Forum aktywnych rodziców

72 odpowiedzi na „Forum aktywnych rodziców

  1. MT-K pisze:

    Forum aktywnych rodziców stworzyłam z myślą o Pani Patrycji, mamie 3-letniej dziewczynki, która prowadzi blog „Radosna edukacja Laury”. Trafiłam na ten blog przypadkiem, poczytałam co nieco (ogrom wiadomości jest nie do ogarnięcia za jednym przysiadem) i zdumiało mnie zaangażowanie i pasja Pani Patrycji, która niezwykle mądrze stymuluje swoją córeczkę i dba o jej wszechstronny rozwój.
    Mądrość tej mamy upatruję nie tylko w pomysłowości i wszechstronności zabaw, które wymyśla, zapożycza i aranżuje dla małej Laurki. Stokroć ważniejsze w moim mniemaniu jest to, iż podaje wiedzę dziecku tak, by nie oszalało od jej nadmiaru.
    PODSTAWOWĄ ZASADĄ BOWIEM, KTÓRĄ MUSIMY KIEROWAĆ SIĘ UCZĄC DZIECI, JEST TO, BY NAUKA TA ODBYWAŁA SIĘ POPRZEZ ZABAWĘ. I NIE NA SIŁĘ. I BEZ PRZYMUSU.
    Popatrzcie, proszę, na „program nauczania” 11-miesięcznego niemowlęcia, który opracował pewien ambitny tata i ogłosił go na forum:

    1. wizyty w grocie solnej raz w tygodniu
    2. nauka czytania metodą Glenna Domana (16 sesji dziennie)
    3, zajęcia w języku angielskim, oglądanie bajek w języku angielskim (ok. godziny – dwóch dziennie)!!!!!!! Wykrzykniki i podkreślenie moje – M.K.
    4. czytanie książeczek min. 4 razy dziennie
    5. gimnastyka na macie razem z Mamą i Tatą – 2 razy w tygodniu pod okiem instruktora
    6. basen raz w tygodniu
    7. Vivaldi, Mozart, Brahms, Bach, Ravel, i inni klasycy codziennie

    Od wakacji planujemy jeszcze zajęcia w języku włoskim, a od ok. drugiego roku życia – naukę gry na pianinie lub skrzypcach metodą Suzuki.

    Jeśli nawet mózg maleństwa nie eksploduje, to jest duża możliwość, że wyrośnie na znerwicowane, nieumiejące się znaleźć wśród rówieśników, mało radosne dziecko.

    Pani Patrycjo, oddaję Pani głos. Proszę opowiedzieć o sobie. Albo zaprosić gości na swój blog.
    MAM NADZIEJĘ, ŻE P. PATRYCJA ZROBI DOBRY POCZĄTEK I WKRÓTCE NA TEJ STRONIE POJAWIĄ SIĘ WPISY INNYCH RODZICÓW, KTÓRZY ZECHCĄ POCHWALIĆ SIĘ SWOIMI POMYSŁAMI, DOŚWIADCZENIAMI ALE I WĄTPLIWOŚCIAMI. ZAPRASZAM.

  2. Patrycja pisze:

    Witam wszystkich Rodziców,

    zapewne każdy rodzic, jak ja, chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Świeżo upieczeni rodzice bombardowani są informacjami o tym co wolno, czego nie wolno, co się może zdarzyć i co powinno się zdarzyć. Rzeczy, opinii, porad i ostrzeżeń jest tak wiele, że w pewnym momencie można zwątpić w to, czy się jest w stanie wychować dobrze własne dziecko. Do tego dochodzą reklamy, uginające się pod ciężarem zabawek sklepy i wykluczające się nawzajem porady ekspertów. W tym całym gąszczu można po prostu stracić z oczu to, co najważniejsze: dziecko, siebie, rodzinę i radość z bycia razem. Z mojego punktu widzenia najwspanialsze rzeczy, jaką rodzic może oferować dziecku to miłość, poczucie bezpieczeństwa, szacunek oraz własny czas. Czas rodzic z dzieckiem jest bezcenny . Mój czas z córką wypełniały przede wszystkim ćwiczenia fizyczne oraz wesołe zabawy. Dla mnie i córki pod słowem „zabawa” kryje się wiele znaczeń: wesołe łaskotanie i tulenie się, bieganie po parku, zabawa zabawkami, ale też wykonywanie obowiązków domowych i edukacja czyli zdobywanie wiedzy. Małe dziecko jest ciekawe, radosne, zainteresowane każdym szczegółem wokół siebie, szybko uczące się, bezkrytyczne, a przede wszystkim: nastawione na zdobywanie wiedzy, każdym swoim zmysłem. A skoro sama Matka Natura wyposażyła je w te wszystkie dary, dlaczego mamy je ograniczać plastikowymi zabawkami, włączonym telewizorem i tymi samymi informacjami? Dziecko samo się chce uczyć. Istnieje wiele metod pomagających dziecku w rozwijaniu się np. metoda Glenna Domana, Marii Montessori, Shichida i inne. Dla mnie jest też istotna metoda „na chłopski rozum” czyli jeśli jakiś sposób na wychowanie dzieci sprawdzał się przez wiele wieków to jest dobry. Takim przykładem jest np. rozwijanie zmysłów poprzez częsty kontakt z naturalną przyrodą, bliski kontakt z własnym rodzicem czy samodzielność. I metoda Domana na tym się opiera.

    A teraz o podziwianej i krytykowanej metodzie Glenna Domana. W moim przekonaniu, po ponad 2 latach stosowania, metoda ta, to coś więcej niż „nauka czytania”. To o wiele więcej. Jeśli rodzic rozpoczyna zabawę tą metodą, ponieważ przeczytał gdzieś, że dziecko czyta w wieku 2 czy 3 lat i chce mieć takiego geniusza w domu, krzywdzi dziecko. Metoda ta jest narzędziem do rozwijania zdolności dziecka czyli umiejętności czytania, liczenia, znajomości języków i wiedzy o świecie. Zauważmy, że metoda bazuje na najważniejszych dla małego dziecka sprawach: bliskości rodzica, obrazie, radości i nowej oraz ciekawej informacji. Tą informacją może być obraz, słowo, dźwięk czy widziana czynność.

    Teraz po ponad dwóch latach stosowania tej metody mogę powiedzieć, że cieszę się, że dane mi i mojej córce było jej poznanie i stosowanie. Czy córka sama czyta? NIE. Ale czy moim celem było i jest, aby samodzielnie czytała w wieku 3 lat? Zdecydowanie NIE. A oto co zyskałyśmy dzięki tej metodzie:

    – rozwój słownictwa (córka w wieku 2 lat budowała pełne zdania, co pomagało Jej w codziennym życiu),

    – zdobycie wiedzy o Niej samej i otoczeniu w którym żyje,

    – rozwój pamięci oraz spostrzegawczości wzrokowej;

    – zwiększenie koncentracji;

    – zwiększenie własnego poczucia wartości i pewności siebie;

    – spędzenie czasu rodzic – dziecko w aktywny, radosny ale też wartościowy sposób;

    – rozbudzenie ogromnej ciekawości świata;

    – miłość do książek i wiedzy w każdej postaci

    – zdobycie podstaw do dalszej edukacji,

    – a na samym końcu jest czytanie czyli znajomość liter, umiejętność zrozumienia słowa podzielonego na sylaby, czytanie części słów, samodzielne oglądanie książek. To wszystko, co dzięki czytaniu globalnemu zyskujemy po drodze, dla mnie jest o wiele cenniejsze, niż sam cel czyli czytanie. Żelazna zasada naszych zabaw to: ZAINTERESOWANIE dziecka i ZABAWA. Jeśli tych dwóch rzeczy brak oznacza to, że nie jest to już wspaniale spędzony czas mama ? córka. Dlatego w zabawach szukamy sposobu na łączenie nauki z zabawą odpowiednią do wieku i umiejętności córki.

    Pozdrawiam Panią Marię i dziękuję za możliwość wypowiedzi. Dla mnie, jako rodzica, jest niezwykle cenny fakt, że jest ktoś taki jak Pani, kto posiada wieloletnie doświadczenie, wiedzę i chęć nią dzielenia się.

    Pozdrawiam też wszystkich Rodziców i zachęcam do spróbowania metody globalnej. To może być źródło wspaniałej zabawy z Waszym dzieckiem i podwalina do przyszłej edukacji w szkole.

    Pozdrawiam

    Patrycja

  3. Marcin pisze:

    Jestem tatą 2,5 rocznego Antoniego. Kupiłem zestaw „To ja ci mamo poczytam 1-3 r.ż.” Niestety po kilku próbach zainteresowania go tymi książeczkami stwierdziłem, że to jest dla niego zbyt łatwe i nie ciekawe.
    Antoni mówi pełnymi zdaniami i bardzo garnie się do czytania. Kiedy ogląda TV to bardzo często odczytuje wyrazy pojawiające się na ekranie. Natomiast wyrazy dźwiękonaśladowcze, na których opierają się te książeczki go nie interesują, bo on już tak nie mówi.

    Dla przykładu: Jeśli pokazuję mu Karetkę pogotowia i mu mówię że to jest „Eooo” to on mnie poprawia mówiąc, że to jest karetka pogotowia a nie Eooo. Nie chce za żadne skarby przyjąć do wiadomości że to jest Eooo. Próby zwrócenia jego uwagi na same literki nic nie dają, bo budzi się w nim sprzeciw. Kiedy widzi karetkę pogotowia, to wie że to jest karetka pogotowia a nie jakieś Eooo.

    Stąd moje wątpliwości. Jak mam go uczyć czytać, kiedy On nie ma ochoty powtarzać Eooo, które jest napisane pod obrazkiem. Do książeczek nie było też dołączonej instrukcji jak z nich korzystać.

    Nie twierdzę, że te materiały są nieprzydatne. Twierdzę natomiast, że dla kogoś kto nie orientuje się w temacie powinien otrzymać od autorki wsparcie chociażby w postaci instrukcji obsługi tych materiałów.
    Również zakres wieku jest moim zdaniem zbyt szeroki. Dzieci w wieku 3 lat raczej już nazywają rzeczy po imieniu.

    Zamieszczam tu ten wpis w nadziei, że ktoś mi pomoże w dobraniu odpowiednich materiałów do nauki czytania. Wiem że taką metodą jest pisanie na kartce wyrazów i powtarzanie ich z dzieckiem. Niestety nie mogę żadnych znaleźć. Nie chcę też kupować kolejnych dzieł, które okażą się nieprzydatne.

    • MT-K pisze:

      Proszę Pana,

      ma Pan świetnie rozwiniętego synka. Gratuluję! Antoś zaczął już czytać globalnie czyli rozpoznawać wyrazy, które widuje co jakiś czas na ekranie.Nie ma to nic wspólnego z czytaniem prawdziwym, bowiem malec w tym wieku nawet jeśli potrafi nazwać wszystkie litery nie jest ich w stanie złożyć.

      Wyjaśnijmy teraz sprawę wyrażeń dźwiękonaśladowczych i karetki. Poziom „0” zaadresowany jest do najmłodszych dzieci. Jak Pan sam zauważył na treść książeczek składają się wyrażenia naśladujące dźwięki. Pod karetką nie może zatem znaleźć się słowo „karetka” tylko dźwięk, jaki ona wydaje, pod wiertarką podobnie, pod telefonem czy dzwonem też…Jeśli Antosia nie interesują książeczki dla najmłodszych, proponuję sięgnąć po wyższy poziom, który zawiera króciutkie fabuły i proste zdania.

      Przyznaję Panu rację, że w książeczkach z poziomu „0” zabrakło informacji, która widnieje na okładce książeczek z poziomu 1, a mianowicie, że odczytywane wyrazy należy dziecku wskazywać. Czytanie globalne bowiem to nic innego jak uczenie się na pamięć całych wyrazów. W następnym wydaniu z pewnością informacji tej nie zabraknie. I to jest cała „instrukcja obsługi” czytania tych książeczek.

      Proszę wejść na stronę Wydawnictwa Pentliczek lub zajrzeć na moją stronę do zakładki „Wydawnictwa” (http://czytanieglobalne.edu.pl/o-autorce/wydawnictwa/zestaw-z-planszami-do-nauki-czytania-globalnego/), znajdzie Pan informację o możliwości nabycia gotowych plansz z wyrazami do nauki czytania. I plansze i strona zawierają dokładną informację na temat tego czym jest czytanie globalne i jak się zabawę w czytanie powinno prowadzić.

      Życzę powodzenia i satysfakcji z postępów Antosia. Myślę, że w artykułach na stronie znajdzie Pan odpowiedzi na wątpliwości, gdyby się jeszcze jakieś pojawiły. Jeśli nie – proszę pisać.

      Pozdrawiam

      Maria Trojanowicz-Kasprzak

  4. Ania pisze:

    Witam Pani Mario,
    Jestem jestem mamą 1,5 rocznej Zuzi. Ostatnio moja kuzynka zainteresowała mnie metodą Domana i Pani książeczkami.
    Stwierdziliśmy że zaczniemy z nią pracować czytaniem globalnym. Kupiliśmy książeczki poziom 0.
    tylko mam kilka wątpliwości:
    Mianowicie czy mamy rozpocząć od książeczki 1 i tak długo ją pokazywać, aż Zuza zacznie ją „czytać”, czy możemy od razu czytać kilka książeczek. Obejrzałam je i czym wyższy nr to więcej stron, więc logicznie byłoby od pierwszej rozpocząć.
    Ile powinno być sesji w ciągu dni i po ile powtórzeń? Teraz robimy tak, że jak mamy czas to sobie czytamy, albo pytam Zuzi czy chce poczytać, jak chce to czytamy, jak nie jest zainteresowana to odpuszczam. Powtarzamy od razu około 2-3 razy.
    Proszę mi również powiedzieć, czy mogę córce pozwolić na to by sama przewracała kartki? Ona bardzo się do tego pali,a ja nie wiem czy wówczas nie zacznie tego traktować jako zabawy.

    Dziękuje za jakiekolwiek sugestie
    Pozdrawiam

    • MT-K pisze:

      Dzień dobry Pani Aniu,

      miałam już sygnał z Berlina, że się Pani odezwie. Odpowiadam po kolei. Zabawa w czytanie globalne polega na tym, że bawicie się z malutką i kończycie kiedy ona chciałaby się jeszcze bawić. Czyli – oglądacie i odczytujecie treść jednej czy dwóch książeczek (każdy wyraz należy Zuzi pokazywać przy tym palcem). Mała miałaby ochotę na jeszcze, ale odkładacie to na następny raz. Tak by w dziecku stale był niedosyt tej zabawy. Proszę sobie przygotować na jedną sesję jedną lub dwie książeczki, reszta niech będzie schowana.

      Od której książeczki zaczniecie – nie ma znaczenia. Wiem, że największym powodzeniem u takich maluszków jak Zuzia cieszy się książeczka „Hop, hop”. Może zaczniecie od niej i jeszcze jakiejś, którą mała lubi? Na następnej sesji „przeczytacie” „Hop, hop” i jakąś inną. Kolejność wprowadzania nie ma znaczenia.

      Ile sesji? Pani Aniu, niech Pani poczyta troszkę na mojej stronie o tym jak prowadzić zabawę. Nie ma znaczenia ile będzie tych sesji i nie ma znaczenia, jeśli zrobicie przerwę. Jeśli obie strony mają ochotę – możecie zrobić 3 sesje dziennie, jeśli Pani, albo maleńka nie macie nastroju, zrobicie jedną, albo żadnej. Bo podstawową regułą powodzenia jest by to była radosna, nieskrępowana, fajna zabawa. Zuzia musi wyczuwać w Pani entuzjazm. Toteż należy go okazywać uśmiechem, tonem głosu – tak by malutka na tę zabawę czekała. Czyli tak, jak robicie to teraz jest dobrze. Czytacie kiedy macie ochotę, żadnego przymusu. Nie ma potrzeby powtarzać 2-3 razy tej samej książeczki na jednej sesji.

      Oczywiście, niech Zuzia sama przewraca kartki. Dla niej to będzie dodatkowa zachęta do zabawy z książeczkami. Jak sobie nie będzie radzić to pomoże Pani małym paluszkom i już…

      Jeśli możecie sobie na to pozwolić, zachęcam do zakupu zestawu plansz obrazkowo-wyrazowych. Proszę sobie obejrzeć na mojej stronie jak taki zestaw wygląda (jeszcze bardziej szczegółowo opisany jest na stronie Wydawnictwa Pentliczek). Na tych planszach jest odpowiednio duża i szeroka czcionka, która jest lepsza dla takich małych dzieci. Mając plansze i książeczki można się bawić naprzemiennie.

      Mogę Pani podpowiedzieć coś jeszcze. Proszę umieścić w kilku miejscach w domu napisy (duża, prosta czcionka, widać to na filmiku „Asia – biegacz domowy”, filmiki są na stronie głównej na prawym marginesie, imiona dzieci i wiek napisane na niebiesko). Nie wiem co potrafi powiedzieć Zuzia, ale dla przykładu: „okno”. Proszę umieścić napis „okno” na oknie a jak się ktoś pojawi w domu, proszę małą poprosić by podbiegła do napisu i „odczytała” go. Potem bijecie brawo i mocno malutką chwalicie. Pokazując jej przedtem napis należy mówić tylko: „okno”, nic więcej. Nie: „To jest okno”, nie „Tu jest napisane okno”. Jeden wyraz, jeden dźwięk. Zobaczy Pani jak szybko Zuzia zapamięta kilka, kilkanaście wyrazów.

      Życzę powodzenia. W razie wątpliwości proszę dzwonić, pisać i powolutku czytać wszystko, co jest na stronie.

      A może z czasem nakręci nam Pani filmik z Zuzią? Takiego malutkiego skrzacika jeszcze nie mamy.

      Pozdrawiam serdecznie

      Maria Trojanowicz-Kasprzak

      • Ewelina pisze:

        Witam serdecznie,
        Jestem mamą prawie 6 letniego Szymona. Zabawy z metodą Domana zaczęłam wprowadzać gdy miał 3 lata. Wówczas traktowaliśmy to oboje (ja i synek) jako świetną zabawę, wspólnie spędzony czas, który sprawia radość nam obojgu. Szymon często sam domagał się zabawy właśnie „w karteczki”. Nigdy nie pilnowałam, aby sesje odbywały się regularnie, bawiliśmy się kiedy miał na to ochotę. Po jakimś czasie synek zaczął rozpoznawać wyrazy np. na opakowaniach po produktach spożywczych, czy w książeczkach.
        Kiedy wróciłam do pracy(szymo miał prawie cztery lata) przerwaliśmy nasze zabawy. Po pewnym czasie Szymek, nawet nie wiem właściwie kiedy zaczął samodzielnie czytać wyrazy, których nigdy nie widział na kartach Domana, później zaczął sam, spontanicznie odczytywać proste zdania. W tej chwili sam potrafi przeczytać całą książeczkę, czasem ma kłopot z trudniejszymi wyrazami jednak wydaje mi się, że biorąc pod uwagę wiek syna to i tak wspaniałe osiągnięcie. Piszę do Pani, ponieważ w momencie, kiedy synek zaczął chodzić do zerówki, pojawiło się głoskowanie, sylabizowanie itd. zaczęłam wątpić czy słuszne było rozpoczęcie zabawy w czytanie. Oczywiście Szymek świetnie sylabizuje, głoskuje, ma prawidłowo rozwinięty słuch fonematyczny, jednak w szkolnej ławce synek się nudzi. Niestety, dzieci poznają literę A, głoskują wyraz Ala itd. Szymek jest na zupełnie innym etapie. Ponadto, sama jestem z wykształcenia nauczycielem wychowania przedszkolnego i spotykam się raczej krytyką owej metody, ze względu właśnie na brak głoskowania, sylabizowania itd. Zarzutem wobec tej metody jest to, że dzieci potem „odgadują” co jest napisane, nie posiadają umiejętności składania liter czy dzielenia wyrazów na sylaby i na głoski. Od dziecka, które rozpoczyna naukę w szkole oczekuje się, że najpierw będzie dzieliło proste wyrazy na sylaby, potem na głoski, potem zacznie je ze sobą na nowo łączyć itd., a nie że, będzie umiało od razu przeczytać tekst składający się z kilku zdań.

        • Ewelina pisze:

          Kończąc swój list, chciałam podkreślić, że nie żałuję chwil spędzonych na naszej wspólnej zabawie w czytanie. Widzę, że wzbudziło to miłość Szymona do książek, rozbudziło w nim ciekawość do świata, otwartość na wiedzę, zdobywanie nowych doświadczeń. A nade wszystko wspaniale rozwinęło się jego poczucie wartości i umiejętności. Jednak kiedy Szymon przekroczył próg szkoły, widzę, że musiał się cofnąć do tego, co już dawno ma za sobą. Mam tylko nadzieję, że nie zniechęci to Szymona w dalszym zdobywaniu nowych umiejętności i sukcesów w szkole.
          Pozdrawiam serdecznie.

        • admin pisze:

          Pani Ewelino,

          zacznę od Pani drugiego listu, dobrze? Właściwie sama Pani odpowiedziała na pytanie czy warto było bawić się z Szymkiem w czytanie. Wartości, które ten proces wniósł w życie synka są ogromnie istotne. To nie Pani popełniła błąd, to system naszego szkolnictwa jest chory. Podwójnie chory. Raz, że wyrzucono naukę czytania z przedszkoli, w sytuacji kiedy dzieci dojrzewają do czytania wcześniej. Dwa, że zdolnym uczniom, mającym większą wiedzę i umiejętności nie stawia się w szkole wyższych wymagań. Przecież Pani akurat nie muszę tłumaczyć, że teoretycznie nauczyciel powinien indywidualnie traktować uczniów zdolniejszych i tych, którzy sobie nie radzą. W praktyce oznacza to pracę na 3 poziomach bo zostają jeszcze ci zwyczajni.

          Dzieci, które wcześniej zaczynają czytać rozwijają się szybciej niż ich rówieśnicy. Na ogół mają większy poziom wiadomości i umiejętności. „Za moich czasów”, czyli kiedy byłam jeszcze czynnym pedagogiem często takie dzieci po pierwszym półroczu przenoszono o klasę wyżej. Czy możemy Panią lub Szymka winić za to, że chłopczyk posiadł pewne umiejętności szybciej niż inne dzieci? Czy lepiej nie wykorzystywać potencjału dziecka po to by równało w dół do reszty klasy?

          A teraz kilka słów na temat tego w jaki sposób Szymek posiadł umiejętność czytania. Sam i bez dalszych sesji. Może czytała Pani w którymś z moich tekstów, że dwudziestoletnie obserwacje bawiących się w czytanie globalne malców dowiodły, iż w pewnym momencie „rusza lawina”. Jest to chwila, w której dziecko uświadamia sobie, że budulcem wyrazu są litery. A ponieważ poprzednie sesje spowodowały rozwój różnych ważnych procesów umysłowych, dzieci bez żmudnych ćwiczeń (dzielenie wyrazu na sylaby i głoski) zaczynają syntezować litery. Jak Pani wie, alfabetu można nauczyć już dwulatka z dobrą pamięcią. Nic z tego nie wyniknie bo najtrudniejszym etapem w procesie nauki czytania jest właśnie umiejętność syntezowania liter, łączenia ich. Tę umiejętność dzieciaki prowadzone metodą Domana nabywają w biegu, nie wiadomo kiedy. Tak właśnie było z Szymkiem.

          Zastanówmy się jeszcze obie przez moment PO CO DZIECI W SZKOLE UCZĄ SIĘ DZIELIĆ WYRAZY NA SYLABY I GŁOSKI A POTEM TRENUJĄ PONOWNE ICH ŁĄCZENIE. Odpowiedź jest prosta. Żeby nauczyły się czytać. Jeśli można nauczyć malucha czytać bez tych ćwiczeń czy nie warto z tego skorzystać? CZY W DOROSŁYM ŻYCIU POTRZEBNA JEST PANI UMIEJĘTNOŚĆ GŁOSKOWANIA I DZIELENIA WYRAZÓW NA SYLABY? No właśnie!

          I jeszcze na koniec. Bardzo dobrze, że Wasze zabawy odbywały się na luzie, kiedy oboje mieliście na to ochotę. To podstawowy warunek by malec pokochał czytanie. Przymus, codzienne żmudne sesje bez względu na okoliczności mogłyby przynieść odwrotny skutek.

          Ja także mam nadzieję, że Pani synek nie zniechęci się tym równaniem w dół. Może razem z jego nauczycielką spróbujecie poszukać wyjścia z sytuacji? Bardzo będę wdzięczna gdy jeszcze kiedyś zechce Pani napisać i opowiedzieć o dalszej „karierze” synka. To, co Pani nam napisze będzie ważne dla wszystkich rodziców przeżywających wespół ze swymi dziećmi przygodę pod nazwą czytanie globalne.

          Pozdrawiam serdecznie i Panią i Szymka

          Maria Trojanowicz-Kasprzak

          • Ewelina pisze:

            Pani Mario,
            Serdecznie dziękuję za Pani list. Odpowiedź jakiej mi Pani udzieliła była mi niezwykle potrzebna. Utwierdziłam się przekonaniu, że Szymek z pewnością sobie poradzi w dalszej drodze edukacyjnej. Mimo, że nasza polska szkoła, w większości wypadków wygląda właśnie tak jak to Pani opisała, to nasze dzieci, mają jeszcze wspaniałych, mądrych, krytycznie myślących rodziców, którzy pomagają swym pociechom wszechstronnie się rozwijać.
            Moje wątpliwości, (których już się wyzbyłam:-)) związane z czytaniem globalnym pojawiły się dopiero wówczas gdy synek rozpoczął naukę w szkolę. Do tego czasu, byłam przekonana, że to wspaniale iż rozpocznie swą edukację potrafiąc już samodzielnie czytać. Smutnym jest fakt, że spotkało mnie rozczarowanie, akurat w momencie, który powinien być jednocześnie dla synka ja i dla nas, rodziców, pełen optymizmu na dalszą drogę, okazji i sposobności do wszechstronnego rozwoju dziecka, a nie „trzymania w szeregu”… Z przyjemnością podzielę się w przyszłości swoimi kolejnymi doświadczeniami związanymi z aspektem czytania globalnego, naszymi sukcesami i trudnościami wyniesionymi ze „szkolnej klasy”. Pozdrawiam serdecznie Panią oraz wszystkich rodziców!

  5. Marlena pisze:

    Witam
    Kupiłam ksiazeczki poziom 1 córeczce gdy miała 3,5 roku (teraz skończyła 4 lataka)i ja chyba żle sie z nią w to bawiłam,poniewaz córeczka czyta na pamięc całe zdania ale tylko wtedy jeśli widzi ilustaracje,jak zasłonie obrazek nie potrafi nic pzreczytac.Bardzo prosze o rade może powinna zacząc od plansz bez obrazków a nie od książeczek.Bardzo prosze o pzresłanie odpowiedzi i ewentualnie zestawu jaki powinnam kupić na maila.

    • admin pisze:

      Pani Marlenko,
      najważniejszy w Pani liście jest zwrot: „córeczka czyta na pamięć całe zdania, ale tylko wtedy jeśli widzi ilustracje.” Czyli mała rozwinęła pamięć i umiejętność kojarzenia (napisu z obrazkiem). Fakt, lepiej byłoby zacząć zabawę w czytanie od plansz wyrazowo-obrazkowych (Zestaw do nauki czytania dla małych dzieci), ponieważ dysponuje większą czcionką, posiada także wyrazy bez obrazków, które dziecko zapamiętuje bez większych problemów. Może to Pani jeszcze uczynić.
      Póki co radzę wydrukować dużą (wielkość 120-140 punktów), prostą czcionką (Century Gothic, Verdana, Arial) kilka wyrazów nazywających przedmioty w Waszym domu (proszę zerknąć na filmik „Asia – biegacz domowy”) i rozmieścić je w mieszkaniu /telewizor, drzwi, lustro, lodówka itp./. Na początek proszę rozwiesić 3-4, potem dokładać kolejne. Zobaczy Pani jak szybko córeczka opanuje te wyrazy. Naturalnie po każdym „odczytaniu” bijcie brawo, cieszcie się i świętujcie. Po kilku dniach proszę zdjąć jeden-dwa napisy i poprosić o odczytanie. Nie powinno być żadnych problemów. Proszę się nie martwić tym, że dziewczynka kojarzy napis z obrazkiem, to prawidłowy proces. Na tych napisach porozmieszczanych w domu, potem na planszach z zestawu mała szybko nauczy się zapamiętywać wyrazy bez obrazków. A książeczki czytajcie sobie dalej. I proszę pamiętać, że podczas czytania należy dziecku pokazywać czytany wyraz. To bardzo ważne.
      Będę czekała na wiadomości jak Wam idzie zabawa w czytanie.
      Pozdrawiam serdecznie
      Maria Trojanowicz-Kasprzak
      P.S. W sklepach papierniczych można kupić tzw. masę mocującą, którą przyklejamy plansze z wyrazami do mebli i innych przedmiotów nie brudząc ich i nie czyniąc im krzywdy.

  6. Joanna pisze:

    Czy istnieją jakieś programy komputerowe do tworzenia słownika dziecka?

    Mój syn ma bardzo nietypowy problem – agnozję werbalno-słuchową, co oznacza, że nie jest w stanie zrozumieć słów, pomimo iż słuch działa prawidłowo i prowadzi komunikację na różne inne sposoby (np. gesty, obrazki; rozumie również ton głosu, ale nie treść). Ze względu na to, że słuch ma w porządku nie przysługuje nam ŻADNA pomoc kierowana do dzieci niesłyszących i muszę o wszystko sama walczyć i sama z nim pracować (jedyne, co mi się udało ugrać to lekarskie zaświadczenie o afazji motoryczno-sensorycznej, dzięki czemu uczęszcza do przedszkola terapeutycznego, w którym i tak jest jedynym dzieckiem z tego typu problemem).
    Chcę go uczyć czytać i pisać (ma 4 lata, zna już wszystkie cyfry w prawidłowej kolejności i rozróżnia część liter i kilka słów, takich jak własne imię), ale nie mogę uczyć składania liter w słowa, ponieważ dla niego litery są całkowitą abstrakcją, nie mają związku z przedmiotem, który nazywają.
    Chciałabym dać mu do dyspozycji program komputerowy, z pomocą którego mógłby uczyć się kojarzenia słów zapisanych ze znaczeniami, ale nie jestem w stanie znaleźć nic w tym stylu. Dominują proste zabawki, które tylko wymieniają alfabet, kojarzą jedną literę z kilkoma obrazkami albo po prostu kilka obrazków z podpisami; nie ma w nich możliwości zmiany zestawu, nie ma możliwości ograniczania początkowego „słownika” czy „alfabetu” i rozszerzania go później. Nie ma możliwości sprawdzenia, czy dziecko pamięta związek obrazka i zapisu. Najbliższe moim wymaganiom z tego, co znalazłam to aplikacja „Proste słowa” (https://play.google.com/store/apps/details?id=com.baglajdev.prosteslowa), która się nie nadaje do niczego chociażby ze względu na używanie beznadziejnej czcionki Elementarz zamiast równie darmowego i lepszego Elementarza 2 (pomijając w ogóle sens uczenia od początku liter pisanych) oraz Pecs Pics Album (https://play.google.com/store/apps/details?id=appinventor.ai_matthewcb4.PecsPics – ale to raczej już jako słownik do używania a nie do nauki)
    Czy wie Pani o jakichkolwiek programach, które mogłyby mu pomóc?

    • admin pisze:

      Pani Joanno, z całego serca chciałabym Pani pomóc, ale moja wiedza z zakresu zaburzeń percepcji mowy jest zbyt mała. Domyślam się o jaki program Pani chodzi. Zgadzam się, że Proste Słowa to nie jest program dobry. Nie można uczyć czytać dziecka przy pomocy tzw liter pisanych, czyli kaligrafii. Jest to zresztą program do nauki pisania nie czytania. Do czytania autorzy proponują Świat liter. Ale to też nie jest właściwy program, ponieważ bazuje na dużych, drukowanych literach. To duży błąd. Czytania uczymy posługując się literami małymi, drukowanymi. Duże drukowane stosujemy tylko w nazwach własnych. Piszemy zatem „mama” nie „MAMA”, „Krzyś” nie „KRZYŚ”. Czteroletnie dziecko (nawet bez żadnych problemów) może nauczyć się liter, ale nie jest jeszcze w stanie składać ich w słowa. To najtrudniejszy etap w nauce czytania. Toteż uczenie liter 3 i 4-latków nie ma większego sensu. Najlepiej byłoby zastosować u synka czytanie globalne przy pomocy plansz wyrazowo-obrazkowych (tak mi podpowiada intuicja). Jest już (bądź wkrótce będzie) na rynku program z aplikacjami do czytania globalnego na tabletach (kiddystarter). Bliższe informacje na temat tego programu może Pani uzyskać pisząc na adres portalu Parentes / redakcja.parentes@gmail.com /
      Może też próbować Pani robić synkowi takie plansze samodzielnie, drukując wyrazy dużą czcionką (150-160punktów), stosując krój Arial, Verdana, Tahoma, a najlepiej Century Gothic i do tego obrazek z bazy bezpłatnych clip artów. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

      • Joanna pisze:

        Dziękuję, pewnie wypróbujemy Kiddystarter.
        Tymczasem znalazłam nowy trop w poszukiwaniu programów – programy dla małych autystyków i ostatnio pośród nich grzebię. Co więcej, udało mi się namówić jednego znajomego programistę na napisanie czegoś specjalnie dla nas – chociaż będzie pisać w wolnych chwilach i przez to nie wiem, kiedy program będzie gotowy.

  7. Maria pisze:

    Pani Joanno,

    czuję wielki szacunek dla twórczych, aktywnych, poszukujących rodziców. Pani znajomy programista niechaj się spręża. Proszę go postraszyć, że jak będzie zwlekał, ktoś inny taki program zrobi, opatentuje i co wtedy? 😉
    A serio, to proszę dać mi znać jak się sprawdza aplikacja KiddyStarter, jestem jej ciekawa. No i proszę mi wybaczyć, iż okazałam się tak mało przydatna, ale nie chciałam się wymądrzać wobec problemu, na którym mało się znam. Odezwie się Pani?
    Pozdrawiam Panią i synka.

  8. Małgorzata pisze:

    Witam, właśnie planuję zakup zestawu do nauki czytania dla mojej 2-letniej córeczki. Ponieważ dopiero parę dni temu usłyszałam o czytaniu globalnym, nie mam rozeznania, który typ zestawu wybrać, taki z obrazkami i podpisami czy tylko same plansze ze słowami. Wydaje mi się, że z planszami bez obrazków dziecko skupi się wyłącznie na słowach, a więc szybciej je zakoduje, a obrazki jednak niepotrzebnie odwracają uwagę małego dziecka od tego, co jest napisane poniżej. Czy słusznie myślę? Córka jest bardzo dobrze rozwinięta jeśli chodzi o rozumienie tego co się do niej mówi, zabawy w skojarzenia, zapamiętywanie (gry typu memory) czy łącznie obrazków (pies + kość), a jej ulubioną zabawą jest czytanie książeczek przez rodziców, jednak nie ma jeszcze zbytnio potrzeby wypowiadania się. Używa zaledwie kilkunastu słów, choć tworzy z nich proste zdania. Uprzejmie proszę o wskazanie, które plansze będą sensowniejsze, z obrazkami czy bez.

    • MT-K pisze:

      Pani Małgorzato,
      twórca metody czytania globalnego zaczynał od kart z wyrazami. Bez obrazków. Późniejsze badania dowiodły, że dziecko szybciej zapamiętuje obraz graficzny słowa gdy skojarzymy go z obrazkiem. Dlatego na Zachodzie pojawiły się flash card, czyli karty z obrazkami ilustrującymi słowo.
      Zestawy, które polecamy (Wydawnictwa Pentliczek) zawierają plansze z ilustracjami do rzeczowników. Po jednej stronie jest ilustracja i napis, na drugiej stronie karty widnieje tylko sam napis. Podczas prezentacji pokazuje Pani dziecku stronę z obrazkiem i napisem. Podczas zabaw sprawdzających ile dziecko zapamiętało, pyta Pani malucha: „Gdzie jest kot?” „Gdzie są lody?” Malutka pokaże Pani właściwą (tak będzie!) planszę a potem odwróci ją by sprawdzić czy obrazek się zgadza… Sama Pani zobaczy, że dziecko najszybciej przyswoi sobie rzeczowniki, właśnie dzięki tym obrazkom.
      Proszę się nie martwić tym, że malutka niewiele jeszcze mówi. Przy czytaniu całowyrazowym nie ma to znaczenia. Proszę obejrzeć filmik z Zuzią (1 rok 8 miesięcy). Zuzka też jeszcze „czyta” po swojemu, ale bezbłędnie wskazuje wyrazy, o które pytają ją rodzice.
      A ja będę czekać na relacje o postępach córeczki. Naturalnie, jeszcze lepiej gdy przyśle nam Pani zdjęcia, albo filmiki. Zapraszam serdecznie. I pozdrawiam.

  9. Monika D. pisze:

    Dzień dobry Pani Mario,

    Przeczytałam Pani bloga od deski do deski. Jest Pani niezwykłą osóbką. Trafiłam na niego, bo szukam informacji właśnie od „praktykujących” metodę globalnego czytania. Swoje dzieci uczę czytać właśnie w ten sposób już od jakiegoś miesiąca.
    Dla mojego rocznego dziecięcia zakupiłam gotowe szablony wydawnictwa Wczesna Edukacja. U takiego dziecka, które zainteresowane jest chodzeniem i poznawaniem wszystkiego wkoło, nie jest łatwo. Ale zauważyłam, że najbardziej skoncentrowany na słowach jest podczas jazdy samochodem (oczywiście mąż prowadzi, a ja się odwracam i prezentuję) i podczas picia mleka z butelki.
    Mam wątpliwości z edukacją mojego trzyletniego synka. U niego gotowe szablony się nie sprawdziły. Są za nudne. Słowa wymyśla sam synek (dlatego pojawił się betoniarki, ciągniki, dinozaury, złodzieje, grizzli i siku :)). I nie ma mowy o takiej prezentacji jak u roczniaka, który się tylko patrzy. Trzeba się bardziej postarać, co nie znaczy, że się nie bawimy dobrze, bo zabawa jest przednia. Miki przynosi mi słowa jako listonosz, sprzedaje mi je w swoim sklepiku, skacze przez nie jak przez rzekę, ogląda w Power Poincie (najpierw slajd ze słowem, potem slajd z rysunkiem – ogląda je bardzo chętnie, bo sam klika). No i mamy coraz bardziej pooklejany dom słowami, w każdym tygodniu dodaję kilka wyrazów. Problem polega na tym, że wcale ich nie zapamiętuje. Przy okazji tych zabaw zauważyłam, że nawet słowa, którymi bawiliśmy się przez tydzień w ogóle ich nie pamięta. Np. jak się bawimy w sklepik i ja mówię poproszę „wąż” – podaje mi każdy wyraz, aż trafi (choć tego węża pokazywałam mu setki razy) . I nie wiem, czy powinnam tak długo bawić się tymi słowami, aż zauważę, że pamięta, czy na to nie zważać i iść normalnym trybem? Tak mnie to zastanawia, bo widzę, że z Pani doświadczenia wynika, że dzieci bardzo szybko chwytają słowa.
    Dodam tylko, że zarówno w przypadku rocznego jak i trzyletniego dziecka, używam dwóch zestawów dziennie. Na początku były trzy, ale nie dawałam rady, a teraz jest w sam raz. I codziennie wprowadzam po dwa nowe słowa. Póki co idę normalnym trybem, nie czekam aż Miki zapamięta.
    Wyrazy pisane są dla nas świetną zabawą. Nawet mój trzylatek zdenerwował się dziś na mnie, że nie wzięłam do samochodu JEGO wyrazów, a młodszego tak. 🙂
    Oczywiście zdaję sobie sprawę, że czytanie nie jest celem samym w sobie w tej metodzie, ale też czuję, że jeśli moi synkowie nauczyliby się czytać lekko, łatwo i przyjemnie, przy okazji zaszczepiając w sobie miłość do książek, to byłby to najlepszy prezent, jaki mogłabym im ofiarować. (Widzę, ile pracy w czytanie wkłada mój siostrzeniec pierwszoklasista, i czyta bez zrozumienia! )
    Pozdrawiam serdecznie
    Monika

    • MT-K pisze:

      Dzień dobry Pani Moniko,

      dziękuję za piękny, długi list. Musimy zastanowić się dlaczego starszy synek nie przyswaja treści plansz i nie zapamiętuje wyrazów. Jaki czynnik zadziałał? Bo w słabą pamięć chłopca zwyczajnie nie wierzę.

      Każde dziecko wymaga właściwego dla siebie tempa dawkowania informacji. Już dawno stwierdziłam, iż ilość sesji zalecana przez Domana sprawia dzieciom problem. Trzy do pięciu zestawów dziennie po pięć wyrazów każdy, to dla większości dzieci zbyt wiele. Zalecam jedną – dwie sesje po 3 wyrazy i zaraz potem zabawy utrwalające i sprawdzające stopień przyswojenia treści plansz (takie, jakie Pani robi z małym są świetne!).

      Drugim czynnikiem może być kolor czcionki. Amerykanie już dawno przestali obstawać przy czerwonym. Nasi okuliści potwierdzili, iż czarny kolor daje lepszy kontrast z bielą tła i czarne litery są lepiej postrzegane przez dzieci.

      Trzecia – niezmiernie ważna sprawa, na którą naprowadził Panią sam synek to czynnik emocjonalny. Lepiej pamiętamy to, co przeżyjemy. Pozytywnie, negatywnie, ale pakując w przeżycie ładunek emocji. Toteż w odniesieniu do starszego synka proszę spróbować tworzyć mu wyrazy nazywające to, co aktualnie przeżywa.

      Miki lubi betoniarkę i dinozaura? Świetnie! Proszę ustawić wielkość czcionki na 140-150 punktów (najlepsza dla analizy wzrokowej jest czcionka Century Gothic, ale i inne bez „ozdobników” przy literach będą dobre), dać pogrubienie i czarnym kolorem wydrukować to, co mały lubi. Jeśli to rzeczowniki, to trzeba wydrukować je 2 razy. Nakleić wyrazy na gruby karton (rzeczowniki z jednej i drugiej strony planszy). A potem jeden z rzeczowników – dla przykładu betoniarkę) niechaj synek ozdobi z jednej strony obrazkiem betoniarki, samodzielnie wyciętym (wydartym – to bez znaczenia) i naklejonym przy wyrazie. Nieistotne jak ta jego praca będzie wyglądała z punktu widzenia estetyki. Ważne by sam przy betoniarce pomajstrował – wyciął, narysował, przykleił itp.

      A potem proszę pokazać (to może być dłużej niż przez sekundę, może on potrzebuje nieco więcej czasu by „sfotografować” wyraz) synkowi 3 nowe wyrazy (np. betoniarka, oko, kot). Nie więcej. Stroną z ilustracjami. Za chwilę niechaj stanie na wysepce (kocyk, podkładka na stół, wszystko jedno) i skacze na komendę – na betoniarkę, na kota, na oko. Obrazki przy wyrazach powinny być pod spodem. I niechaj sam zagląda pod planszę by sprawdzić czy skoczył na „wysepkę” z prawidłowym wyrazem. Proszę powtórzyć zabawę przy tacie (utrwalanie), dziadkach (utrwalanie), cioci (utrwalanie). A potem niech „odczyta” wyrazy małemu braciszkowi (utrwalanie). Nie żałujcie braw gdy się uda. Nowy wyraz proszę wprowadzić dopiero gdy stare będą przyswojone. Bo tu naprawdę nie chodzi o tempo, ale o dobrą zabawę, w której PRZY OKAZJI dziecko zapamiętuje wyrazy, rozwija pamięć, doskonali koncentrację i analizę wzrokową. Ale Pani to już wie.

      Bądźmy w kontakcie. Proszę wprowadzić elementy, które zasugerowałam. Proszę też skorzystać z propozycji zabaw proponowanych przeze mnie i rodziców na stronie („Forum aktywnych rodziców”). Jeśli – mimo wszystko – synek w dalszym ciągu nie będzie potrafił odtwarzać zawartości plansz – zastanowimy się wspólnie co jeszcze zmienić by uzyskać oczekiwane efekty.

      Pozdrawiam serdecznie i czekam na relację.

      • Monika D. pisze:

        Witam Panią,

        dziękuję za szybką odpowiedź i rady.
        Do tej pory drukowałam Verdaną, bez pogrubień, właśnie 150-140 p. Od jutra wprowadzam Pani rady w życie. Już nie mogę się doczekać :). Może ma Pani rację, zmniejszymy ilość wyrazów i zobaczymy.
        Miło mi będzie być z Panią w kontakcie.
        Pozdrawiam
        Monka D.

  10. Monika D. pisze:

    Dzień dobry Pani Mario,
    Pani diagnoza okazała się trafna, chodziło chyba o zbyt dużą liczbę wyrazów (wcześniej ćwiczyliśmy z trzema zestawami po pięć wyrazów). I żadne w sumie nie było ani kojarzone ani pamiętane.
    Zrobiłam dzień przerwy i zastosowałam się do Pani rad. Zaczęliśmy od trzech wyrazów (kot, wąż, betoniarka). Kot był zapamiętany najszybciej, ale wszystkie wyrazy już po pierwszym dniu kojarzył. Ćwiczyliśmy ze skakaniem (wskoczenie na poprawny wyraz skutkowało narzekaniem np. kota, zgrzytaniem betoniarki i sykiem węża) i innymi zabawami.
    I codziennie zaczęłam wprowadzać jeden wyraz. Dzień rozpoczynamy od wydrukowania słowa, do niego kolorowanka (obok obrazka słowo). W ogóle nasze dni stały się takie tematyczne :), np. dziś na tapecie słoń. Słowo zawisło na firance, została pokolorowana kolorowanka słoń, przeczytana historia ze słoniem w roli głównej. No i oczywiście w trakcie dnia ze trzy zabawy z wyrazami.
    Mam nadzieję, że takie tempo będzie odpowiednie. Tylko do tej pory używamy do zabaw wszystkich słów, i zauważyłam, że są trzy takie słowa, które zdarza mu się zapominać, tzn. podczas zabaw pamięta, ale następnego dnia zdarza mu się nie kojarzyć, wtedy przypominamy. W związku z tym nie wiem, jak długo wałkować dane słowo. I pojawia się taka obawa, czy „odrzucone” słowo pozostanie w pamięci? (A może mam zbyt słabą wiarę w pamięć dziecka 😉 )?
    No, ale jakby nie było, bawimy się dobrze 🙂
    Pozdrawiam serdecznie
    Monika D.

  11. M T-K pisze:

    Pani Moniko, jak się cieszę, że się Pani odezwała. I jak szybko!
    Trzy zestawy po 5 plansz (jak zaleca mistrz Doman) nie wytrzymały próby czasu. Podobnie jak wprowadzanie codziennie nowego wyrazu. Podobnie zresztą jak błyskawiczne miganie planszą przed oczyma dziecka. To należało zweryfikować. WSZYSTKO należy dostosować do możliwości percepcyjnych malca. Myślę, że obecne tempo jest właściwe, aczkolwiek proszę pomyśleć czy nie przystopować z codziennym wprowadzaniem nowego wyrazu. Proponowałabym przez 2-3 dni pobawić się jedynie tymi wyrazami, które trudniej zapadają synkowi w pamięć. Potem zrobić dzień przerwy (w ogóle odpocząć od czytania), następnie wrócić znowu do tych trudniejszych wyrazów a dopiero potem wprowadzić nowy. Proszę nie mieć jednocześnie więcej niż 3-4 plansze. Trzyletni człowieczek dopiero doskonali swoją fotograficzną pamięć.
    W ogóle Pani Moniko, nie ma lepszych nauczycieli od rodziców, którzy słuchają swojej intuicji. I obserwują dziecko. Nawet najlepsze rady najlepszych ekspertów nie przystają do każdego malucha. A Pani wydaje się być mądrą, myślącą, elastyczną mamą. Proszę słuchać siebie.
    Udzielam Pani WIELKIEJ POCHWAŁY za bardzo interesujące urozmaicenie zabaw utrwalających. Tak trzeba! Niechaj kot jęczy, betoniarka zgrzyta aż zęby będą cierpnąć a wąż syczy przeraźliwie. Pomysł „dni tematycznych” znakomity! Proszę jedynie nie podchodzić do tematu zbyt ambitnie. Zabawy nie muszą być trzy w ciągu dnia, temat nie musi być codziennie nowy, a jak ma Pani zły nastrój proszę sobie czytanie odpuścić w ogóle. Nie chcę Pani zniechęcić, obawiam się jedynie Waszego zmęczenia.
    „Odrzucone” słowa /jak je Pani ładnie nazwała/ zachowują się różnie u różnych dzieci. Niekiedy dziecko bierze planszę do ręki i nagle doznaje olśnienia, przypomina sobie wyraz, który wcześniej uparcie „wypierało”. U innych dzieci niektóre wyrazy „idą w zaparte”. Należy wówczas „podpierać” je różnymi działaniami/zabawami/skojarzeniami. Albo odpuścić zupełnie. To bez znaczenia. Kiedy malec wejdzie w etap składania liter sam sobie odczyta tego zaparciucha. Pamiętam, że kiedyś jakiś przedszkolak zapamiętał wyraz dopiero kiedy załamał się rożek planszy i to pomogło dziecku skojarzyć brzmienie słowa z jego obrazem graficznym, w tym wypadku bardziej z wyglądem planszy.
    Pani Moniko, proszę pisać. Odnoszę wrażenie, że wszystko jest u Was na najlepszej drodze. Najważniejsze są dla mnie Pani słowa z końca listu, że bawicie się dobrze. Tak naprawdę o to w tym wszystkim chodzi, reszta przyjdzie sama.
    Czekam na dalsze relacje, fotografie, może filmiki – wszystko co może posłużyć innym rodzicom w zabawach ze swymi „czytelnikami”.
    Pozdrawiam serdecznie

  12. Karolina G. pisze:

    Witam,
    Niedawno zakupiłam Pani zestaw do nauki czytania globalnego. Moja córcia ma 10 miesięcy i zgodnie z propozycjami jakie wyczytałam na Pani blogu zaczęłyśmy naukę od 3 wyrazów tj. mama, tata ( przykleiłam zdjęcia) oraz lala bo mała wypowiada to słowo i rozpoznaje różne lale. Powtarzamy te wyrazy już ponad tydzień i małą ich nie rozpoznaje. Nie wiem co mam dalej robić Czy dalej jej pokazywać ten sam zestaw cały czas czy wymienić jedną kartę? Przez ile dni pokazywać jej jeden zestaw? Dziękuję za odpowiedź.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Pani blog jest naprawdę bardzo ciekawym źródłem wiedzy.

    Karolina G.

    • MT-K pisze:

      Pani Karolino,
      przepraszam za zwłokę. Dziwnym trafem Pani list wylądował w spamie i dostrzegłam go dzisiaj przy okazji porządków w korespondencji.
      Coś się dzieje nie tak, bo nie uwierzę, że córeczka nie zapamiętała tych wyrazów. Powinno się to odbywać w ten sposób, że pokazuje Pani małej na moment kartę (z obrazkiem/zdjęciem). Za chwilę (kwadrans, pół godziny) proszę rozłożyć przed nią plansze (przy takim maluszku dalej obrazkiem do góry) i zapytać: „Gdzie jest mama?”, „Gdzie jest lala?” Jeśli córeczki w tym momencie nie zajmuje akurat coś innego – nie ma mocnych – MUSI pokazać paluszkiem właściwą kartę. A wtedy proszę się bardzo entuzjastycznie cieszyć, bić brawo, uściskać mądralę i co tam Pani serce podpowie…
      Czy wymienić cały zestaw czy jedną kartę? Teoretycznie jedną kartę, ale niechaj Pani słucha swojej intuicji. Może malutka akurat zareaguje żywiej gdy jej Pani wymieni cały zestaw? Uważam, że teoria teorią a każdy mały człowieczek może mieć inne oczekiwania… I proszę się nie bać eksperymentować. Byle córeczki nie zniechęcić i nie znudzić. Może zabawa w czytanie będzie jej odpowiadała podczas jedzenia a może na nocniczku??
      Będę czekała niecierpliwie na wiadomości jak Wam się układa na froncie czytania globalnego…  Napisze Pani? Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za dobre słowo o stronie…

      • Karolina G. pisze:

        Witam,
        Dziękuję bardzo za odpowiedź. Mała jest teraz bardzo skręcona i skupić jej uwagę nawet na moment jest ciężko ale będziemy próbowały i wierzę, że nam się uda, zwłaszcza, że mała uwielbia jak jej się czyta zwłaszcza Pani książeczki, zanosi się śmiechem jak mama robi fu, fu 🙂
        Będziemy próbowały, teraz chorujemy więc pokazywanie kart odłożyłyśmy bo niunia jest rozdrażniona ale czytamy. Jak wyzdrowiejemy napewno powrócimy do zabawy.
        O postępach napewno napiszę.
        Pozdrawiam serdecznie
        Karolina

  13. Joanna pisze:

    Witam serdecznie. Metodą czytania globalnego interesuję się mniej więcej od roku. Już rok temu planowałam zacząć naukę czytania z moim wtedy czteroletnim synem. Niestety plany przerwał nam napad padaczki, po którym wystąpiło niedotlenienie, spiaczka i długa, nadal prowadzona rehabilitacja. Aktualnie syn ma 5 lat, zdiagnozowaną epilepsję i zaburzenia ze spektrum autyzmu. Po wybudzeniu ze śpiączki, „odpamiętuje” utracone słowa, rozumie wszystko, posługuje się mową (prostymi zdaniami) w codziennych sytuacjach. Wróciłam też do pomysłu nauki czytania globalnego, ponieważ nie wyobrażam sobie, by był w stanie w najbliższym czasie czytać „normalnie” – nie podoła takiemu poziomowi abstrakcji.
    Przeczytałam książkę Domana, kupiłam gotowe tablice do czytania (etap 1 i 2) i zaczęliśmy program, dziś mamy trzeci dzień nauki :). Czyta razem z nami, także młodszy, zdrowy trzyipółletni syn. Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne, chłopcy czekają na sesje, patrzą z zainteresowaniem, a mały aż piszczy z radości. Muszę przyznać, że tego się nie spodziewałam. Zachęcona ich reakcją, myślę także o nauce matematyki z kropeczkami.
    Mam do Pani gorącą prośbę. Nie znając wcześniej Pani strony, rozpoczęłam naukę według klasycznej metody. Jest jednak jeszcze na tyle wcześnie, że chętnie sięgnę po proponowane przez Panią modyfikacje. Będę bardzo wdzięczna za odesłanie mnie do artykułu, który streszcza metody przystosowania metody Domana do właściwości j. polskiego. Do szerszej publikacji także chętnie sięgnę w dalszej perspektywie, na razie jednak potrzebuję czegoś w formie praktycznego poradnika, by nie przerywać rozpoczętego programu.
    Chciałabym także włączyć do nauki zestawy Pani książeczek, nie wiem jednak jak to zrobić – na którym etapie nauki, oprócz 5 sesji czy dodatkowo, który zestaw (dzieci zaczynają, ale wiekowo są starsze niż przewiduje stopniowanie trudności)?
    Będę wdzięczna za wszelkie sugestie.

    • MT-K pisze:

      Dzień dobry, Pani Joasiu,

      witam Panią serdecznie w naszej globalnej gromadce. Jestem przekonana, że zabawy w czytanie dobrze się przysłużą i starszemu i młodszemu synkowi.
      Przesyłam Pani linki do artykułów mówiących o tym jak w warunkach polskich bawić się w czytanie. Polecam także poradnik „Czytanie globalne po polsku”, zawiera bowiem przykłady wielu zabaw, które przeprowadzać można z dzieckiem na etapie sprawdzania czy dziecko przyswoiło sobie wyraz z planszy.

      Bardzo wielką wagę przywiązuję do klimatu zabaw. One ZAWSZE muszą się dziecku dobrze kojarzyć i ZAWSZE powinny pozostawiać leciutki niedosyt.
      Mniej istotna jest częstotliwość sesji (wcale nie musi być ich 5, wystarczą trzy albo nawet dwie) i ich regularność.
      W sumie różnice dotyczą jeszcze koloru i wielkości czcionki (klasyczne 8-centymetrowej wielkości litery wymagają zbyt dużego pola widzenia), czarne zaś są korzystniejsze dla analizy wzrokowej bo stanowią lepszy kontrast z bielą papieru.

      Istotną różnicą jest ominięcie nakazu niesprawdzania czy i ile dziecko sobie z prezentowanych plansz przyswoiło. Sprawdzamy. Naturalnie, że sprawdzamy i to sprawdzanie wymaga wesołych, interesujących, urozmaiconych zabaw.

      Mnóstwo przykładów takich zabaw znajdzie Pani w zakładce „Konkursy” (rodzice prezentują wymyślone przez siebie zabawy) oraz w „Forum aktywnych rodziców”.
      Książeczki można stosować równolegle z planszami. Trzylatkowi mogę polecić poziom O (wyrażenia dźwiękonaśladowcze), ale przecież i 5-latek może chcieć je „przeczytać”. Starszy chłopczyk może być zainteresowany poziomem I – krótkie zdania z króciutkimi, często powtarzającymi się wyrazami z przewagą 3-literowych. Książeczki się po prostu czyta dziecku, pamiętając by wskazywać palcem czytany wyraz (tylko tak szybko wyuczy się go na pamięć).

      Co do kropek nie chcę zabierać głosu, bo na matematyce się nie wyznaję. Słyszałam jedynie, że domanowskie kropki „działają” do 2, najdalej 3 roku życia, potem już nie. Musiałaby Pani popytać rodziców, którzy pracowali tą metodą.

      Wdzięczna będę Pani za relacje, może nawet fotki lub filmiki obrazujące jak Wam idzie. W razie jakichkolwiek wątpliwości – proszę pytać.

      Pozdrawiam serdecznie

      • Joanna pisze:

        Bardzo dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. No to sprawdziłam :). Po pięciu dniach czytania obaj rozpoznają wszystkie wyrazy (na zasadzie wyboru jednego z dwóch), starszy przeczytał dwa z nich, młodszy jeden. Być może potrafiliby więcej, ale widziałam, że tracą zainteresowanie, więc odłożyłam to na inną okazję. Chętnie poczytam o zabawach sprawdzających a książeczki kupię na pewno!
        Oczywiście chętnie będę pisać o postępach.

        • MT-K pisze:

          Wylała Pani miód na me serce. Bardzo się cieszę, że mamy nowych fanów i studentów.
          Wspaniale, że nie próbowała Pani forsować zabawy w momencie gdy chłopcy już mieli jej dosyć. Dążymy do niedosytu.
          Będę czekać na relacje. Trzymam kciuki za Wasze zabawy.

          • Joanna pisze:

            Mogę już śmiało napisać, że książeczki są genialne! Czytamy od kilku dni wspólnie poziom 0. Chłopcy wybierają sobie po jednej i czytają (powtarzając po mnie) na zmianę. Efekt jest taki, że swoje ulubione, po dwie, potrafią już przeczytać samodzielnie. Udało się nam to niespodziewanie szybko. Jestem tak bardzo pozytywnie zaskoczona, że sama zaczynam odczuwać niedosyt 🙂

          • MT-K pisze:

            Pani Joanno, a ja cieszę się razem z Wami i czekam na relacje, zdjęcia, filmiki, wszystko czym może się Pani pochwalić. A może zechce Pani wziąć udział w Konkursie Letnim? Dziękuję, że – zgodnie z obietnicą – skontaktowała się Pani ze mną. Proszę pisać. Mamy w naszej gromadce chłopczyka z padaczką, w podobnym wieku co Pani starszy synek. Będzie okazja porównać postępy i zaobserwować jak metoda sprawdza się u dzieci z takimi dysfunkcjami. Bądź my w kontakcie. A teraz najserdeczniej Panią pozdrawiam, chłopaków także.

  14. Kaśka pisze:

    Pani Mario goszczę na Pani blogu od kilku chwil i jestem pełna podziwu dla Pani.
    Poza tym, że jestem mamą Juliana i Tosi, jestem też szkolną mamą wspaniałej piętnastki pierwszoklasistów, którą powierzyli mi rodzice. Bardzo proszę o radę jakie materiały powinnam/mogę zakupić w pentliczkowym sklepiku, by zapalić rodziców do zabawy z dziećmi w czytanie. Zauważyłam, że odbiorcami proponowanej „literatury” są przeważnie maluchy i nie bardzo wiem, czy dla moich starszych nieco dzieci książeczki będą odpowiednie.
    Dodam, że znalazły się w mojej klasie dzieci w wieku 6-7 lat, na bardzo różnym poziomie rozwoju i z różnymi umiejętnościami. Aby ułatwić im naukę czytania i pokazać, że czytanie nie jest trudne chciałam wciągnąć do zabawy rodziców, którzy w domu mają jeszcze młodsze dzieci. Mam też nadzieję, że pani z naszej szkolnej zerówki, do której zaczęły uczęszczać pięciolatki również przyłączy się do „akcji”. Chętnie wykorzystam też materiały do nauki czytania z moją pięciolatką – zerówkowiczką.
    Pozdrawiam gorąco i czekam na radę

    • MT-K pisze:

      Dobry wieczór Pani Kasiu,
      serdecznie Panią witam na mojej stronie i wśród entuzjastów czytania globalnego.

      Mogę z całym przekonaniem polecić Pani studentom 🙂 zestaw z planszami, bowiem nie narzuca on praktycznie ograniczeń wiekowych. Wykorzystywany jest do zabawy z niemowlętami i starszymi dziećmi. Ma wyrazy proste i skomplikowane. Można z nich układać zwroty dwu-, trzy-wyrazowe i dłuższe. Na stronie są dziesiątki przykładów zabaw z planszami. Jeszcze więcej w poradniku „Czytanie globalne po polsku”.

      Prócz tego polecam również książeczkę „Jaś i Maja”. Dzięki zawartym w niej kruczkom starsze przedszkolaki (pierwszaczki jeszcze bardziej) już po 2-, 3-krotnym przeczytaniu im tekstu, czytają książeczkę same. Ten fakt ogromnie motywuje dzieci i zachęca je do czytania.
      Serię „To ja ci mamo poczytam” zalecam raczej do wykorzystania przez rodziców w domu. Książeczki mają zbyt małą czcionkę do czytania w klasie, a podczas zabaw w czytanie globalne należy wskazywać czytany wyraz. Choć znam przedszkole, w którym książeczki z tej serii wykorzystywane są do pracy indywidualnej z maluchami.

      Bardzo będę ciekawa opinii Pani na temat efektów zabaw planszami i książeczką. Chciałabym wiedzieć jak publikacje sprawdziły się w pracy z grupą dzieci, ale i z córeczką. Kto wie? Może moja baza z filmikami i zdjęciami wzbogaci się kiedyś o fotki lub nagrania z Pani uczniami i Tosią?

      Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów.

  15. Joanna pisze:

    Witam ponownie. Przyznam, że mieliśmy sporo przerw w nauce czytania z tablicami, spowodowanych wyjazdami wakacyjnymi, jednak nigdy nie zarzuciliśmy tego zwyczaju, jednocześnie stale pracując na bazie książeczek. Serię „0” mamy opanowaną, zabieramy się teraz za „1”.
    Mam pewien problem. Otóż moi chłopcy świetnie radzą sobie z książeczkami (chyba pomagają im w tym ilustracje), natomiast jest problem z odczytywanie wyrazów z plansz. Kiedy sprawdzamy znajomość na zasadzie wyboru właściwego wyrazu z dwóch, obaj wskazują prawidłowo 8 na 10 dotąd poznanych. Absolutnie jednak nie mam co liczyć na czytanie spontaniczne, nawet gdy zdarzylo mi się zapytać „co to?”, odpowiadali na zasadzie zgadywanki, najczęściej błędnie. Mogłabym sądzić, że mój starszy z problemami jest po prostu jeszcze nieprzygotowany do nauki, gdyby nie to, że mały (dziecko zdrowe) ma dokładnie ten sam problem. Martwię się i chyba tracę zapał.
    Czy mogę prosić o jakieś podpowiedzi? Dodam, że postępowałam według Pani instrukcji dołączonej do zestawu plansz. Ze względu na starszego synka i jego potrzebę utrwalania materiału, pokazywałam po trzy wyrazy przez pięć dni trzy razy dziennie.

    • MT-K pisze:

      Pani Joanno,

      przede wszystkim dziękuję, że zechciała się Pani podzielić informacją o tym, co się u Was dzieje.

      Rozumiem Pani zniechęcenie, ale nie do końca ma Pani do niego podstawy. Ja postrzegam sytuację bardziej optymistycznie. Obaj chłopcy (starszy ma teraz pięć lat, nie wiem ile ma młodszy) opanowali książeczki z poziomu „O”. W 80% dokonują właściwego wyboru planszy z wyrazami. Nie jest źle. Jasne, chciałoby się, by było lepiej.

      Ale nie wie Pani (nikt tego nie wie, ale procesy dokonują się podczas każdej zabawy) jak rozwinęły się podczas tego roku różnorakie funkcje umysłowe takie jak pamięć, spostrzegawczość, analiza wzrokowa, umiejętność koncentracji. Nie wiemy jakby to wszystko wyglądało BEZ Waszych zabaw.

      Zastanówmy się teraz dlaczego efekty nie są takie jakich by Pani oczekiwała. Może dysfunkcja starszego synka uniemożliwia mu kojarzenie grafiki słowa z jego brzmieniem? Jeżeli nie rozumie treści słowa pewno trudniej mu kojarzyć je z plątaniną kresek i laseczek, jaką jest dla niego wyraz na planszy. Bo działanie z chłopcem (tak to sobie wyobrażam) jest tym czym dla Pani byłoby zapamiętywanie chińskich, japońskich czy hebrajskich napisów i podawania ich znaczenia po polsku.

      Zabawę w czytanie globalne zawsze zaczynamy od wyrazów, które niosą z sobą jakieś treści emocjonalne – imiona rodzeństwa, ulubionego zwierzaka, bohatera bajkowego. Najważniejsze i najszybciej zapamiętywane jest imię dziecka. Jeśli synek NIE ROZUMIE treści tych zapisów – trudno mu je spamiętać, bo nie ma tego emocjonalnego podłoża.

      Pozostaje jeszcze pytanie dlaczego nie rozpoznaje napisów młodsze dziecko? Nie wiem jak się w to bawicie. Bo, wie Pani, w tych zabawach najważniejszy jest czynnik psychologiczny, cała reszta dokonuje się przy okazji (czyli nauka). To mają być momenty pełne śmiechu, wygłupów, radości, uznania dla dzieci kiedy im się udaje. Dzieciaki mają piszczeć z radości, że znów będzie zabawa z mamą.

      Jeśli chłopcy łatwiej kojarzą treść z ilustracjami próbowałabym bawić się – póki co – tylko rzeczownikami, bo mają z drugiej strony obrazki (chyba że napisy robiła Pani sama, wówczas trzeba je ozdobić ilustracjami na zasadzie – z jednej strony sam wyraz, z drugiej wyraz z obrazkiem).

      Wierzę, mocno wierzę w to, że znajdzie Pani taką zabawę, która zachwyci chłopców i pozwoli im wyczekiwać Waszych spotkań z planszami. Może będzie to zabawa w sklep, może jazda do garażu wybranym przez Panią wyrazem, może losowanie plansz ukrytych pod narzutą, przesuwanie ich pod skrzydłem drzwi na drugą stronę pomieszczenia, może… 🙂

      Bo – Pani Joanno – zabawy w czytanie działają. Może nie spełniają oczekiwań w odniesieniu do wszystkich dysfunkcyjnych dzieci (niektóre z nich nie są w stanie „przeskoczyć” swego problemu), ale w odniesieniu do zdrowych dzieci działają zawsze i zawsze są momentem bardzo wyczekiwanym i potem przez starsze już dzieci wspominane jako jedne z milszych chwil dzieciństwa.

      Aha. Jeszcze jedno. Proszę przestać liczyć! Nieważne jest ile razy dziennie po ile wyrazów Pani pokazuje. Robi to Pani tak często jak ma Pani ochotę i tyle razy pokazuje planszę ile trzeba. Czyli póki dziecko jej nie zapamięta i póki nie będzie mu można z tego tytułu zrobić owacji, bić brawo czy po prostu pochwalić z przekonaniem.

      Pozdrawiam Panią serdecznie i – jak poprzednio – czekam na kolejne wieści.

      • Joanna pisze:

        Bardzo dziękuję za wsparcie i konkretne rady.
        Zauważyłam, że u starszego synka potrzeba dużo powtórzeń i regularności, co bardzo utrudniają nam wyjazdy do szpitali, lekarzy, itp. Właśnie dopiero wróciliśmy z kolejnego wyjazdu na rehabilitację i znowu była dłuższa przerwa w czytaniu. Niestety plan na ostatnie miesiące roku, także obfituje w konsultacje i hospitalizacje.
        Co do sposobu zabawy – bawimy się w odkrywanie na zasadzie zgadywanki, sklep też już był, robimy z karteczek garaże dla autek (np. wyścigówka jedzie do garażu „mama”, wóz strażacki jedzie do garażu „oko”), mały także udaje żabkę i wskakuje na wskazany wyraz, starszy fizycznie tego nie potrafi, więc zabawy ruchowe nie wchodzą tu w grę.
        Przed ostatnim wyjazdem 10 września mąż spróbował zgadywanek z chłopcami i starszy rozpoznał wszystkie wyrazy! Może włączenie taty zadziałało jako dodatkowy efekt motywacyjny i nowość, może synek po prostu bardziej się zmobilizował, bo chciał się pochwalić.
        Oj, tak chciałabym więcej. Może to dlatego że przed laty bliscy znajomi rodziców nauczyli swoją córeczkę z zespołem downa czytać globalnie już w wieku trzech lat. Idąc do szkoły, dziewczynka czytała już płynnie, sprawniej niż zdrowi rówieśnicy. Prawdą jest, że marzą mi się takie efekty.
        Co do „maluszka”, ma 3,5 roku i myślę, że jak na swój wiek rozwija się bardzo dobrze. Niestety, kiedy wyjeżdżamy do lekarzy ze starszym bratem, on spędza czas z babcią i wtedy także ma przerwy.
        Jeszcze raz serdecznie dziękuję za rady, na pewno dam znać co się u nas dzieje.

        • MT-K pisze:

          Pani Joanno, bardzo mnie Pani ucieszyła tą informacją o sukcesie starszego synka. Bardzo. Tak sobie myślę, że czynnik emocjonalny ( w tym wypadku obecność taty), o którym pisałam poprzednio ma wielką, magiczną moc.

          Bardzo Wam współczuję, że musicie wciąż przemieszczać się między domem, szpitalem i lekarzami. Ale proszę mi wierzyć, że dla procesów poznawczych, które dokonują się w czasie zabaw te przerwy nie mają istotniejszego znaczenia. Jasne, dziecko – jak każdy – zapomina czego się nauczyło, jeśli nie ma z tym czas jakiś do czynienia. Ale niewiele trzeba, by sobie przypomniało, wystarczy kilka zabaw.

          Nie umiem Pani powiedzieć czy starszy synek nauczy się czytać. Nie będę Pani mamić, gdyż nie zetknęłam się z dysfunkcją jaką jest agnozja werbalno-słuchowa. Jednego jestem pewna – wszystko, co jest ćwiczeniem funkcji mózgu, stymulowanie go, jest dobre dla dziecka, niezależnie od rodzaju jego niepełnosprawności intelektualnej.

          Poznałyśmy się w maju ubiegłego roku Pani Joanno. Proszę sobie uświadomić ile w umiejętnościach chłopców zmieniło się na lepsze od tamtej pory. Chciałoby się więcej, ale uważam, że mimo trybu życia jaki prowadzicie potrafi być Pani niezwykłą, ofiarną, zaangażowaną i dokazującą cudów mamą. Bardzo Panią podziwiam. Dokonała Pani wiele dobrego. Nawet gdyby Wasze zabawy w pewnym momencie natrafiły na barierę nie do przebycia, jeśli chodzi o starszego synka, proszę pamiętać, że jest młodszy, że korzysta z Waszych wspólnych zabaw, a starszy również czyni postępy.

          Pozostańmy w kontakcie. Pozdrawiam serdecznie

  16. Alicja pisze:

    Witam Panią serdecznie,

    Jestem mamą 4 miesięcznego chłopca. Od pewnego czasu zainteresował mnie temat globalnego czytania. Zaczęłam od literatury w języku ang. Na Pani stronę trafiłam przez przypadek dodam, że szczęśliwy przypadek:) Jako, że synuś jest jeszcze malutki nie bardzo mam czas przeczytać calego bloga. Dlatego mam wilka prośbę. Czy może mi Pani wskazać miejsce, gdzie opisuje dokładnie metody nauki dzieci. Pisze Pani o unikaniu czerwonych liter i o tym, że to jedyny wyjątek od pierwotnej metody. Czy tak mam to rozumieć? Co Pani myśli o nauce czytania niemowlaków? Amerykańskie str sugerują nawet, że naukę można rozpocząć od 4 miesiąca życia. Czy miała Pani do czynienia z tak małymi dziećmi?
    Byłabym wdzięczna za odpowiedź.
    Pozdrawiam,
    Alicja

    • MT-K pisze:

      Dzień dobry Pani Alicjo,

      witam serdecznie w gronie mam-entuzjastek zabaw w czytanie. Mam nadzieję, że kiedy już zaczniecie się bawić sprawią one wielką frajdę Wam obojgu.

      Proszę sobie powolutku, w wolnych chwilach czytać zawartość zakładki „Czytanie globalne”, poczynając od tekstu „Czytanie globalne – co to takiego”. Chłopczyk jest tak maleńki, że na razie wystarczy mu raz, dwa razy dziennie pokazać kilka plansz (tak, jak to się dzieje na filmiku „Antosia” w zakładce „Filmy”). Potem, kiedy synek podrośnie z pewnością Waszym zabawom przysłużą się pomysły użytkowników tej strony (w zakładce „Forum aktywnych rodziców”).

      Podczas demonstrowania plansz obowiązkowe są całusy, śmiech i radość. Od pierwszych chwil bowiem należy budować pozytywne skojarzenia ze słowem pisanym.

      Co do różnic w propagowanej przeze mnie polskiej wersji czytania globalnego – jest ich mnóstwo i dotyczą niemal wszystkiego. Od koloru, wielkości i kroju czcionki, poprzez atmosferę zabaw. Podstawową sprawą w moim przekonaniu jest właśnie klimat zabaw. Musi być radośnie, musi być na luzie, musi być ze śmiechem, musi być wtedy gdy obie strony chcą się bawić. A tak nie będzie kiedy ktoś zechce przestrzegać zaleceń, by codziennie przeprowadzać 9 sesji z dzieckiem. Zatem zalecenie systematyczności odpada!

      Bazuję na przekonaniu, iż emocje, pozytywne emocje i dobre skojarzenia dotyczące tej czy innej czynności sprawią, że czynność owa zostanie polubiona i będzie kojarzyć się dziecku pozytywnie. Toteż przykładam wielką wagę do czynnika psychologicznego. Chcecie – zróbcie dwie zabawy w ciągu dnia, nie chcecie – nie róbcie żadnej.

      Czcionka, jakiej używamy robiąc plansze sami powinna być prosta (tzw. bezszeryfowa czyli bez ozdobników) o wielkości 140-160 punktów. Nie należy stosować zalecanych przez Domanów 8 centymetrowych liter, bo przy dłuższych wyrazach pole widzenia małego dziecka nie obejmie całego wyrazu.

      Domanowie nie zalecają zabaw i ćwiczeń sprawdzających czy i w jakim stopniu dziecko przyswoiło sobie treść plansz. Ja zachęcam do zabaw sprawdzających i utrwalających.
      U Domanów bazę stanowią rzeczowniki, czasowniki i przymiotniki, w moim zestawie znajdują się także inne części mowy.

      Inne są także etapy zabaw.

      Pani Alicjo. Musiałabym praktycznie od nowa napisać swój poradnik w odpowiedzi na Pani pytanie o różnice. To już praktycznie inna metoda, jedynie jej korzenie sięgają tej domanowej, sprzed sześćdziesięciu lat. Zachęcam zatem do nabycia poradnika „Czytanie globalne po polsku” lub stopniowe, po troszeczku, przeglądanie strony.

      Proszę, niechaj się Pani jeszcze kiedyś odezwie i opowie jak Wam idzie, dobrze? A może zechce Pani przysłać filmiki lub fotki i synek stanie się kolejnym „globalnym dzieckiem” w naszej „globalnej gromadce”?

      Pozdrawiam serdecznie

  17. Alicja pisze:

    Witam,

    Bardzo dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Rozpoczniemy zatem od kart. Oczywiście dołożę wszelkich starań by była to zabawa, jeśli synuś nie będzie zainteresowany odłożę zabawę na pewien czas.
    Chodzi mi głównie o rozwój malucha (pamięć, kreatywność, spostrzegawczość), a nie konkretnie o to by umiał czytać dlatego też prezentowane przez Panią sposoby bardzo mi się podobają:) Co nie zmienia faktu, że jeśli będzie rozpoznawał słowa nie będzie to wielka satysfakcja i mobilizacja.
    Czytam powoli Pani bloga i coraz bardziej się do niego przekonuję. Będę co jakiś czas pisała o postępach, ale przy tak malutkim dzieciątku pewnie trzeba będzie na nie dłużej poczekać:)

    Pozdrawiam,
    Alicja

    • MT-K pisze:

      Tak właśnie trzeba podchodzić do zabaw w czytanie. Bardzo trafnie to Pani ujęła – ma być dużo radosnej zabawy, mają się rozwijać funkcje intelektualne maluszka i będziemy się razem cieszyć kiedy Pani roczniak (no, może półtoraroczniaczek) zapytany: – Gdzie jest kot? – poda/pokaże właściwą planszę. Pokaże! Ma Pani gwarancję na piśmie! Proszę się odzywać, będę wyglądać wieści od Pani.

      Pozdrawiam ciepło

  18. Alicja pisze:

    Cieszę się, że jest takie forum bo pewnie po drodze będę miała pytania i nie pozostaną bez odpowiedzi:)
    Karty już zamówione i zastanawiam się w jaki sposób je prezentować. Bo nie jestem w stanie sprawdzić, który wyraz dziecko zapamiętało bo jeszcze długo będzie za małe na wskazywanie. Czy mam wprowadzić 5 kart czy lepiej takiemu maluchowi mniej na początek. No i co zrobić jak karty się skończą? Czy mam sama drukować karty z innymi wyrazami czy „wałkować” te karty, aż do momentu kiedy syn będzie umiał wskazać kartę?
    Alicja

    • MT-K pisze:

      Pani Alicjo,

      proszę sobie wybrać 3 karty i pokazywać je maluszkowi 2 razy dziennie, wyraźnie wymawiając słowa, przez 3-4 kolejne dni. Potem może Pani podmieniać plansze po jednej lub zmienić cały zestaw. Jeśli Pani zapomni o drugiej prezentacji, albo będzie zajęta, albo zmęczona… to nic. Proszę sobie odpuścić i nie mieć poczucia winy.

      W zestawie jest 139 plansz. Gdy dojedzie Pani do końca, proszę zacząć od początku. Sześciomiesięczna Antosia – jak wynika z relacji jej mamy – już wyraźnie reaguje na słowo: mama (pozytywnie), miś (pozytywnie), odkurzacz (negatywnie). Niektóre z tych reakcji widać na filmiku. Myślę, że jako mama szybko zorientuje się Pani, które z brzmień zostawiło w pamięci synka ślad, bo – jak nikt – będzie Pani znała jego reakcje.

      W pierwszym roku życia proszę synkowi pokazywać tylko rzeczowniki, bo mają obrazki. Można to robić w ten sposób, że pokazuje Pani najpierw stronę z obrazkiem i odczytuje napis, po chwilce drugą stronę (bez obrazka) i odczytuje napis ponownie.

      Zawartość pudełka z planszami zwykle wystarcza dziecku by nauczyło się czytać z czasem nieznane teksty. Wśród plansz są bowiem różne części mowy, które pozwalają na tworzenie przeróżnych zwrotów 2-, 3-, 4-wyrazowych. Wyrazy można zestawiać z sobą w różnych konfiguracjach. Kiedy synek będzie miał 2 – 2,5 roku wystarczy dodrukować tylko wyrazy ważne dla malca – jego imię, imię domowego zwierzaczka, nazwę ulubionej zabawki czy potrawy.

      Postaram się, by żadne Pani pytanie nie pozostało bez odpowiedzi… 

  19. Alicja pisze:

    Pani Mario,

    Mam jedno pytanie odnośnie odczytywania. Mam przeczytać synkowi te plansze tylko raz i pokazywać mu je szybko? Czy jedna sesja to kilka powtórzeń?

    Alicja

    • MT-K pisze:

      Nie, nie szybko Pani Alicjo. Zwyczajnie. Pokazuje Pani małemu planszę z obrazkiem i czyta wyraźnie: sok. Potem trzeba ją obrócić na drugą stronę, gdzie obrazka nie ma tylko sam napis i znowu wyraźnie, wesoło i z entuzjazmem (ważne!): sok. I następna plansza. Powtarzać nie trzeba. Na koniec koniecznie trzeba wycałować brzuszek. Albo łepek. Albo buźkę – jak na filmiku z Antosią… 🙂

  20. Anna pisze:

    Musze wiecej dowiedziec sie i tej metodzie..
    mam takie pytania do autorki:
    -czy czytanie bajek ( calkiem normalnych ksiazeczek )dziecku przed snem praktycznie od poczatku jest w takim razie błędem?
    – i drugie: zdaniem naszego pediatry(mieszkamy w niemczech) telewizje i rowniez bajki nie powinny ogladac dzieci min do 3 lat a najlepiej zeby skonczyly piaty rok zycia a wtedy po 10-15min kazdego dnia max ze wzgledu na zly wplyw/ ta duzo informacji na raz.My stosujemy sie do tego nie wiem jeszcze jak dlugo. Teraz maly ma prawie 2 lata.Jakie jest pani zdanie na ten temat?

    • MT-K pisze:

      Pani Aniu,

      czytanie dzieciom to jedna z najcudowniejszych rzeczy, którą rodzic może ofiarować dziecku. Od najmłodszych lat owo czytanie buduje więź z książką i rodzicami. Na zabawy w czytanie globalne można się zdecydować albo nie. Pozbawienie czytania w ogóle to pozbawienie ogromnie ważnego elementu dzieciństwa.

      Co do tv to jestem jej przeciwnikiem. Sama nie oglądam telewizji wcale. Szkoda mi życia. Kiedy odwiedzają nas wnuki mąż nie włącza telewizora. Gramy w gry planszowe, w scrabble, w kości i karty. Czytamy. Wyświetlam im bajki z rzutnika. Ale nie uważam, żeby 10 czy 15 minut zabawnej lub edukacyjnej oglądanki mogło dziecku zaszkodzić. Rzecz sprowadza się do tego, by dawkować dzieciom telewizję z umiarem i nie zastępować nią kontaktów z maluchem. Po prostu należy mieć kontrolę nad tym co i ile dziecko ogląda.

      Pozdrawiam.

  21. Monika pisze:

    Dzień dobry Pani Mario,
    mam pytanie czy istnieje możliwość konsultacji z Panią poza forum? Wydawało mi się, że gdzieś widziałam Pani adres e-mail, ale w tej chwili nie mogę przypomnieć sobie gdzie.

    Serecznie pozdrawiam

  22. Agnieszka pisze:

    Witam serdecznie
    Jestem mamą dwuletniej Oli. O czytaniu globalnym słyszałam dużo, zwłaszcza, że jestem pedagogiem specjalnym. Jednak do tej pory nie stosowałam tej metody w praktyce. Chcę zacząć z córką. Ola w ostatnim czasie zaczęła dużo mówić. Formułuje proste zdania.Nie wiem zatem, czy zestaw To ja ci mamo poczytam zero powinnam wprowadzać. i czy w ogóle zacząć od książeczek? Doszłam do wniosku, iż na początku wprowadzę kilka napisów na rzeczy najbliższego otoczenia. Będziemy czytać w formie zabawy. Jeśli córka podejmie aktywność wprowadzę „Zestaw do nauki czytania”.

    • MT-K pisze:

      Bardzo dobra kolejność. Najpierw napisy na sprzęty w domu, potem zabawy zestawem, jako ich uzupełnienie (jednocześnie, ale w odstępie paru godzin) „poziom O” serii „To ja ci mamo poczytam” (onomatopeje). Zestaw wystarczy na długo, a po „zaliczeniu” poziomu „O” polecam książeczkę „Jaś i Maja” – jak stworzona dla dwulatki i tak skonstruowana, że córeczka szybko ją mamie przeczyta.
      Bawcie się z radością, i odezwijcie, jak Wam idzie…

      Pozdrawiam

  23. Agnieszka pisze:

    Witam.
    Bawimy się w czytanie od kilku dni. Czytają z nami lalki misie. Biegamy po mieszkaniu szukając kart. Zabawa świetna. Stosujemy zarówno same napisy jak i zdjęcia z podpisami, tutaj zainspirował nas blog Świat Zosi w pigułce. Zrobiłyśmy książeczkę ze zdjęciami Oli i członkami rodziny. Dziękujemy bardzo za inspirację.
    Mamy jednak problem z dostępem do materiałów Wydawnictwa Pentliczek. Ciągle czytamy, „niedostępne’. Czy wiadomo coś na temat dodruku?
    Pozdrawiamy mama i Ola 🙂

    • MT-K pisze:

      Pani Agnieszko,

      bardzo, bardzo się cieszę, że połknęłyście bakcyla. I że robicie to w ruchu, wespół z lalkami i misiami. Tak trzeba. Zapraszam do opisania zabawy/zabaw w ramach II Konkursu Jesiennego.

      Co do braków w serii – wiedziałam, że od pewnego czasu nie ma książeczek z poziomu 0 i 1 w sklepie Wydawnictwa. Sądziłam jednak, że są dostępne w innych internetowych sklepach. „Przeleciałam się” po paru i – niestety – też nie ma. Nie mogę powiedzieć kiedy znowu będą w sprzedaży (proszę zapytać wprost w Pentliczku). Mogę jednak spokojnie polecić „Jasia i Maję”, Ola nie powinna być rozczarowana. Będę czekać na dalsze relacje, a teraz pozdrawiam serdecznie, bawcie się dalej i niech Wam te zabawy sprawiają mnóstwo radości…

  24. agata pisze:

    chce zakupić zestaw jaka jest oferta? w jaki sposób mogę zamówić?

  25. Ewa pisze:

    Pani Mario,

    mam dwie cóeczki 4 i 6 lat, ta druga już uczy się literek i głoskowania, czymimo to mogę włączyć czytanie globalne, czy będzie to zbyt duże zamieszanie. Córka czyta już proste, krótkie wyrazy na zewnątrz, które są napisane dużymi literami i ogólnie często pyta o różne napisy, kiedy jesteśmy na spacerze. Będę wdzięczna za odpowiedź i pozdrawiam

    Ewa

    • MT-K pisze:

      Pani Ewo, czytanie globalne nigdy i na żadnym etapie zaszkodzić nie może. Tyle, że trudno bawić się w nie z dzieckiem, które już zna litery. Jest to – jak sama nazwa wskazuje (globalne inaczej to całowyrazowe) – czytanie całych wyrazów, zapamiętanie ich wyglądu. Jeśli dziecko zna litery – zaczyna pokazany wyraz czytać po literce (głoskować). Ale proszę spróbować. Może dać starszej córeczce na początek dość długie i trudne wyrazy typu: komputer, laleczka, lizaczki, koszyczek itp. Najlepiej nazwy czegoś co lubi. W czytaniu globalnym trudność i długość wyrazu nie mają znaczenia, a córkę może to zniechęcić do głoskowania. Wyrazy proszę pisać małymi drukowanymi literami (komputer, nie KOMPUTER) – wielkość czcionki ok. 140-160 punktów. Dla sześciolatki czcionka nie musi być aż tak duża, ale na Wasze zabawy załapie się z pewnością i młodsze dziecko. I proszę pamiętać – czynnik psychologiczny (śmiech, radość, uznanie dla dziecka, oklaski, całusy, i krótki czas trwania zabawy) jest w czytaniu globalnym najważniejszy.

      Zyczę powodzenia 🙂

  26. Ania pisze:

    Dzień dobry Pani Mario,
    Jestem mamą 2 letniego Jasia. W naukę czytania globalnego bawimy się od marca tego roku. Jaś jest dzieckiem, które nie ma problemu z koncentracją. Dużo czytamy, układamy puzzle. Po otrzymaniu zestawu do czytania wprowadziliśmy następujący plan: dwa, trzy razy dziennie pokazywałam synkowi 9 kart. Następnie co dwa dni wymieniałam 3 karty na nowe. Zgodnie z tym co przeczytałam w poradniku pokazywanie trwało bardzo krótko. Nie sprawdzałam też czy Jaś zapamiętuje pokazywane wyrazy. W tej chwili zakończyłam pokazywanie wszystkich rzeczowników z zestawu. I tu postanowiłam sprawdzić czy Jaś coś zapamiętał. Wróciliśmy do wyrazów z początku i mam wrażenie, że mały niewiele zapamiętał. W związku z tym mam pytanie czy gdzieś popełniłam błąd. Wiem, że według metody Domana nie sprawdzamy dzieci. Z pełnym zaufaniem do mojego synka, do tej pory pokazywałam mu radośnie wyrazy wierząc, że jest w stanie je zapamiętać. Teraz chciałabym zacząć od początku. Proszę więc o radę. Czy zmniejszyć ilość pokazywanych wyrazów i nie wprowadzać nowych dopóki mały ich nie zapamięta? Zapomniałam dodać, że Jaś już mówi i zawsze powtarzał oglądane słowa. A może zrobić jeszcze jedną rundę bez sprawdzania?
    Pozdrawiam Ania

    • MT-K pisze:

      Dzień dobry Pani Aniu,

      klasyczna metoda Domana nie sprawdziła się. Zachęcam do lektury tej strony (pomalutku, po kawałku, teksty moje i rodziców). Proszę zacząć zabawę od dwóch kart. Kiedy Jaś nauczy się je rozpoznawać (jak najbardziej sprawdzać stopień przyswojenia, byle w zabawie i z ruchem – kupując plansze, sprzedając, wożąc je autkiem w drugi koniec pokoju, przesuwając pod drzwiami, prosząc by Jaś skoczył na wybrany przez Panią wyraz itp.) proszę zrobić święto – uściskać go, bić brawo, ucałować – tworzymy w ten sposób korzystny dla tych zabaw klimat. Potem można dołożyć trzecią kartę, za dzień czy dwa kolejną. Stopniowo podmieniać jedną starą na nową. W mojej wersji metody stokroć ważniejszy jest czynnik psychologiczny od ilości opanowanych wyrazów. Stopniowo pamięć fotograficzna synka będzie się rozwijać i zapamiętanych wyrazów zacznie przybywać. Pokazywanie rzeczywiście ma być krótkie – najpierw strona z obrazkiem i wyraźne przeczytanie słowa (tylko słowa, bez żadnych: – Tu jest napisane…), potem druga strona, bez obrazka. Ale nie należy przesadzać z tempem.

      Teksty na stronie wyjaśniają dlaczego nie należy przeprowadzać wielu sesji dziennie, dlaczego nie trzeba ich prowadzić gdy nie mamy na to ochoty, dlaczego można (a nawet trzeba) sprawdzać czy dziecko pamięta wyrazy, czemu nie wolno mówić: – To wyraz… albo: – Tu jest napisane…. Dlaczego ważne jest by zabawy były króciutkie i kończone gdy dziecko jeszcze chciałoby się bawić. Czemu ma być w ich trakcie mnóstwo śmiechu i radości i co to jest „prysznic emocjonalny”. Nie sposób napisać tego w jednym liście. Bardzo gorąco zapraszam do poczytania, do obejrzenia filmików, do zapoznania się z doświadczeniami innych rodziców. I do pozostania w kontakcie. Będę czekać na kolejne relacje jak Wam idzie. Być może Jaś zasili naszą „globalną rodzinkę” i będziemy dostawać wiadomości, filmiki i fotografie z Waszych zabaw? Byłoby wspaniale!

      Pozdrawiam serdecznie

  27. Magdalena pisze:

    Witam Panie Mario,
    Chciałabym zacząć uczyć swojego19miesiecznego synka czytać.Zakupilam zestaw firmy magwords z literkami magnetycznymi i zaczęłam wg ścisłych zaleceń domana jednak synek nie bardzo skupia się na wyrazach.przez pierwsze kilka dni chciał jeszcze jednak po 7 dniach zauważyłam że traci zainteresowanie.zastanawiam się więc nad zestawem który Pani oferuje może byłby ciekawszy
    ? Boję się żeby go nie zniechęcić.pozdrawiam

    • MT-K pisze:

      Pani Magdo, chwalę Panią ze wszystkich sił za te obawy przed zniechęceniem synka. Bo zniechęcić można szybko, odkręcić to potem ciężko, oj – ciężko. W proponowanej przeze mnie wersji czytania globalnego sesje MUSZĄ być krótkimi, radosnymi zabawami, by stworzyć „parasol pozytywnych emocji”. Ważniejsze jest – moim zdaniem – nastawienie dziecka do procesu czytania niż moment, w którym zacznie czytać. Zresztą czytanie (prawdziwe – nieznanych tekstów) zacznie się kiedyś tam, samo i przy okazji, w tle niejako.

      Literki magnetyczne są dobrym zakupem, ale wykorzystacie je nieco później. Na razie proponuję plansze obrazkowo-wyrazowe, ponieważ rysunki znanych dziecku przedmiotów przykuwają jego uwagę. Z maluszkiem w wieku Pani synka można zacząć zabawę z 2 planszami, jeśli po 2-3 dniach zapyta Pani: gdzie jest „miś”? (dla przykładu), a mały wybierze misia z dwóch plansz (odwróconych obrazkiem do dołu), można spróbować dołożyć trzecią. Ale nie więcej. I co 2-3 dni podmieniać jedną. A z pozostałymi robić to wszystko, co znajdzie Pani na stronach – skakać po nich, wyciągać je z torby, koszyka, spod chusty, koca i odczytywać (jeśli malec mówi), albo po prostu prosić o wskazanie planszy z określonym wyrazem. Jeśli chłopczyk będzie sobie podglądał obrazek i odwracał planszę – nie robimy z tego problemu.

      Tak, znam metodę Cudowne dziecko. Bazuje na klasycznym Domanie, czyli najpierw duże czerwone litery, potem czarne, nieco mniejsze, zwroty, zdania krótkie, rozbudowane. I książeczka indywidualna. Zgodnie z zaleceniem Domana p. Czerska nie każe sprawdzać czy dziecko opanowało i zapamiętało wyraz, ale powiem szczerze – to się nie sprawdza w praktyce, bo dzieci wyskakują ze skóry, by się pochwalić, że potrafią przeczytać wyraz. Uważam, że tej radości i satysfakcji blokować nie ma sensu, tym bardziej, że chcemy je przecież pochwalić, wyściskać, wycałować, pokazać co potrafi przed tatą, babcią, przyjaciółką. Takie chwalenie się jest znakomitą sposobnością do utrwalania wyrazów, toteż absolutnie tego nie zabraniam, wręcz zachęcam. Jeśli p. Czerska wprowadziła jakieś modyfikacje, o których nie wiem to i tak się nie dowiem, bowiem zaprasza uprzejmie do skorzystania ze szkoleń i warsztatów. Autorka, co prawda nazywa swoją metodę „Cudowne dziecko” i uważa, że to odrębna metoda nauki czytanią, ale to – podobnie jak moja wersja – zmodyfikowany i dostosowany do polskich warunków Doman. Myślę, że w sumie obie metody (moje czytanie globalne i czytanie p. Czerskiej) są podobne, tyle że p. Czerska bardziej trzyma się zaleceń Domana – czytać codziennie i systematycznie, zaczynać od dużych czerwonych liter, nie sprawdzać czy dziecko opanowało wyraz itp. Tyle mogę powiedzieć.

      Bawcie się zatem i proszę się kiedyś tam odezwać i opowiedzieć jak Wam idzie… Pozdrawiam serdecznie…

  28. Magda pisze:

    Witam,dziękuję za bardzo szybką i wyczerpującą odpowiedź.zamówiłam juz zestaw i książeczki(poziom od 2roku zycia).powiem szczerze że zastanawiałam się nad wyborem pomiędzy zastawem do czytania który Pani proponuje a zestawem od Pani Czerskiej jednak Pani wydaje mi się ciekawszy dla mojego rozbieganego synka☺Pani Czerska zniechęca mnie również cenami szkolenia i tym ze chyba nie wierzy ze my mamy bez szkolenia możemy dać radę uczyć nasze pociechy.przeczytałam również Pani bloga prawie w całości,zamówiłam książkę czytanie globalne po polsku myślę,że zaczerpnelam wystarczajaco wiedzy aby zacząć zabawę. Teraz czekam z niecierpliwosciaę na zestaw.Bedę odwiedzać Pani bloga,chcę również podziękować,ze są jeszcze tacy ludzie jak Pani dla,których nie są najważniejsze zyski i dzieli sie Pani ogromem wiedzy nieodplatnie poprzez bloga. liczy się człowiek to jest w dzisiejszym zwariowanym świecie niestety rzadkosc.pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję.

    • MT-K pisze:

      Pani Magdo, dziękuję za wszystkie dobre, ciepłe słowa. Nie mogłam sobie wymarzyć milszego noworocznego upominku… 🙂

      Niemal ćwierć wieku doświadczeń przekonało mnie o tym, że mamy, które są dociekliwe i chce im się poszperać, poczytać, poszukać – potrafią uczyć swoje dzieci wcale nie gorzej niż te, które zaliczyły warsztaty. Prowadzę je również – dla rodziców i nauczycieli, zawsze jednak mam niedosyt, bo wydaje mi się, że mimo 4 – godzinnego „nadawania” wiele rzeczy mi umknęło. Całą resztę można jednak znaleźć na stronie, nie ukrywam niczego na płatne spotkania.

      Proszę na adres makak@v.pl przesłać mi swój adres pocztowy, wyślę Pani poradnik „Czytanie globalne po polsku”, nakład jest aktualnie wyczerpany.

      Pozdrawiam i czekam na relacje jak Wam idzie…

  29. Dominika pisze:

    Dzień dobry Pani Mario,

    Zaczynam z moją córeczką „zabawę w naukę czytania”. Mamy zestaw kart i książeczek z poziomu 1. Zuzia ma 2l i 10 mcy. Niestety, instrukcja dołączona do kart jest dosyć lakoniczna i mimo, iż przeczytałam większość tego bloga już po pierwszym dniu nasunęło mi się kilka pytań. Zaczęłyśmy od prezentacji 3 kart. Najpierw strona z obrazkami, później bez. I tu pojawiają się pytania:
    1. Czy już po pierwszych sesjach (dniach) bawić się zaprezentowanymi kartami? Czy odwracać do góry napisami i prosić o pokazanie gdzie co jest?
    2. Czy codziennie pokazywać te same karty, dopóki nie okaże się się dziecko którąś zapamiętało? Boję się, że Zuzka znudzi się tymi samymi kartami, zanim zdąży je zapamiętać.
    3. Co zrobić z zapamiętanymi kartami? Czy wymyślać zabawy z nimi wszystkimi, dawać dziecku swobodnie do zabawy wszystkie i pozwalać na spontaniczną z nimi aktywność czy też trzymać poza zasięgiem dziecka i wydzielać tylko kilka do zabawy?
    4. Czy prezentowanie 3 kart wystarczy, czy też z czasem dołożyć jedną czy dwie i prezentować po 5? Nie wiem jaka ilość jest odpowiednia dla prawie 3-latki?
    5. Czy mogę już na początku pokazać córce książeczki (obowiązuje jakaś kolejność?) i czy te książeczki mogą dołączyć do reszty innych na półce i mogą być czytane dowolną ilość razy w zależności od chęci dziecka czy też mają być schowane i proponowane dziecku od czasu do czasu?

    To chyba tyle pytań „na gorąco”. Nie czuję presji w temacie czytania, nie mam w głowie harmonogramu kiedy i co córka powinna opanować, chciałabym żeby to było urozmaicenie naszych codziennych zabawi przy okazji zajęcie które rozwinie córkę; chodzi mi głównie o to, żeby na początku nie popełnić jakichś błędów, przez które Zuzia mogłaby się do czytania globalnego zniechęcić. Na razie podchodzi do tego z entuzjazmem i sama przychodzi i prosi „mama, bawimy się w czytanie?” 🙂 Więc jesteśmy chyba na dobrej drodze, tylko potrzebujemy kilku wskazówek.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Dominika

    PS. Widziałam, że posiada Pani wersję elektroniczną książki „Czytanie globalne po polsku”, z racji tego, że książka ta nie jest nigdzie dostępna czy istnieje szansa, że i mnie wyślę ją Pani na maila? Czy jest to bardziej obszerny przewodnik po metodzie?

    • MT-K pisze:

      Dzień dobry Pani Dominiko,

      postaram się rozwiać Pani wątpliwości.
      Ad.1 Tak, z trzylatką można już tego samego dnia pobawić się w „czytanie”. Jeśli mała dobrze mówi, może sama odczytać napisy (jeszcze lepiej by zrobiła to np. ulubiona przytulanka), jeśli mówi słabo – należy poprosić o pokazanie wybranego wyrazu.
      Ad.2 Bystra trzylatka już po jednym, dwóch dniach zapamięta owe 3 karty. Proszę podmienić jedną starą na nową i robić te podmianki w tempie, które nie pozwoli dziecku się znudzić.
      Ad.3 Niekiedy do nich wracać, niekiedy dać córeczce wszystkie (kiedy zrobicie np. sklep), innym razem wybrane, bo Wam do tematycznej zabawy będą potrzebne takie nie inne – tu jest miejsce na inwencję rodzica, nie ma sztywnych reguł.
      Ad.4 Na początek wystarczą 3. Moim zdaniem lepiej operować trzema i częściej podmieniać niż pięcioma. Ale proszę spróbować jaka ilość lepiej Wam się sprawdza.
      Ad.5 Książeczki mogą być czytane na dobranoc, albo w aucie, albo… w dowolnym miejscu i czasie. Istotne jest, by pokazywać dziecku czytany wyraz. Wówczas wystąpi element czytania globalnego – zapamiętywanie grafiki wyrazu. Kolejność dowolna.

      Pani filozofia jest najzdrowsza w świecie. Czytanie ma być zabawą, dziecko ma się do niej garnąć. Tworzenie pozytywnego „prysznica emocji” jest tu ważniejsze od ilości zapamiętanych wyrazów. Przerwy nie przeszkadzają. Harmonogram niepotrzebny!

      Bardziej obszerny przewodnik („Czytanie globalne po polsku”) jest – zdaje się – nie do kupienia. Koniec nakładu. Ale, Pani Dominiko, szczegółowe wytyczne naprawdę nie są potrzebne. Potrzebny jest za to dość duży margines swobody by rodzice sami dostosowywali rodzaj zabaw, tempo zmiany kart, ilość sesji, przerwy w zabawach itp. do temperamentu i możliwości swego dziecka. Na tym etapie jedyne błędy jakie można popełnić to uczenie dziecka liter i zanudzenie go zbyt długimi zabawami.

      Jeśli odszukam elektroniczną wersję „Czytania globalnego po polsku” – prześlę ją Pani.

      Pozdrawiam, trzymam kciuki i czekam na relacje… 🙂

  30. Karina pisze:

    Witam mam siedmioletnia corke ktora rozpoczela szkole jako szescioletek i mam problem poniewaz na wszystkie sposoby nie potrafie zaszczepic w niej czytania i w zwiasku z tym sa problemy w szkole poniewaz to juz druga klasa a ja niewiem co mam zrobic zeby corka zachecila sie do nauki boje sie ja zniechecic probowalam juz chyba wszystkiego prosze pomocy

    • MT-K pisze:

      Pani Karino,
      żeby akcja się powiodła trzeba popracować nad tym, by córeczce czytanie kojarzyło się jak najlepiej. Toteż w atmosferze spokoju i radosnego oczekiwania, po wieczornym myciu, ułóżcie się wygodnie i proszę poczytać małej książeczkę do czytania globalnego z dużą czcionką. Może to być któraś z poziomu II serii „To ja ci mamo poczytam”, albo z serii „Czytam globalnie”. Każdy czytany wyraz proszę koniecznie pokazywać córeczce palcem. Po kilku dniach mała zechce sama (albo na Pani prośbę) przeczytać książeczkę Pani, bowiem treść tych książeczek błyskawicznie wchodzi do głowy. Oczywiście trzeba córkę chwalić przed kim się da, tulić i obsypać buziakami.
      Potem możecie spróbować transakcji wiązanej. Córka poczyta Pani, albo Pani poczyta jej, ale najpierw niech spróbuje ok. 5 minut poczytać w swojej szkolnej książce. Dłużej nie ma sensu. Można także posadzić małą na kwadrans do komputera, napisać jej dużymi czcionkami (140 punktów i pogrubionymi) kilka wyrazów /np. imiona lubianych koleżanek, rodziców, nazwy zabawek czy lubianych potraw – tylko proszę nie pisać wszystkiego dużymi, drukowanymi literami, duże mają być tylko tam, gdzie trzeba. Nie ASIA a Asia/. Niechaj córka przepisze te wyrazy. Niech napisze kilka swoich. W ten sposób dokonują się ćwiczenia z analizy wzrokowej. Idźcie wspólnie do księgarni. Niech córka kupi sobie wybraną książeczkę (krótką, z dużą czcionką). Jednym słowem trzeba najpierw popracować, by córeczka pokochała czytanie, potem można oczekiwać rezultatów.
      Pozdrawiam i proszę dać znać jak Wam idzie…

  31. Beata pisze:

    Witam! mam pytanie natury technicznej,czytamy globalnie z moja coreczka ktora ma 20 miesiecy,robimy to juz od roku,wszystkie rzeczowniki w zestawie mamy przerobione,nie wiem co dalej,ukladamy krotkie zdania z czasownikiem i przymiotnikiem,ale nie wiem jak to robic prawidlowo,czy zdania ukladac rozne,korzystajac ze wszystkich rzeczownikow,czy dane zdanie albo dwu-wyraz powtarzac przez kilka dni?Prosze o wskazowki.Pozdrawiam!

    • MT-K pisze:

      No, no, niesamowite jesteście! Wszystkie rzeczowniki w zestawie z niespełna dwuletnią damą… Nie mogłaby Pani podesłać jakiegoś filmiku? Co do technicznych wątpliwości to proszę zdać się na swoją intuicję. To naprawdę nie ma znaczenia czy przez kilka dni z rzędu przeczytacie „pies śpiewa” czy też za każdym razem będzie to inny pies (pies wesoły, duży pies). Konfiguracje mogą być przeróżne i próbujcie co Wam bardziej pasuje. Przy opanowanych rzeczownikach już kilka czasowników i przymiotników pozwala na przeróżne zestawienia. Ważne, by za każdym razem była to wesoła zabawa.
      Aż trudno uwierzyć, że potraficie aż tyle, choć niejedno widziałam.

      Pozdrawiam serdecznie… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *