpozna i odróżni wyraz nie po jego graficznym obrazie a odmiennej czcionce.
          Początkowo obracamy się w kręgu rzeczowników. Kiedy dziecko rozpoznaje kilkanaście, można dołożyć czasownik, potem następny. Można zacząć układać i odczytywać maluszkowi zwroty (najlepiej zabawne) typu: tata skacze, miś tańczy itp. Z czasem sięgamy po przymiotnik. Celowo nie piszę po jakim czasie bo zawierzam intuicji rodzica, który obserwuje swego malca i widzi kiedy należy i można wprowadzić nowy wyraz.
          Kiedy zaczynać? Pani Klaudio, sposób, w jaki pisze Pani o tym co jest dla Pani celem zabawy w czytanie całowyrazowe świadczy, że podchodzi Pani do tego procesu rozważnie i mądrze. Bo też i nie jest najważniejsze by dziecko zapamiętało jak największą ilość wyrazów. Wieloletnie obserwacje dzieci bawiących się w czytanie dowiodły, że najważniejszą wartością jest to, iż dziecko zdobywa i gromadzi pozytywne wrażenia związane z czytaniem. To zostaje do końca życia, a czytanie staje się potrzebne jak powietrze do oddychania. To raz. Dwa, że te zabawy stymulują takie procesy jak pamięć fotograficzna, uwaga, koncentracja, analiza wzrokowa, umiejętność porównywania, spostrzegawczość. I to jest najważniejszym efektem zabaw. To, że Pani córeczka będzie osiągać kolejne etapy wiodące do czytania szkolnego, analityczno-syntetycznego to sprawa wtórna. No, czytać zacznie przed szkołą, ma to Pani jak w banku, ale tego uniknąć się nie da i z pewnością malutkiej nie zaszkodzi.
          Toteż można 6-miesięcznemu maluszkowi raz czy dwa w ciągu dnia pokazać obrazki i nazwać je. Jeśli to będą 2-3 plansze a cała zabawa będzie trwała parę sekund – nie uczyni Pani córeczce krzywdy, a każdy nowy bodziec stymuluje małego człowieka. Malutka będzie usiłowała skupić wzrok na obrazku, ilustrację kojarzyć będzie z dźwiękiem i świetnie. Jeśli Pani któregoś dnia zapomni o planszach – dziury w niebie nie będzie. Rocznemu malcowi można położyć dwie plansze (obrazkami do góry) i zadać pytanie: gdzie jest miś? gdzie jest kot? Jeśli się z tym upora można spróbować zapytać o to samo obracając karty samymi napisami do góry. Jeżeli dziecko nie potrafi odpowiedzieć to przecież nic, odpowie jak skończy 1,5 roku. MUSIMY w tych zabawach pozwolić dziecku przyswajać sobie treści w tempie właściwym tylko dla niego. W materiale filmowym na samej górze jest Zuzia (1 rok, 8 miesięcy), która poznała i „czyta” treść wszystkich książeczek z poziomu „O” (dla najmłodszych). Generalnie półtoraroczne dziecko potrafi już „odczytywać” plansze jeśli nawet nie potrafi mówić. Po prostu poproszone, umie pokazać gdzie jest dany wyraz.
          Ważne by zabawy były krótkie, wesołe i urozmaicone. Różne ich wersje znajdzie Pani na stronie, rodzice co i rusz podrzucają nowe pomysły.
          To chyba wszystko. O kwestie niezwiązane z czytaniem proszę pytać wydawnictwo. Jeśli narodzą się jakieś wątpliwości, proszę śmiało pisać. Byłoby wspaniale gdyby kiedyś podzieliła się Pani wrażeniami z Waszych zabaw. Będę Wam dzielnie sekundować! Pozdrawiam.

          • Klaudia pisze:

            Pani Mario, pięknie dziękuję za tak obszerną i wyczerpującą odpowiedź. Postaram się pilnie zastosować do Pani rad i oczywiście jak tylko zaczniemy „czytanie” podzielę się spostrzeżeniami 🙂
            Na pewno napiszę do wydawnictwa w kwestii pustych plansz, bo chętnie bym z nich skorzystała, jeśli powinny być w zestawie, a za Pani komentarz do moich pytań bardzo dziękuję.

            Pozdrawiam ciepło,
            Klaudia.

  9. Gosia K pisze:

    Witam. Pani Mario jestem mamą niesłyszącej dwulatki. Chcę wprowadzi do naszej codziennej komunikacji rożne metody nauki komunikacji. Mam pytanie czy miala Pani doswiadczenie w nauce czytania globalnego dzieci niesłyszących i czy to nie będzie przeszkadzało w nauce elementów jezyka migowego czy komunikacji za pomoca piktogramów. Z góry bardzo dziekuje za odpowiedź.

    pozdrawiam

    • MT-K pisze:

      Nie miałam takich doświadczeń. Pytanie pani Małgosi przekazałam do Polskiego Związku Głuchych oraz do Instytutu Domanów w Filadelfii.
      Lektorka języka migowego z PZG jest zdania, iż można jednocześnie bawić się z dzieckiem w czytanie globalne i uczyć je języka migowego

      A to wymiana korespondencji z Instytutem Domanów

      Sent: Wednesday, November 6, 2013 10:33am
      To: „connie_b@iahp.org”
      Subject: question

      Dear Sir or Madam,
      I am writing on behalf of my friend who lives in Poland and has a two-year old child who does not hear. The mother would like to teach her child reading according to your method but would like to know whether it is advisable to do that while simultaneously using a sign language and a pictographic method of communication. Wouldn’t it be too confusing to the child to learn to communicate in three different ways at the same time?
      I am looking forward to hearing from you as the mother is very anxiously waiting for a reply.
      Thank you,

      From: „wtd_registrar@iahp.org”
      Date: Friday, November 8, 2013 1:57 PM
      Subject: RE: FW: Re: question

      Thank you for your email.

      We must first determine if the hearing loss is functional or of the defect is in the ear itself. If the
      hearing loss is functional, our hurt child program could possibly help.

      But, to answer your question:
      It is possible to teach a child who does not hear to read, we have had experience doing it using pictures and actual objects, we have not had experience using sign language.

      But, again, best of all, we work on the hearing so the child can hear!

      I hope this information has been helpful to you.

      Regards,
      Harriet Pinsker

      Original Message—–
      Sent: Saturday, November 9, 2013 9:50am
      To: „wtd_registrar@iahp.org”
      Subject: Re: question

      Dear Harriet,
      Thank you for your email. I do not think the mother of the deaf child is interested in any treatment here because she cannot travel to the US. She does know, however, that it is possible to teach a deaf child to read. What she would like to make sure about is if she can do that and teach the child a sign language at the same time.
      From what you said it seems that you have not tried to use the Doman’s method and the sign language simultaneously. Am I correct? Therefore you do not know what kind of effects it would have on the child?
      I am just making sure that I understand your reply correctly.
      Thank you!

      From: „wtd_registrar@iahp.org”
      Date: Monday, November 11, 2013 9:29 AM
      Subject: Re: question

      Yes, you are correct.
      Regards,
      Harriet

      Jak wynika z e-maili ludzie z Instytutu Osiągania Ludzkich Możliwości nie mają doświadczeń z jednoczesnym stosowaniem języka migowego i nauki czytania metodą globalną u niesłyszących dzieci.
      Wygląda na to, że jeśli p. Małgorzata zdecyduje się pracować z córeczką obiema metodami – zostanie pionierką w tej dziedzinie. Być może Jej doświadczenia przysłużą się rodzicom niesłyszących dzieci oraz będą źródłem cennej wiedzy dla wszystkich zajmujących się tematyką czytania globalnego.

      Pani Małgosiu, mocno trzymam kciuki i czekam na relacje.

      Pozdrawiam serdecznie

    • Michał pisze:

      Bardzo interesujące rzeczy, na pewno zastosuje dla mojego synka.

  10. Pingback: Czytanie globalne

    • MT-K pisze:

      Zapraszam zatem w świat czytania globalnego. A niech Pan nie zapomina o tej stronie i podzieli się wrażeniami (zdjęcia, filmiki, opisy), żebyśmy (inni rodzice i ja) mogli zobaczyć jak Wam idzie. Pozdrawiam.

  11. Marta pisze:

    Moja 3 letnia córcia od niedawna przejawia wybitne zainteresowanie literami. Myślałam, żeby zacząć jej pokazywac litery, ale dzisiaj moja koleżanka pracująca w przedszkolu nawróciła mnie na czytanie globalne. Szperając trochę w sieci, trafiłam tutaj. Czytając opublikowane przez Autorkę artykuły oraz opinie Rodziców, którzy wraz ze swoimi Maluchami rozpoczeli już przygodę z czytaniem globalnym jestem pod ogromnym wrażeniem! Właśnie „projektuję” karty dla Leny, jestem bardzo ciekawa, jak córci spodoba się przygoda z czytaniem.
    Pozdrawiam serdecznie Wszystkich i bardzo dziękuję Autorce za chęć stworzenia tego miejsca. 🙂

    • MT-K pisze:

      I ja dziękuję, że zechciała Pani odwiedzić naszą stronę i „globalną rodzinkę” – dzieci bawiące się w czytanie globalne i rodziców, którzy opowiadają o tym śląc relacje i filmy. Wierzę, że dołączy Pani do nas, będę czekać na wiadomości jak Wam idzie.
      Lence z pewnością spodoba się nowa zabawa o ile zadba Pani by była ona krótka, radosna i entuzjastyczna. Oraz urozmaicona.

      Pozdrawiam serdecznie i czekam na relacje.

  12. Marta pisze:

    Na pewno będziemy się chwalić postępami 🙂 Mam nadzieję, że Lenie spodoba się „nauka” czytania, albo raczej – zabawa w czytanie. Mała chętnie podejmuje różne edukacyjne i artystyczne aktywności – pod warunkiem, że są one proponowane w odpowiednim momencie – gdy jest wypoczęta i w pełni energii 🙂
    Pozdrawiamy i na pewno odezwiemy się za jakiś czas, podzielimy się wrażeniami 🙂

  13. Kasia pisze:

    Jakis czas temu szperajac w sieci natknelam sie na artykul o czytaniu globalnym a wczoraj znalazlam Pani strone.
    Mam 3.5 miesieczna coreczke i zastanawiam sie kiedy i w jaki sposob moge zaczac zabawe w czytanie. Czy moge juz teraz czy moze poczekac az bedzie troche starsza… Nie chcialabym przesadzic ze stymulacja ale widze jak Sofie chlonie wszystko co nowe i pomyslalam ze to moze byc inna forma zabawy…
    Mnie niestety czytanie przychodzilo baardzo ciezko i bardzo zle wspominam pierwsze lata szkoly podstawowej. Chcialabym oszczedzic tego Sofie.
    Mam jeszcze jedno pytanie. Mieszkamy z mezem w Niemczech. Sofie pojdzie tutaj do przeczkola. W domu mowimy po Polsku ze znajomymi czesto po Angielsku a w szkole bedzie miala Niemiecki… Wiec w jakim jezyku powinnam pokazywac jej karty? W domu mowimy po polsku wiec pokazujac jej jablko mowie jablko a nie Apfel czy apple.. wiec zakladam ze karty i ksiazeczki polskie beda najwlasciwsze Czy powinnam uzywac tylko jednego jezyka? A moze podzielic to: ja np pokazujac jej kasiazeczki nazywam rzeczy po polsku a maz zawsze po angielsku czy niemiecku? Kiedy wprowadzic nastepne jezyki jezeli w ogole? Nie chodzi mi o stworzenie geniusza tylko o ty by jej bylo potem latwiej a przede wszystkim zebysmy sie dobrze bawily.
    Pozdrawiam Serdecznie
    Mama Sofie

    • MT-K pisze:

      Dobry wieczór Pani Kasiu,

      witam Panią w gronie fanów czytania globalnego. Sofie również… 
      Bardzo mądrze podchodzi Pani do zjawiska:

      Nie chodzi mi o stworzenie geniusza tylko o ty by jej bylo potem latwiej a przede wszystkim zebysmy sie dobrze bawily.

      Tak trzeba. Jeśli to zawsze będzie radosna zabawa, córeczka wejdzie w czytanie pięknie i bezboleśnie.

      Skoro mieszkacie Państwo w Niemczech zasada jest taka, że za wszelką cenę chroni się język ojczysty. Powinniście Państwo w domu rozmawiać po polsku. Również czytanie globalne powinno odbywać się w tym języku. Sofie niemieckiego nauczy się w mig, ponieważ będzie to język środowiska rówieśniczego, ulicy i mediów. Na czytanie globalne po niemiecku może się Pani zdecydować gdy mała będzie miała 4 – 4,5 roku, nie wcześniej.

      Jeśli zechce Pani pracować z zestawem plansz obrazkowo – wyrazowych, to teraz należy jedynie kilka razy dziennie pokazywać malutkiej stronę z obrazkiem i napisem, ale to bardziej na zasadzie stymulacji wzroku kolorowym obrazkiem. Kiedy córeczka będzie miała ok. 10-12 miesięcy będzie można pokazywać jej 2 plansze (na początek tylko dwie) z obrazkiem i napisem, np.: kot i mama (z Pani zdjęciem) i za chwilę zapytać: „Gdzie jest mama?”, „Gdzie jest kot?”. Za moment proszę odwrócić plansze obrazkami do dołu, tak by widać było TYLKO napisy i zapytać o to samo. Już taki maluch potrafi wskazać prawidłowy wyraz.

      Mam nadzieję, że pozostaniemy w kontakcie. Może zechce nam Pani przysłać informacje, zdjęcia lub filmik z Sofie, chętnie popatrzyłabym jak się bawicie.

      Proszę zaglądać na stronę. Wierne grono mam – entuzjastek czytania globalnego co i rusz podrzuca bardzo ciekawe pomysły zabaw utrwalających treść plansz.

      Pozdrawiam serdecznie

  14. Małgorzata Zduńczyk pisze:

    Czytam komentarze i większość rodziców do zabawy w czytanie globalne używa gotowych kart – ja zakupiłam zestaw do nauki czytania z tablicami magnetycznymi i gotowymi alfabetami – można również dostać farbę którą można pomalować np. kawałek ściany w pokoju dziecka i przyklejać wyrazy jest to farba na która pózniej śmiało można nałożyć farbę którą był pomalowany pokój dziecka. Uważam osobiście że gotowe karty nie zdają egzazaminu w 100 % tak jak tablice magnetyczne ponieważ na tablicach można ułożyć własne słowa np. zwroty których używa sie do dziecka, słowa z otoczenia dziecka np. idziemy na spacer z dzieckiem pokazujemy -,, Tu rośnie drzewo dąb”, ,,O ślimak!” – wracamy do domu przyklejamy słówka z tymi wyrazami – dziecko jest zachwycone – ponieważ tworzymy z nim dialog – wie co mu pokazujemy – a nie wszystkie słówka z gotowych zestawów są do pokazania, a jeżeli chcemy np. coś wprowadzić a nie mamy takiego słówka. Mieszkam na wsi mamy konie mój 8 miesięczny syn dosłownie ,,pieje” na ich widok tworze mu słówka związane z koniami stajnia np. tata karmi konie, tata jezdzi konno – takich słów nie ma w gotowych zestawach. Jestem zdania że takie zestawy nie są dobre.

    • MT-K pisze:

      Nie wiem jak to się stało, że „wpuściłam” Pani komentarz na stronę a nie odpowiedziałam. Już się poprawiam.
      Zgadzam się z Panią, że najbardziej zapadają dziecku w pamięć wyrazy, które nazywają to co maluchowi jest bliskie. Dorosły także strzyże uchem gdy usłyszy nazwę kosmetyku, którego używa czy potrawy, którą lubi. Nieznane słowa po prostu nie budzą emocji. Dlatego Pani działanie (prezentowanie wyrazów, które się malcowi kojarzą ze świeżo przeżytymi doznaniami) jest ze wszech miar słuszne.
      Stanę jednak w obronie gotowych zestawów. Tworząc taki zestaw starałam się dobierać w nim wyrazy uniwersalne znane każdemu dziecku. Są to słowa nazywające przedmioty, czynności, zwierzęta, produkty spożywcze, rośliny, zabawki, które znały i słyszały wszystkie dzieci.
      Zestawy takie przeznaczone są dla rodziców, którzy z jakichś powodów nie mają zamiaru sami zajmować się drukowaniem wyrazów i sporządzaniem plansz do zabaw w czytanie.
      Jak do tej pory nie było reklamacji na zawartość zestawu, a dodatkowe wyrazy zawsze można sobie sporządzić we własnym zakresie… 🙂
      Nie bez znaczenia jest fakt, że wszystkie rzeczowniki w zestawie są zilustrowane, zwiększa to ich atrakcyjność i pozwala szybciej zapamiętać graficzny obraz wyrazu.

      Pozdrawiam serdecznie

  15. Anetaa pisze:

    Witam,
    Niecałe dwa lata temu natrafiłam na książkę Domana, mój synek miał wtedy dwa lata. Takie podejście do nauki czytania bardzo mi się spodobało. Sama miałam duże problemy z czytaniem i do tej pory czytam wolno i wiem jakie to jest ograniczenie. Dlatego zaczęłam pokazywać mojemu synowi przygotowane napisy (czerwone, litery 8 cm). Doszliśmy do etapu domowych książeczek, z prostymi 3-4 wyrazowymi zdaniami, których ma 4, ale nie są to ulubione książki w jego biblioteczce – a książki uwielbia i uwielbia, jak mu się czyta, czasem sam sobie przegląda książeczki. W każdym razie „naukę” przerwaliśmy dosyć szybko, ze względów organizacyjnych. Ale z napisami się nie pożegnaliśmy tak do końca. Co jakiś czas albo ja albo on wychodzimy z inicjatywą stworzenia nowych konkretnych napisów, np. nazwy przystanków, dni tygodnia, nazw miesięcy, imion ulubionych kolegów, koleżanek.

    I to tyle wstępu 😉 A teraz pytania:

    1. Mój syn rok temu potrafił przeczytać ok kilkunastu nazw przystanków. Na kilka miesięcy zostały one odłożone, a gdy ostatnio pisałam je kredą na asfalcie, pytał się mnie, jaki teraz przystanek, tak jakby zapomniał… Czy to tak jest? Czy trzeba z jakąś częstotliwością powtarzać pokazywanie tych wszystkich wyrazów? Ich się robi tak dużo… A z drugiej strony, ostatnio na spacerze pytał się, co to za literka, która wygląda jak CENTRUM (chodziło o „C”).
    2. Mam dużo własnych napisów, pisanych prawie czcionką Arial. (prawie, bo są one pisane a nie drukowane). Chciałabym je wykorzystać do zabawy w czytanie z młodszymi moimi dziećmi. Zastanawiam się też nad gotowym zestawem, ze względu na obrazki, które zawiera, ale tam jest to inne „a”. Słowa wyglądają wtedy inaczej. Szczególnie krótkie słowa… Czy jest sen pokazywać rocznemu dziecku to samo słowo pisane różną czcionką? Czy lepiej trzymać się już jednego „a”. (Bo zaczęłam już pokazywać niektóre słowa)
    3. Wydaje mi się, że u syna przyszedł taki moment, że on bardzo by chciał przeczytać coś sam. Ale tak naprawdę SAM, a nie może, bo zna tylko niektóre litery. W związku z tym, nawet jak w żartach pytam, czy coś mi przeczyta, on bardzo poważnie odpowiada, że on nie umie czytać… (Kupiłam mu zestaw książeczek, poziom 1, ale chciał od razu czytać wszystkie i naklejać wszystkie kluczyki i na razie książki poszły w kąt, bo chyba fabuła już dla niego nie bardzo ciekawa, a skoro nie można od razu ponaklejać, to woli, żeby mu czytać coś innego 😉 Liczę, że wrócą do łask, jak będzie chciał poczytać młodszemu rodzeństwu ;).) I jak to jest z tą nauką literek. On pół roku temu pytał o literki, ale odpowiadałam tylko tyle ile musiałam, zeby nie zaczął literować. Z drugiej strony, jak ma przeczytać SAM wyraz, którego nigdy wcześniej mu nikt nie przeczytał? Pamiętam, że ja jak byłam mała, musiałam najpierw rozpoznać każdą kolejną literkę w wyrazie a potem czytałam cały wyraz. To było złe, ale nie mam pojęcia w jaki sposób można inaczej przeczytać nowy wyraz. Czy mogłaby Pani napisać jak to ma się zadziać? A jeśli to ma tak wyglądać, że nowy wyraz jest najpierw „literowany” a potem zapamiętywany jako obrazek-całość, to jak upewnić się, że nie jest literowany za każdym razem?

    Z góry dziękuję za pomoc.

    (I dziękuję za tego bloga 🙂 Są tu naprawdę bardzo ciekawe pomysły na zabawy z czytaniem. )

    • MT-K pisze:

      Dzień dobry Pani Anetko,

      synek miał prawo po kilku miesiącach zapomnieć poznane wcześniej wyrazy. Nie bez kozery mówi się, że: „Powtarzanie jest matką wiedzy”. Dlatego na mojej stronie prezentuję (z pomocą rodziców) tak wiele zabaw utrwalających wcześniej poznane wyrazy. Po prostu wracajcie do tych wyrazów w zabawach. Czterolatek może już odczytywać 2-, 3- nawet 4- wyrazowe zwroty, które może Pani tworzyć ze znanych wyrazów układanych w różnych konfiguracjach.

      Maluszkom, które nie wykazują jeszcze zainteresowania literami można pokazywać te same wyrazy z różnym „a”. Nic się nie stanie. Byle czcionka była prosta, bezszeryfowa. Dwu- i trzylatka litery jeszcze nie interesują, cztero- czy pięciolatek pojmie już, że ta sama literka może wyglądać nieco inaczej.

      Jeśli synek wykazuje już zainteresowanie literami można mu „przedstawić” samogłoski i kilka spółgłosek (s, t, m, k). Mając do dyspozycji te literki proszę mu tworzyć krótkie dwu-, najwyżej trzyliterowe wyrazy, koniecznie zaczynające się (początkowo) od samogłoski, np. oko, osa, As. Chodzi o to, że samogłoski dają się przedłużać i tym samym zapobiegamy literowaniu. „Ślizgacie się” z głoski na głoskę: oooooo-ko, ooooo-sa, Aaaaa-s.
      Synek dojrzał już najwyraźniej do kolejnego etapu i chce przejść od czytania globalnego do „zwykłego” – analityczno-syntetycznego.

      Literowanie jest naturalnym etapem w procesie nauki czytania. Słusznie Pani pisze, że najpierw trzeba rozpoznać litery, potem można wyraz przeczytać. Nie da się czytać nowego tekstu nie znając alfabetu. Rzecz w tym by nakłaniać dziecko aby literki „podawały sobie rączki”, by „ślizgać się z jednej na drugą”, by „nie słychać było szpar między nimi” – jak to tam Pani nazwie, tak aby to literowanie szybko przeszło w czytanie sylabami. Potem to już idzie z górki, dziecko samo coraz częściej odczytuje „w główce” cały wyraz, czyli jest jak należy.

      Książeczki z zestawu należy schować i pokazywać malcowi po jednej, dopiero gdy „zaliczy” książeczkę i „odczyta” ją sam, robi użytek z naklejki i może przejść do następnej.

      Dziękuję Pani za dobre słowo o stronie. Istnieje ona po to by pomagać, rozwiewać wątpliwości, radzić i dzielić się doświadczeniami i ciekawymi pomysłami.

      Dlatego też – jeśli pozostały jakieś niejasności – proszę pisać. Widzę także, że bawi się Pani z synkiem ciekawie (pisanie na asfalcie kredą nazw przystanków – koniecznie małymi, drukowanymi literami), może chciałaby Pani zatem wziąć udział w Wiosennym Konkursie? Jeszcze jest czas.

      Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu fajnych zabaw w czytanie oraz satysfakcjonujących efektów,
      M.K.

  16. Emilia pisze:

    Witam Panią,
    jestem mamą 14 miesięcznej dziewczynki. Od jakiegoś czasu próbuję przemycić czytanie globalne:)
    W jednej z polskich pozycji znalazłam taką propozycję uczenia czytania i ogólnie poszerzania wiedzy dziecka poprzez przygotowywanie prezentacji w PP czyli najpierw słowo a potem zdjęcie. Spróbowałam i bardzo to córce przypadło do gustu – wręcz się domaga tych prezentacji. Nie są one długie bo mają łącznie max. 14 slajdów (7 słów + 7 zdjęć) i nie pokazuję jej tego częściej niż 3 razy dziennie. Łącznie pewnie jest to ok. 1 minutę dziennie. Dodam, że poza tym córka nie ogląda telewizji ani niczego innego w komputerze. Co Pani sądzi o powyższym pomyśle?

    • MT-K pisze:

      Pani Emilio, pomysł nie wydaje mi się zły, tylko niepotrzebnie udziwniony. Bo czemu wyraz i obraz traktuje się w oderwaniu? Wygląda mi to nielogicznie. Cała reszta jest w porządku. Jeśli malutka dobrze się przy tym bawi – bawcie się na zdrowie. Niepokoi mnie jedynie fakt, że ilustracja i odpowiadający jej wyraz występują osobno, tak moim zdaniem być nie powinno. Jeśli obrazek jest na stronie z wyrazem, MUSI zachodzić ich kojarzenie. Jeśli występują osobno – mam co do tego wątpliwości. Domyślam się, że taka konstrukcja slajdów wzięła się z „klasycznego Domana”, który zaleca robić dziecku książeczki, gdzie po lewej stronie jest wyraz, po prawej obrazek. Nie znajduję logicznego uzasadnienia dla takiej konstrukcji. Czytając wyraz czy zdanie (w książeczce) należy maluchowi pokazywać każdy wyraz palcem, by dźwięk kojarzył się z napisem. Jak to robić, gdy napisy są po lewej stronie książki? Zasłania się wówczas ilustrację.

      Mam nadzieję, że taka konstrukcja prezentacji opóźni jedynie nieco przyswajanie wyrazów, nie namiesza małej w główce. Można trochę „wyprostować” koncepcję twórców prezentacji i kilka razy dziennie prezentować córeczce ten sam obrazek i odpowiadający mu napis. Na przykład jednego dnia oglądacie TYLKO misia i czyta Pani napis „miś”, drugiego dnia poznajecie „balon” itd.

      Proszę jeszcze kiedyś napisać jak Wam idzie…

      Pozdrawiam i przepraszam za zwłokę w odpowiedzi – nie było mnie w kraju.

  17. Kinga pisze:

    Pani Mario
    byłam u Pani na wykładzie odnośnie czytania globalnego, który odbył się w Szczecinie z okazji PROGRESSTERONU i jestem zachwycona całą tą metodą jak i Pani osobą:) My też zamierzamy zacząć zabawę w czytanie. Chciałabym zakupić także Zestaw do nauki czytania małych dzieci cz.1 i 2 tak jak wielu rodziców to już poczyniło, lecz mam pytanie odnośnie tego co jest potem? Czy jest jakiś zestaw cz 3 i 4, czy potem są już te książeczki z poziomami?
    Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź.
    Dziękuję za inspiracje i serdecznie pozdrawiam

    • MT-K pisze:

      Dziękuję za ciepłe słowa Pani Kingo.

      Już odpowiadam. Bawiąc się zawartością Zestawu można z czasem tworzyć dwu-, trzy- czterowyrazowe zwroty. Od tego można przejść do książeczek. Maluchom w wieku przed przedszkolem polecam książeczki z wyrazami dźwiękonaśladowczymi (poziom O). Młodszym przedszkolakom na pewno spodoba się „Jaś i Maja” z dużą czcionką. Starsze przedszkolaki zainteresują książeczki z poziomu 1 i 2. A potem to już będziecie czytać co Wam w ręce wpadnie, czego Wam serdecznie życzę. Namawiam na zrobienie dziecku książeczki o nim samym – wskazówki znajdzie Pani na stronie w zakładce „Forum aktywnych rodziców”, tekst „Oliwia i reszta świata”.

      Pozdrawiam serdecznie, życzę powodzenia, oczekuję relacji, fotografii, może filmików?

  18. Emma pisze:

    Pani Mario,
    Szukam zestawu do nauki czytania dla małych dzieci Pani autorstwa, ale niestety, ani na stronie sklepu wydawnictwa Pentliczek, ani w innych księgarniach online nie jest on dostępny. Czy mogę prosić o podpowiedź, gdzie mogłabym w Szczecinie (bądź w sieci) zakupić tę pomoc? Będę niezmiernie wdzięczna, bo czas ucieka, a umysł mojego synka jest tak chłonny, że szkoda mi upływającego czasu.
    Serdeczne pozdrowienia

    • MT-K pisze:

      No, niestety, zestaw się „rozszedł” i czekamy na dodruk. Ale w Szczecinie powinien być osiągalny w „Zamkowej”.
      Ja także uważam, że szkoda czasu. Życzę powodzenia i pozdrawiam ciepło… 🙂

  19. Katarzynka pisze:

    Pani Mario
    Ja również poszukuję tego zestawu do nauki czytania dla małych dzieci. Pochodzę z okolic Łomży i nigdzie go nie mogę znaleźć. Jeśli posiada pani informacje, gdzie można dostać ten zestaw w Internecie, to proszę się nią podzielić. Z góry dziękuję.

    • MT-K pisze:

      Pani Kasiu, zestaw jest do kupienia w sklepie internetowym wydawnictwa Pentliczek i tylko tam. Ze względu na dużą ilość zamówień trzeba poczekać na realizację zamówienia ok. 10 dni. Życzę powodzenia. Pozdrawiam serdecznie.

  20. ediKt pisze:

    A czy ktoś próbował podjąć inne działania? Proponujecie raczej podobne podejście, ma ktoś może inne doświadczenia w tej kwestii?

  21. marcysia pisze:

    witam, czy jeśli zakupię ten zestaw kart to dołączony przewodnik zastąpi książkę, czy poleca Pani jednak przeczytać również książkę? Planuję rozpocząć naukę czytania (a raczej zabawę wyrazami) z moim prawie 18-miesięcznym synkiem, pokazałam mu już kilka plansz z napisami, ale średnio go zainteresowały (może poza wyrazem mama, który powtórzył), bardzo lubi oglądać książeczki, więc myślę, że takie żywe obrazki spowodują, że będzie się cieszył na sam widok kart. Leoś pokazuje tylko gdzie ma nosek i uszy, natomiast gdy proszę go żeby pokazał krowę czy kurę w jego ulubionej książeczce to nie robi tego, więc pewnie ze sprawdzaniem będzie problem.

    • MT-K pisze:

      Przeczytać poradnik nie byłoby od rzeczy, ale nie ma w nim niczego, czego nie znalazłaby Pani na stronie. Bardzo inspirujące są filmiki, konkursowe wypowiedzi rodziców o raz teksty w zakładce „Forum aktywnych rodziców”. Leoś najwidoczniej ma swoje własne tempo i sposób percepcji rzeczywistości, proszę się tym nie przejmować. Na początek proszę wybrać tylko dwie plansze do zabaw. W przypadku wskazania prawidłowej planszy proszę uczynić owację, całusy obowiązkowe). Po 2-3 dniach dołożyć trzecią. Najważniejsze w tych zabawach to luz, spontaniczność i krótki czas trwania. Proszę także słuchać swojej intuicji – jeśli mały będzie znudzony aktualnymi kartami, proszę sięgnąć po nową, mniej istotne czy to będzie w trzecim czy piątym dniu zabawy.

      I proszę się odzywać, dobrze? Będę ciekawa jak Wam idzie. Pozdrawiam.

  22. Emilia pisze:

    Witam. Dopiero teraz odkryłam metodę czytania globalnego. Moje dziewczyny mają 5 i 6 lat, a więc zerówka i I klasa. Mam więc już jedno dziecko z obciążeniem czytania po literce, które składa w sylaby, ale rwie się do czytania, choć czytanie jest męką. Po prostu chce. Młodsza dopiero zaczyna poznawanie liter. Przepraszam za długi wywód wstępny. Mam pytanie, czy to nie jest przypadkiem za późno. Doman twierdzi, że dziecko może się nauczyć czytania globalnego w prosty sposób jedynie do 6 roku życia 🙁
    Przyznam się szczerze, że kupiłam zestawy do nauki czytania. Mimo wszystko. 🙂

    • MT-K pisze:

      Pani Emilio, po prostu się bawcie tymi planszami. Po 6 roku życia nie prowadzi się nauki tą metodą, bo w tym wieku dziecko zaczyna już czytać zwyczajnie. Poza tym dzieci 5-, 6-letnie są „obciążone”, bo znają litery. Jak malec patrzy na wyraz „tata” i nie wie z jakich liter się składa, to zapamięta tę kombinację lasek i kółek i przeczyta (globalnie): „tata”. Jeśli zna litery, przeczyta: t-a-t-a. Ale zabawy w czytanie MUSZĄ być krótką, radosną, pełną śmiechu zabawą. Są zatem bardzo wyczekiwane przez dzieci. Stymulują pamięć, analizę wzrokową, uwagę, zapamiętywanie. Toteż bawcie się, kupujcie i sprzedawajcie wyrazy, niechaj dziewczynki skaczą po nich w charakterze żabek, szukają (ukryte przez Panią wcześniej) po domu, uczynią z nich bilet do Chin, mierzą im temperaturę itp. Wszystko to może starszej pomóc w doskonaleniu techniki czytania, młodszej łatwiej „wejść” w czytanie „zwyczajne” (analityczno-syntetyczne). Mnóstwo zabaw znajdzie Pani na stronie FB. https://www.facebook.com/czytanieglobalne

      Pozdrawiam serdecznie. Proszę się odezwać i napisać jak Wam idzie.

  23. Anula pisze:

    Witam serdecznie!
    Pisze do Pani z prosba o pomoc i rade.
    Mam corke w wieku 3,7 miesiecy.Mieszkamy we Wloszech.Maz Wloch.Dziecko rozumie dwa jezyki,ja mowie po polsku,czasem w zaleznosci od sytuacji po wlosku.Poza tym,mala nie ma prawie kontatku poza tel.z babcia z jezykiem polskim.Jest niezwykle utalentowanym dzieckeim muzycznie i pamieciowo,zna na pamiec ksiazeczki,piosenki.
    Ciezko jej z nami rozmawiac,dialogowac.Ma niezwykla pamoec wzrokowa.chcialam zapytac,czy wedlug Pani ta metoda globalna pomoze jej tez w komunikacji rozwijajac slownictwo?Najpierw uczyc mam corke w jezyku polskim??
    Maz chce isc z corka do logopedy,czy do specjalisty,ja boje sie ,ze moze miec jakies zaburzenia ….Mam problemy z poruszaniem sie,mez caly dzien w pracy,ciezko mi byloby chodzic na jakies terapie.Moze metoda globalna nam pomoze??

    Dziekujemy .Pozdrawiamy.

    • MT-K pisze:

      Pani Aniu, jeśli córeczka nie ma żadnych zaburzeń (a wygląda na to, że nie ma) kłopoty z komunikacją mogą wynikać z błędnych sygnałów jakie otrzymuje od Was – rodziców. W przypadku takim jak Wasz obowiązuje ważna zasada – jedna osoba, jeden język. Pani mówi tylko po polsku, mąż tylko po włosku. Inaczej dziecko jest zdezorientowane, myli języki, bądź nie wie jak zwracać się do rodziców, bo oni mówią trochę tak, trochę tak…Jest jeszcze jedna zasada. Należy chronić język kraju, w którym się NIE mieszka. Bo włoski jest językiem otoczenia i prędzej czy później zdominuje język polski. Toteż proszę się bawić z córeczką w czytanie globalne po polsku (to musi być krótka i radosna zabawa – zawsze). Mała wzbogaci słownictwo, polubi polski język. Proszę też przestrzegać zasady, by w obecności córki każde z Was mówiło w swoim języku. Pozdrawiam i niech Pani kiedyś napisze jak Wam idzie.

  24. Anula pisze:

    Dziekuje Pani z calego serca za szybka odpowiedz!Naprawde podniosla mnie Pani na duchu…
    Ja tez tak myslalam,zeby mowic po polsku do niej ciagle,ale moi tesciowie(sa przeciwni temu,ze corka mowi po polsku)ciagle mi nudza,ze nie bedzie mowic po polsku,bo jak jest zem mna caly czas w domu,to kiedy bedzie mowic po wlosku??
    Maz jest zgodny ze mna.
    A metoda globalna na pewno jej spodoba sie ,bo zna bardzo duzo z napisow z zewnatrz opanowanych wzrokowo.
    Dziekuje i pozdrawiam.

    • MT-K pisze:

      A ja będę czekać na wiadomości od Pani. Teściowie powinni uznać fakt, że ich wnuczka ma dwie ojczyzny i będzie dwujęzyczna. Trzymam kciuki za Panią… 🙂

  25. magda pisze:

    Witam, dużo czytałam o czytaniu globalnym, świetne informacje na blogu, gdzie mogę kupić zestaw do tego czytania, mam córkę 5 letnią, nie mogę na stronie znaleźć… Dzieki za pomoc.

  26. Ania pisze:

    Witam serdecznie,
    od kilku tygodni bawimy się z córeczką kartami, które samodzielnie przygotowuję. Po lekturze książek autorstwa G. Domanna, gdzie we wskazówkach jak przygotować tablice była informacja, iż pierwsze karty powinny mieć ok. 55 cm szerokości. Tak więc nie drukuję ich na komputerze, tylko stworzyłam szablony liter w arialu i odrysowuję każdą z osobna. Przyznam, że jest to bardzo czasochłonne, i kiedy tak czytam Pani wypowiedzi, to już sama nie wiem czy dobrze robię, czy dać sobie spokój i zakupić pakiety stworzone przez Panią. Moje tablice są bez obrazków, wysokość liter ok.8,5cm, litery wypełniam czerwonym markerem. Zastanawiam się, czy dla rocznego dziecka rozmiar czcionki w tych zestawach nie jest za mały? Jeśli dobrze pamiętam karty mają 18 cm szerokości, a Domann zalecał, by każda litera miała min. 1cm szer. Proszę o doinformowanie mnie i pomoc w odnalezieniu złotego środka, bo własnoręczne stwarzanie tych kart po nocach mnie wykończy:)

    • MT-K pisze:

      Pani Aniu, niechże się Pani nie katuje. Ćwierć wieku badań dowiodło, że litery nie powinny być ani czerwone (czarny kolor daje lepszy kontrast z bielą tła, obecnie książeczki dla niemowlaków często są czarno-białe) ani tak duże (przy dłuższych wyrazach pole widzenia dziecka nie obejmuje ich). Proszę zerknąć na filmiki – przy wielkości czcionki, jaką oferuje zestaw dziesięciomiesięczniaki zaczynają „odczytywać” pierwsze słowa.

      Dziewięć sesji dziennie też proszę między bajki włożyć – to wykańcza i matkę i dziecko. W ciągu lat stosowania tej metody nabrałam przekonania, że najważniejszy jest czynnik psychologiczny – klimat zabaw, śmiech, radość, ruch i kończenie zanim dziecko się znudzi.

      Metoda ewoluowała przez pół wieku i obecnie niewiele zaleceń ze stareńkiej książki Domanów się sprawdza. Proszę do czytania globalnego podchodzić jak do świetnej zabawy, która ma sprawić radość i Pani i córeczce. Jedna sesja dziennie i dość. A jak jesteście nie w humorze to obejdzie się i bez tej jednej. Dziury w niebie nie będzie, a proces i tak się będzie toczył.

      Pozdrawiam i proszę się kiedyś tam odezwać i opowiedzieć jak Wam idzie…

  27. Man1903Wig pisze:

    Bardzo ciekawe podejście. Czasami warto zastanowić się głębiej nad rzeczami, które nas otaczają. Można wyciągnąć bardzo ciekawe wnioski, a jednocześnie odnaleźć drugie dno sprawy.

    u230326 – Coś dla Ciebie:

  28. Małgorzata pisze:

    Dzień dobry 🙂 Moja córka ma parwie 3,5 roku. Zastanawiam się, czy w tym wieku rozpocząć naukę czytania globalnego, czy raczej zapoznawać ją już z literkami. Wiem, że globalne czytanie polecane jest nawet do 6. roku życia, ale zastanawiam się, czy jeśli teraz mała nauczy się rozpoznawać całe wyrazy, to czy nie będzie miała problemu z przyswojeniem literek. Pozdrawiam!

    • MT-K pisze:

      Dzień dobry,

      najbliższy rok możecie spokojnie przeznaczyć na zabawy w czytanie globalne. Absolutnie odradzam uczenie liter maluszka w tym wieku, prowadzi to bowiem do głoskowania. Samo przyswojenie liter odbyłoby się szybko, ale dzieci w tym wieku nie potrafią ich jeszcze łączyć. Co zatem robią? Czytają po jednej głosce. Synteza jest najtrudniejszym etapem w procesie nauki czytania.

      Moja rada jest taka: bawcie się w czytanie całych wyrazów. Kiedy córeczka sama dostrzeże w wyrazach litery i zacznie się o nie dopytywać, będzie to znaczyło, że dojrzała już do syntezy. Nie powinno się to odbyć wcześniej niż za rok. Zabawy w czytanie globalne bardzo usprawnią analizę wzrokową córki i nauka „prawdziwego” czytania (analityczno-syntetycznego) pójdzie łatwo. Czytanie globalne absolutnie nie przeszkodzi małej w przyswojeniu liter – kiedy przyjdzie na to czas. Ma to Pani na piśmie. 🙂

      Proszę zajrzeć jutro na stronę Fb i poczytać tekst o głoskowaniu. Pozdrawiam serdecznie.

  29. Małgorzata pisze:

    Jestem mamą autystycznego szesciolatka i zastanawiam sie czy w przypadku mojego syna moglabym zastosować metode czytania globalnego czy nie jest juz za duży. Zna juz prawie wszystkie litery, ale nie potrafi ich łączyć. Czy nie jest juz za duzy na tą metodę i czy nie bedzie ona kolifowac z nauką w przedszkolu czytania po literze czy po sylabach?

    • MT-K pisze:

      Pani Małgosiu,
      w „rządowym” elementarzu także są elementy czytania globalnego. Nie, zabawy w czytanie globalne nie powinny przeszkodzić w nauce czytania analityczno-syntetycznego. Kolejnym etapem po czytaniu globalnym jest czytanie sylabowe więc nic się tu nie wyklucza. Bawcie się po kilka, kilkanaście minut dziennie, proszę zaczerpnąć pomysły ze strony. Jeśli synkowi te zabawy będą się dobrze kojarzyć jego stosunek do słowa pisanego będzie pozytywny. Wtedy i nauka pójdzie łatwiej. Proszę kiedyś napisać jak Wam idzie.

      Pozdrawiam serdecznie… 🙂

  30. Deb0308Ki pisze:

    Naprawdę? Jeśli to prawda to jestem zachwycona.

    Deb0308 – Wart to czytać:

  31. Adam pisze:

    Dzień Dobry,
    jestem ojcem 14-sto miesięcznego malucha. Po lekturze Pani strony zaczynamy naukę – na początek samodzielnie przygotowałem kilka kart z rzeczami, które przewijają się w codziennym życiu córki – myślę, że przyniesie to dużo radości i rozwinie. Potem przyjdzie czas na karty przygotowane przez Państwa.

    Chciałem dodać komentarz odnośnie samej idei czytania globalnego:
    Sam w wieku liceum ćwiczyłem na kursie szybkiego czytania, co daje super efekty do dziś – czytanie jest kilka razy szybsze, przy większym zrozumieniu.
    Czytanie globalne postrzegam tak naprawdę jako podwaliny pod szybkie czytanie – dziecko nie uczy się sylabizować słów, tylko ‚chwyta’ ich treść, bez niepotrzebnego „mówienia pod nosem”, a przy tym z większym zrozumieniem sensu.
    Myślę, że po nauce czytania globalnego idealnie byłoby przejść do kursu szybkiego czytania. Sam rozpoczynając taki kurs, po pierwsze musiałem odzwyczaić się od „mówienia w myślach”, podczas czytania, bo to bardzo spowalnia czytanie, a przy tym traci się sens tekstu, skupiając się przesadnie na czytaniu głosowym.
    Idąc dalej pojawia się pytanie czy tradycyjny system edukacji nie jest tutaj zasadniczo przeszkodą i tak naprawdę niepotrzebnym krokiem w tył (w bok?), który bardziej może zrazić do czytania niż dać wartość dodaną…. ?

    Będę wdzięczny za opinię, a samo czytanie globalne uważam za super ideę.

    Pozdrowienia serdeczne 🙂

    • MT-K pisze:

      Dzień dobry Panie Adamie,

      dziękuję za bardzo sympatyczny list. Cieszę się, że przybyła nam jeszcze jedna maleńka adeptka globalnego czytania. Oby zabawy w czytanie sprawiały Wam mnóstwo radości.

      A teraz kilka słów na temat samej idei czytania globalnego. Tak, na etapie czytania treści znanych plansz można uznać, iż jest to szybkie czytanie. Rzut oka na poznany uprzednio wyraz i dziecko go „odczytuje” – bez głoskowania, bez sylabizowania, bez namysłu nawet. Ale proszę wziąć pod uwagę fakt, że czytanie globalne to czytanie bez znajomości liter – nazywanie piktogramu, jakim jest dla małego dziecka zlepek nieznanych mu znaczków (liter). Pan, ucząc się szybkiego czytania, umiał już czytać nieznane teksty. Nasz malec wyuczy się na pamięć 50-100-150 plansz i co dalej? Ano zaczyna poznawać litery. I trzeba go nauczyć robić z nich użytek. Jedne dzieci głoskują, inne zaczynają czytać sylabami, są i takie, które czytają w myślach cały wyraz. Cały proces nauki czytania nieznanych tekstów dokonuje się szybciej i łatwiej niż u dzieci, które tych zabaw nie zaznały. Ale nie ma gwarancji Panie Adamie, że dzieci czytając błyskawicznie (globalnie) wyraz czy zdanie będą równie szybko czytały teksty, których wcześniej nie widziały. Tak czy owak zabawy w czytanie przynoszą tak wiele różnorakich korzyści (intelektualnych i emocjonalnych), że nawet bez tej gwarancji dotyczącej szybkości czytania warto je dziecku zaoferować.

      Tak więc bawcie się radośnie i niechaj się Pan kiedyś jeszcze odezwie i opowie jak Wam idzie. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *