Czytanie globalne

Czytanie globalne – co to takiego?

Trochę historii

Twórcą metody czytania globalnego jest Amerykanin Glenn Doman. Opracował ją w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Początkowo metodę tę adresował do dzieci z  uszkodzeniem mózgu. Efekty były tak zachęcające, że Doman zadał sobie w pewnym momencie pytanie: „Skoro dzieci z uszkodzonym mózgiem, po stymulacji metodą czytania globalnego czynią tak znaczące  postępy, to  co możemy tą metodą osiągnąć u dzieci zdrowych?” W ten sposób czytanie globalne zaczęły stosować w zabawach ze swymi dziećmi kolejne pokolenia rodziców.

Metoda zyskiwała coraz szersze kręgi zwolenników. Wkrótce przekroczyła granice USA i poczęto ją stosować w innych  krajach na całym świecie. Glenn Doman został uhonorowany odznaczeniami państwowymi  wielu rządów. Jego Instytut Osiągania Ludzkich Możliwości  założony w Filadelfii w 1955 roku prowadzony jest obecnie przez córkę Glenna – Janet Doman i propaguje idee stymulowania dzieci w wielu dziedzinach.

Jak to działa?

Rodzice często pytają jak to możliwe, że można nauczyć czytać malucha nie ucząc go liter. Naturalnie, czytanie bez znajomości alfabetu jest niemożliwe. Istnieją jednak dwa sposoby czytania. Jeden to czytanie globalne, drugi jest czytaniem analityczno-syntetycznym, dla ułatwienia nazywać go będę „zwykłym”.

Podczas czytania globalnego dziecko odpoznaje i nazywa cały wyraz, nie wnikając w jego strukturę i nie znając liter. W rzeczywistości czytanie globalne stosują Wasze maluchy od wczesnego dzieciństwa. Dzieci „odczytują” nazwy na reklamach, pudełku z jogurtem, tytuł na ulubionej książeczce. I wcale nie przeszkadza im w tym nieznajomość liter.

Postrzegają bowiem obraz graficzny wyrazu jako całości, tak jakby patrzyły na budowlę z klocków lego bez uświadamiania sobie – póki co – ze składa się ona z poszczególnych klocków. My, dorośli, także odczytujemy w ten sposób znaczenie piktogramów, czyli obrazków symbolizujących różne treści.

Demonstrując dziecku plansze z wyrazami sprawiamy, że zapamiętuje ono ich wygląd, kojarzy z nazwą, a że potencjał intelektualny maluchów jest olbrzymi, szybko przyswaja sobie treść wielu plansz.

Niestety, nie można poprzestać na takim czytaniu. W naszym języku funkcjonują tysiące wyrazów, z których każdy podlega jakimś odmianom.  Tak czy owak dziecko musi nauczyć się czytania „zwykłego”.

I teraz objawia się fenomen czytania globalnego. W którymś momencie prowadzony tą metodą malec uświadamia sobie złożoną strukturę wyrazu. Dostrzega owe pojedyncze klocki. Dzieje się to po kilku tygodniach lub miesiącach zabaw, w zależności od wieku dziecka i atmosfery towarzyszącej tym zabawom. Nazywam ten moment chwilą, w której rusza lawina. Dziecko poczyna dopytywać się o nazwy liter. Wiele z nich poznało już wcześniej, przy okazji demonstrowania jak pisze się jego imię, imiona najbliższych czy ulubionego zwierzaczka. Od tego momentu dziecko próbuje łączyć ze sobą litery (dokonywać ich syntezy). To najtrudniejszy etap w nauce czytania. Można bowiem znać cały alfabet, nazywać wszystkie literki, ale łączyć je ze sobą to w nauce czytania najbardziej skomplikowane zadanie. Na lawinę nie ma jednak sposobu. Kiedy malec pojmie jak połączyć ze sobą litery tak by tworzyły fonetyczną całość, cała reszta to tylko kwestia czasu.

Przypomnijcie sobie  swoje długie i żmudne ćwiczenia, którymi okupiona była nauka czytania. Trwała ona z reguły cały rok a i potem należało jeszcze doszlifować technikę, by czytać płynnie. Zabawa w czytanie globalne pozwala znacznie skrócić okres ćwiczeń a samo „wejście w czytanie” odbywa się bezboleśnie, z radością  i nie wiadomo kiedy.

Jak się to robi?

Dwadzieścia lat obcowania z czytaniem globalnym i kolejnymi rocznikami dzieci nauczyło mnie, że podstawową zasadą podczas stosowania tej metody jest… brak sztywnych zasad. Naprawdę nie ma znaczenia czy prezentujemy dziecku plansze raz czy dwa razy dziennie. Globalne czytanie to ma być kilka minut dobrej zabawy. Jeśli dorosły jest poirytowany a dziecko zmęczone, znudzone, bądź podekscytowane – dajmy sobie spokój. Odłóżmy zabawę do jutra. Czasem trzeba zrobić kilkudniową przerwę a procesom, które dokonują się w umyśle dziecka wcale ona nie zaszkodzi.

Istotną sprawą jest by na czas prezentacji plansz z wyrazami dziecko było skupione i nie rozpraszało się. Jak tego dokonać? Każda mama ma swoje sposoby. W mojej praktyce jednym z najskuteczniejszych była zabawa w pisklęta i ptasią mamę. Dzieci zamieniały się w pisklaki i jeśli z uwagą patrzyły na prezentowane plansze ptasia mama wkładała im do dzióbka smakowite ziarenka (rodzynki, żurawiny, kukurydziane chrupki itp.). Motywacja materialna sprawdzała się zatem najbardziej.

Ważne jest, by podczas prezentowania plansz i odczytywania ich treści nie używać zwrotów: „Tu jest napisane…”, albo: „To wyraz…”  Dziecko bowiem może nabrać przekonania, że na planszy widnieje napis „To wyraz mama” (dla przykładu). Jednemu wyrazowi na planszy towarzyszyć ma jeden dźwięk. Podnosimy zatem planszę z napisem „mama” i czytamy wyraźnie „mama”, nic więcej. Kolej na planszę następną.
Glenn Doman sugerował by w pierwszej fazie zabawy w czytanie używać wyrazów napisanych czerwonymi literami. Być może jest to niezbędny wymóg wobec niemowląt. Dzieciom w wieku przedszkolnym (od 3 lat) możemy demonstrować od początku czcionkę czarną.

Rodzicom, którzy nie chcą korzystać z gotowych zestawów plansz i postanowili wykonać je sami, nie radzę pisać wyrazów wielkimi literami. Należy ich używać jedynie w imionach i nazwach własnych, w pozostałych przypadkach należy pisać wyrazy czcionką małą, taką, z jaką stykamy się na co dzień. Zatem piszemy „mama”, „kot”, „oko” a nie „MAMA”, „KOT”, „OKO”.

Zainteresowanych szczegółowymi sposobami prezentowania plansz, jak też gotowymi planszami odsyłam na stronę Wydawnictwa Pentliczek (www.wydawnictwo-pentliczek.pl ), które specjalizuje się w tworzeniu materiałów do stymulacji rozwoju małych dzieci.
Na koniec ważna uwaga. Kiedy u dziecka pojawi się zainteresowanie literą i pocznie dopytywać się o ich nazwy, pamiętajmy by nie nazywać spółgłosek tak, jak recytuje się je w alfabecie (be, ce, de). To duży błąd i może zdezorientować malca. Jeśli nabierze przekonania, że „k” to „ka” a „t” to „te” – przeczyta kiedyś „kaote” zamiast „kot”. Czyli – pamiętajmy – jest „m” nie „em”, „z” nie „zet” itd.

Po co się to robi?

Niekiedy rodzice pytają czy umiejętność czytania we wczesnym wieku nie skraca dzieciństwa, nie kładzie się na nie cieniem. Odpowiadam z mocą: – Absolutnie! Obserwuję z uwagą od dwudziestu lat dzieci, które zaczęły czytać wcześniej niż ich rówieśnicy.  Są to dzieciaki z dużą wiedzą ogólną, znakomicie radzące sobie w szkole, kochające książki, ze sporym poczuciem własnej wartości. Nie dostrzegam żadnego niebezpieczeństwa w fakcie, że pięciolatek sam przeczyta sobie książeczkę. Większą troską napawać powinno długie przesiadywanie przed komputerem czy oglądanie telewizji, bądź bajek z odtwarzacza.

Teoria skracania dzieciństwa nie może być prawdziwa, skoro zabawa w czytanie to tylko jeszcze jedna radosna zabawa, zajmująca kilka minut dziennie.
Pojawiła się także teoria, iż wczesne czytanie może być powodem dysleksji. Myślę, że można to między bajki włożyć. Wśród wcześnie czytających dzieci nie zaobserwowałam dyslektyków.

Po co zatem bawić się w czytanie? Po to by dać dziecku solidną podwalinę pod ogólną wiedzę (a wiadomo, że im młodszy umysł, tym chłonniejszy), by kształtować jego procesy poznawcze, pomnażać inteligencję i znakomicie się przy tym bawić.

20 odpowiedzi na „Czytanie globalne

  1. A.C. pisze:

    Polecam metodę wszystkim rodzicom. Stosowałam ją u swojej córeczki, która ma w tej chwili 7 lat. Wspominam „naukę” jako świetną zabawę, której córeczka domagała się każdego dnia. My zaczęłyśmy bardzo wcześnie, zanim Zosia skończyła 1 rok życia. Muszę przyznać, że taki maluch zapamiętuje słowa błyskawicznie. I nie chodzi tylko o czytanie, ale i wzbogacenie słownictwa. Pamiętam, jak mała pięknie mówiła – w wieku niewiele ponad rok tworzyła już proste zdania. Pięknie wypowiadała słowa, nawet te bardzo trudne. Jestem pewna, że to zasługa zabawy z kartami. Gdy Zosia miała 3-4 latka uwielbiała zabawę w mamę, która czyta dzieciom bajki na dobranoc. Dziś ma 7 lat i odwiedzanie osiedlowej biblioteki to już dla niej cotygodniowy rytuał.

    • MT-K pisze:

      Miałam zaszczyt osobiście poznać pannę Zosię. Nie słyszałam jak czyta. Nie było do tego warunków. Ale kiedy dowiedziałam się od mamy CO czyta – poczułam szacunek dla młodej damy, która dzielnie i samodzielnie zmagała się z książką mego dzieciństwa „O chłopcu, który szukał domu” Ireny Jurgielewiczowej. Takich dzieci, które wcześnie zaczęły przygodę z czytaniem (jak Zosia) poznałam w ciągu dwudziestu lat więcej. Kochają książki i są mądre. Czy należy się temu dziwić?

  2. Beata pisze:

    Swoją przygodę z literkami i wczesnym czytaniem zaczęłam 12 lat temu. Pracuję w przedszkolu z dziećmi 4 letnimi. Moje szkraby często mnie zdumiewają swoimi osiągięciami. Po roku pracy bardzo dużo już potrafią. Odkryłam niedawno, że zaczynają odczytywać sylaby i tworzyć do nich wyrazy. Co niektórzy słyszą już głoskowane wyrazy. Uważam, że dzieci osiągnęły to dzięki wczesnemu czytaniu globalnemu i zabawie z literami. Po każdej zabawie w czytanie czytam dzieciom książeczki serii ” To ja poczytam Ci mamo”. Bardzo to lubią. Najpierw czytam ja, potem dzieciaki. Cieszy mnie ich radość i wielka chęć dalszej zabawy w czytanie.

  3. Anna Uss pisze:

    Szanowna Pani,

    Jestem psychologiem. Od jakiegoś pracuję z dziećmi prowadząc zajęcia mające na celu polisensoryczną stymulację – głównie dzieci obarczone ryzykiem dysleksji. Chciałabym zacząć pracować także z młodszymi dziećmi i w swoje zajęcia wpleść naukę czytania globalnego. Ponadto jestem mamą 7 latki, która nie może nauczyć się płynnego czytania i 4 latki, z którą też chciałabym pracować. Czytam o tym dużo w internecie, także tutaj, jednak mam wrażenie, że wciąż zbyt mało o tym wiem by uczyć innych (nawet z własnymi dziećmi nie bardzo wiem jak się za to zabrać). Gdzie dowiedzieć się więcej? Czy są gdzieś jakieś kursy przygotowujące do pracy metodą Domana? Będę naprawdę wdzięczna za pomoc.

    • MT-K pisze:

      Pani Anno,
      czytanie globalne w wydaniu polskim w niewielkim stopniu przypomina to co propagował jego twórca przeszło pół wieku temu. Zmieniło się właściwie wszystko – od koloru i rozmiaru czcionki, poprzez sposób prezentacji plansz, po odstąpienie od nakazu stosowania kilku sesji dziennie oraz zaniechanie zakazu sprawdzania ile dziecko zapamiętało z prezentacji…O wszystkich modyfikacjach można przeczytać na tej stronie a także w poradniku „Czytanie globalne po polsku”. W Szczecinie odbywają się co kilka tygodni warsztaty poświęcone temu tematowi. Po wakacjach planujemy wyjść z nimi „w Polskę”, poza nasz region.
      Proponuję poczytać na spokojnie teksty na stronie. Jeśli będzie miała Pani jakieś wątpliwości i pytania, proszę śmiało pisać, solennie obiecuję odpowiedzieć na wszystkie… Może pisać Pani na stronę, może też skorzystać z adresu e-mailowego podanego przy ogłoszeniu o konkursie.
      Pozdrawiam serdecznie…

  4. Daniel pisze:

    Pani Anno,
    zamierzam właśnie rozpocząć naukę czytania globalnego z moim 3,5 letnim synem. Wiem, że to trochę późno ale dopiero teraz dowiedziałem się o tej metodzie.
    Kupiłem potrzebne materiały – zestaw plansz, itp oraz książkę „Czytanie globalne po polsku”.
    Na rynku dostępne są również materiały do nauki matematyki.
    Czy można równocześnie rozpocząć nauczanie czytania i liczenia? Czy to nie będzie za dużo dla dziecka na raz?
    Mam jeszcze jedno pytanie dotyczące starszej córki, która ma 6,5 roku i teraz we wrześniu idzie do pierwszej klasy.
    W przedszkolu, w zerówce nauczyła się czytać (jeszcze nie płynnie) ale jakoś to idzie, chociaż niestety nie ma w tym żadnej przyjemności. Z liczeniem jest natomiast nie najlepiej. Zna cyferki ale ma problemy z prostymi działaniami.
    Czy w tym momencie nie jest jeszcze za późno na naukę matematyki metodą G. Domana?
    pzdr

    • MT-K pisze:

      Panie Danielu,

      trzy i pół roku to bardzo dobry wiek dla startu z zabawami. Można zaczynać wcześniej, ale zaczynamy też później i efekty także są zaskakujące. Sam Pan zobaczy. Co do matematyki nie chcę zabierać głosu. Nie mam w tym temacie doświadczenia. Słyszałam jedynie, że kropki należy stosować u dzieci do trzeciego roku życia. Potem to zwyczajnie nie działa. Córeczce kropki raczej nie pomogą. Jeśli młoda dama zna cyferki to może wystarczy poczekać aż szkoła zrobi swoje i nauczy dziecko działań?
      A co do czytania córeczki. Tak bardzo bym chciała, by czytanie wszystkim ludziom na świecie sprawiało wielką frajdę. Zwłaszcza dzieciom. Mój 6-letni wnuczek idzie do pierwszej klasy. W czasie wakacji przebywał z nami i codziennie, przed wieczornym czytaniem prosiliśmy go, by przeczytał fragment stronicy, która miała być tego dnia w czytaniu. To było zaledwie kilka zdań, ale oboje z mężem uważnie słuchaliśmy czytania Jasia, a on sam był ogromnie dumny z tego, że nie tylko dorośli jemu, ale i on dorosłym czytać może. Proszę pomyśleć jak sprawić, by córeczce czytanie kojarzyło się jak najlepiej, to takie ważne.
      Pozdrawiam,
      Maria Trojanowicz-Kasprzak

  5. Edyta pisze:

    Witam.
    Szukam wszędzie, ale nie jest juz dostępny Zestaw do nauki czytania małych dzieci?
    Czybędzie dodruk. Jestem z Ostrołęi, ale w Warszawie też często bywam. Prosze o namiary. Pozdrawiam.

    • MT-K pisze:

      Dzień dobry,

      Pentliczek obiecuje następną partię Zestawów jeszcze w styczniu. Trzymajmy kciuki. Zestawy nabyć można tylko w sklepie internetowym wydawnictwa.

      Pozdrawiam serdecznie.

  6. Iwona SR pisze:

    Pani Mario,
    Przeczytałam obie książki Domana o czytaniu i liczeniu i rozpoczęłam naukę synka, kiedy skończył 3 miesiące –według książki. Czy ma Pani doświadczenie z taką wczesną nauką metodą globalną?
    Teraz synek skończył 5 miesięcy. Oczywiście starałam się, żeby to była zabawa. Synek już wcześniej lubił oglądać gazety i książki, więc wyrazami też się zainteresował. Zakupiłam plansze z czerwonymi napisami i harmonogramem 9 sesji (3 zestawy po 5 wyrazów). Zaczęłam od tych 9 sesji według harmonogramu, lecz nie dałam rady, skończyło się na 6 sesjach . Pominęłam więc jeden zestaw i pokazywałam 2 zestawy przez około 20 dni, aż dotarłam do wyrażeń dwuwyrazowych i wróciłam do zestawu, który zostawiłam. Teraz pokazuję 1 zestaw 3 razy dziennie, a te dwa pierwsze zestawy czekają – czy tak też można uczyć? Czy powinnam wrócić do tych 2 zestawów i z nimi kontynuować naukę? Po przeczytaniu Pani tekstów wiem, że systematyczność i ilość sesji nie jest już taka ważna, tylko chciałabym wiedzieć, czy można tak postępować z zestawami, jak to opisałam wyżej. Ile poleca Pani robić sesji dziennie?
    Napotkałam mały problem – byłam tak pełna entuzjazmu jak pokazywałam plansze, że czasami synek śmiejąc się patrzył tylko na mnie, a nie na plansze. Postanowiłam, że razem z nim położę się na łóżku i będę pokazywać plansze z pozycji leżącej – wtedy patrzy na plansze, a nie na mnie – co Pani o tym sądzi?:-) )
    Kilka razy też synek odwracał głowę od plansz (bo chciał się na boczek przewrócić)- wtedy robiłam 2-3 dni przerwy.

    Pozdrawiam serdecznie.

  7. Jolanta pisze:

    Tamara dziś kończy 5 miesięcy. Od jakiegoś już czasu pokazuję jej książeczki z serii Poczytam ci mamo – poziom 0. Bardzo lubi te wszystkie odgłosy, przygląda się obrazkom i reaguje bardzo żywiołowo.
    Przeglądamy także Emu i dodo.
    Mam pytanie: Dlaczego w zdaniach pytających na końcu jest spacja pomiędzy wyrazem a znakiem zapytania?
    Przykład: Co pije emu ?
    Dlaczego zastosowano taką pisownię? Być może są ku temu jakieś specjalne powody.
    Nie jest to poprawny zapis z punktu widzenia zasad interpunkcyjnych.
    W przypadku zdań twierdzących kropka pojawia się prawidłowo, od razu po zakończonym wyrazie.
    Przykład: To woda.
    To popularny obecnie błąd, tym bardziej uważam, że nie jest dobrze oswajać z nim małe dzieci.
    Zaciekawiło mnie to i zaintrygowało.
    Poza tym bardzo nam się podoba zarówno zabawa w czytanie, jak i książeczki Wydawnictwa Pentliczek.
    Pozdrawiamy!

    • MT-K pisze:

      Bardzo dobre pytanie Pani Jolu. Już odpowiadam. Niekiedy trzeba odstąpić od ogólnie przyjętych zasad w imię „wyższych celów”. Tak to właśnie wygląda tutaj. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że spacje międzywyrazowe także są większe niż zazwyczaj. Rozmyślnie. Ponieważ proces analizy wzrokowej u małego dziecka jest jeszcze słaby, blisko stojące wyrazy zlewają mu się w jedną „wstążeczkę”. Po prostu nie wie gdzie kończy się jeden wyraz a zaczyna drugi. Kiedy zwyczajnie czytamy maluszkowi książeczkę, nie wskazując palcem czytanego wyrazu – wielkość spacji nie ma znaczenia. Kiedy chcemy, by dziecko zapamiętało wygląd wyrazu, spacje muszą być nieco większe, by malec wiedział gdzie zaczyna się i kończy wybrzmiewany właśnie wyraz.

      Dlatego też pytajnik jest oddzielony spacją od „emu”, żeby dziecko nie sądziło, że słowo „emu”, które słyszy ma odpowiednik w takiej grafice „emu?” Prawdę mówiąc kropka też powinna tkwić dalej i dziękuję, że zwróciła mi Pani na to uwagę, przy kolejnym wydaniu książki trzeba ją będzie odsunąć.

      Powiem Pani coś jeszcze. Uwielbiam wnikliwych rodziców, którzy pytają i dociekają. Znaczy – prawdziwie się interesują. Od razu zatem odpowiem na to, co być może rzuci się Pani w oczy w 3 części serii „Czytam globalnie” – „Miś i but”. Jest tam zwrot: – A sio, osa”! Powinno być: „oso”. Każde nowe słowo umieszczane jest w słowniczku i „osa” powtarza się kilkakrotnie. „Oso” byłby to już nowy wyraz, konieczność spamiętania przez malca kolejnego obrazka jakim w czytaniu globalnym jest wyraz. Książeczki do czytania globalnego dla najmłodszych powinny mieć jak najmniej wyrazów, jak najprostszą fabułę, za to wyrazy te należy „międlić”, czyli powtarzać możliwie często. Stąd „osa” nie „oso”.

      Ogromnie cieszą mnie Pani dobre, ciepłe słowa o metodzie i książeczkach Pentliczka. Jeśli mogę coś zasugerować to postarałabym się na Pani miejscu o plansze z wyrazami napisanymi dużą czcionką i większymi obrazkami. Na razie młoda dama widzi obrazki w postaci barwnych plam, a napisów pewno wcale, ale już ok. roku powinna mieć plansze z dużą czcionką. Można kupić gotowy zestaw, ale rodzice robią też plansze sami i z powodzeniem.

      Pozdrawiam i proszę odezwijcie się jak Wam idzie.

  8. Dorota pisze:

    Witam,
    Wszyscy tu piszą o dość małych dzieciach a ja mam problem z synem prawie 9 -letnim ( 2-ga klasa). Nie radzi sobie z czytaniem. Uczył się w zeszłym roku czytać metodą glottodyktyki, tzw ślizganiem ale to zostało zaprzestane. Mój syn nie chodzi do szkoły systemowej. Jest w szkole demokratycznej. W tej szkole nie ma przymusu nauki. U niego nie dostrzegam naturalnej ciekawości czytania. On uważa, że ta czynność do niczego mu się nie przyda. Tak naprawdę to nie chce się tego uczyć bo ma z tym dużą trudność. Cały czas literuje i trudno przeczytać potem cały wyraz. Żeby wyjść mu na przeciw zapisałam go na zajecia gdzie uczą między innymi czytania globalnego. Chodzi 2-gi miesiąc. Oprócz tego w domu bardzo dużo czytam, syn bardzo lubi słuchać.Od 3 tygodni staram się czytać codziennie że wskaźnikiem. Kartami nie chciał by się bawić. Może zadam dziwne pytanie ale czy jesteśmy w stanie oszacować ile czasu potrzebuje dziecko żeby „zaskoczyć”? Jak jeszcze mogłabym mu pomóc. Robiłam wstępną diagnozę na dyslekscję ale są znikome symptomy. Mój mąż załamuje ręce, ma duże obawy, że nie będzie czytał. Ja wiem, że przyjdzie jego czas. W końcu nie znam osoby, która nie umie czytać.
    Pozdrawiam

    • MT-K pisze:

      No to mamy problem. Co robią nauczyciele w demokratycznej szkole, jeśli dzieci nie przejawiają naturalnej ochoty na zgłębianie tej czy innej dziedziny wiedzy? Bo gdybym ja była w takiej szkole wołami nie zaciągnięto by mnie na lekcje matematyki.
      Co do syna to myślę sobie tak – czytanie idzie mu źle więc się przed czytaniem broni. Jak się broni to nie ćwiczy. Jak nie ćwiczy to dalej idzie mu źle. A jak idzie mu źle to się do tego nie garnie. No i kółko się zamknęło. Naturalnie takie procesy dokonują się jeśli dziecko jest zdrowe. Pisze Pani, że wszystko ze zdrowiem w porządku czyli sprawa sprowadza się do niechęci synka do czytania.

      Nie wiem czy śledzi Pani stronę Fb „Czytanie globalne”. Sporo i często piszę o „prysznicu emocji” czyli konieczności tworzenia pozytywnych skojarzeń z wykonywaną czynnością. Musi Pani jakoś sprawić, by synek polubił czytanie. Może przy codziennym czytaniu poprosić go aby najpierw on czytał 2-3 akapity i widząc, że się stara bardzo go chwalić, uściskać, wycałować? Może pójść z nim do księgarni czy biblioteki i pozwolić mu wybrać książeczkę? Najlepiej z dużą czcionką i małą ilością tekstu. Może nich znajdzie pod choinką książkę, która dotyczyć będzie tego co lubi? Dinozaury, auta, budowle, planety??? Pewno Pani będzie wiedziała lepiej.

      A w ogóle to nieco się tej demokratycznej szkole dziwię. Jeśli dziecko nie radzi sobie w jakiejś dziedzinie to problem zostawia się rodzicom? Sami macie sobie z tym radzić? Przecież w szkole są specjaliści i to powinien być ich problem, Wy co najwyżej możecie w domu potrenować nieco technikę czytania. Tak to widzę. A póki co – proszę zmienić klimat wokół czytania w domu. Żadnej krytyki. Dużo akceptacji. Interesujące krótkie teksty. Zabawy typu: odczytaj polecenie zawarte w magicznej kopercie, np: Przejdź do dużego pokoju, otwórz szafkę pod telewizorem, poszukaj białej koperty i przeczytaj kolejne polecenie. A kolejne polecenie to: Idź do łazienki, zajrzyj do szafki pod umywalką, poszukaj małego pudełeczka, wyjmij z niego batona Mars. Jest Twój!!!

      I niech się Pani odezwie jak Wam idzie, dobrze? Pozdrawiam serdecznie…

      • Dorota pisze:

        Dziękuję za odpowiedź.
        Będę próbować :).
        Z tą szkołą to jest tak, że nie ma zmuszania. Jest zachęcanie. To jest charakterystyczne dla tych szkół. Potrzeba nauki wypływa z motywacji wewnetrznej i tak się zazwyczaj dzieje. Mam w tej szkole jeszcze 2 gie dziecko i całkiem dobrze sobie radzi. Mati w pozostałych przedmiotach jak matematyka czy przyroda bardzo dobrze sobie radzi ale do tematu czytania podchodzi jak do jeża. Tak jak Pani napisała koło zamknięte. W szkole są podejmowane różne aktywności związane z czytaniem ale on wtedy nie chce brać w tym udziału. Tak więc muszę ja jako rodzic mu pomóc.
        Jeszcze raz dziękuję, dam znać jak nam idzie.

  9. Dobry wieczor Pani Mario, moj syn ma 4 lata i dopiero kiedy sam zaczal interesowac literami i stwierdzil, ze musze go nauczyc czytac, ruszylismy do dzialania. Nie wiedzialam jak sie do tego zabrac. Poszukalam na blogach mam, ktore maja dzieci w tym samym wieku. I tak na poczatek poznal 6 podstawowych samoglosek, a teraz uczymy sie czytania sylabowego, poznajac kolejno literki. Przyznam, ze dosc mozolnie nam to idzie, ale jestesmy tez malo systematyczni. Zrobilam blad, bo pisze zawsze wielkimi literami. Mam nadzieje, ze jesli zaczne to wszystko naprawiac, nie zrobi mu sie w glowie galimatias. Chcialabym zadac Pani nastepujace pytania:
    – Czy w tym wieku (w lipcu 2016 syn skonczy 5 lat) powinnam zostac juz przy czytaniu sylabowym czy moze moge stosowac te dwie techniki?
    -Jakie jest Pani zdanie na temat czytania sylabowego?
    – Czy jesli zmienie teraz sposob pisania na male litery, to moge tez uczyc wielkiej czy to zbyt duzo? Jesli mialyby byc to tylko male litery, to kiedy wprowadzic wielkie?
    Bardzo zalezy mi na Pani opinii, za ktora z gory dziekuje. Pozdrawiam

    • MT-K pisze:

      Dzień dobry Pani Edyto,

      w zasadzie czytanie globalne powinno zaistnieć ZANIM dziecko nauczy się liter. Dlaczego? Jeśli pokaże Pani synkowi planszę z napisem „oko” i zapamięta on wygląd całego wyrazu, przeczyta: „oko”. Jeśli zna litery a nie umie ich jeszcze łączyć, przeczyta: „o – k – o”.
      Możecie spróbować krótkich zabaw z planszami, by zachęcić synka do obcowania ze słowem pisanym i czytania w ogóle. Ale miałyby to być zabawy (kupowanie, sprzedawanie, odszukiwanie w mieszkaniu, skakanie od wyrazu do wyrazu, losowanie itp., itd) a nie lekcje, tak?

      Co myślę na temat czytania sylabowego? Że jest to naturalny, kolejny etap po czytaniu globalnym, kiedy dziecko już przejawi zainteresowanie literami. Zalecam wprowadzać je na małych literach, poczynając od krótkich wyrazów zaczynających się samogłoską (to, co na stronie głównej napisałam na czerwono), litery duże stosujemy tam, gdzie trzeba (np. w imionach).

      Ucząc synka liter może Pani wprowadzać od razu dwie wersje, małą i dużą. Nie sprawi mu to problemu. Niech zna duże na zasadzie – wie, że takie są i wie jak się nazywają, ale stosować je proszę tylko tam, gdzie należy.

      No i proszę za czas jakiś odezwać się i opowiedzieć jak Wam idzie… Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *