Globalne czytanie po zosiowemu…

Pani Iza, która dała się już poznać użytkownikom strony jako nauczycielka w Ognisku Polonijnym w Genewie, dziś występuje u nas jako mama 2-letniej Zosi, która dziarsko wkracza w świat czytania globalnego. Przeczytajcie, obejrzyjcie filmik, zachwyćcie się…

Na początku kilka słów o samej metodzie czytania globalnego. W bardzo dużym skrócie, metoda polega na pokazywaniu dziecku plansz z wyrazami. Dziecko bez znajomości liter zarejestruje taki wyraz jak obrazek. Jeżeli pokażemy dziecku albo rysunek psa, albo planszę z napisem „pies”, to ono w obu przypadkach zapamięta to jako „pies”. Główną zasadą, jaką należy się kierować to radość ze wspólnie spędzonego czasu.

Dlaczego postanowiłam czytać z Zosią globalnie? Szczerze mówiąc, przez myśl mi nie przyszło, że Zosia nauczy się w ten sposób czytać. W dalszym ciągu zdaję sobie sprawę, że prędzej czy później zaczniemy stosować metodę analityczno-syntetyczną. Czego więc oczekiwałam od tej metody? Najważniejsze było i w dalszym ciągu jest stymulowanie jej rozwoju oraz wzbogacanie słownictwa. Ponieważ mieszkamy za granicą zależy mi, żeby Zosia miała w domu, jak najczęstszy kontakt z językiem polskim.

Nasze czytanie zaczęło się gdy Zosia miała 13-14 miesięcy. Zaczęłam z gotowym zestawem, który został stworzony zgodnie z zaleceniami Glenna Domana. Wielkie prostokątne plansze z dużymi wyrazami wypisanymi czerwonymi literami. Czytałyśmy według wytycznych kilka miesięcy. Efekty trudno było ocenić, bo Zosia wtedy niewiele mówiła. Liczba sesji zmieniała się w zależności od jej chęci do nauki i naszych nastrojów. Pewnego dnia zauważyłam, że Zosię przestały wyrazy interesować i za każdym razem  przy ich pokazywaniu odwraca głowę. Stwierdziłam, że czas zrobić dłuższą przerwę. Zestaw odszedł w zapomnienie na 2-3 miesiące.

Około miesiąca temu nastąpił przełom. Zosia siedziała i „czytała” książki. Podeszłam do niej i zaczęłyśmy taką rozmowę:
Mama: „Zosia czyta?”.
Zosia: „Cita”
Mama: „Chcesz się pouczyć czytać?”
Zosia: „Tak”
Mama: „To chodź, pokażę ci specjalne karty. Będziemy czytać”.

Zosia z zapałem sama pobiegła do pudełka z wyrazami i czekała w gotowości.

Tym razem postanowiłam naszą naukę dostosować do naszych potrzeb i możliwości. W ten sposób powstało globalne czytanie z zosiowymi modyfikacjami. Wygląda ono mniej więcej tak…

W poniedziałek wybieram zestaw 10 wyrazów. Staram się, żeby to były wyrazy, które Zosia umie mniej więcej wypowiedzieć, rozumie i lubi. W każdym tygodniu wybieram najczęściej nowe słowa. Czasami jeśli widzę, ze któreś z prezentowanych słów sprawia Zosi trudność, to też trafia do tego zestawu. Następnie przez 5-6 dni w wolnych chwilach czytam z Zosią wyrazy i wykorzystuję je w czasie zabaw lub codziennych czynności np. kiedy Zosia pije sok, pokazuję wyraz „sok”.
Najczęściej przez pierwsze 3-4 dni czytam ja, a później pozwalam Zosi czytać samodzielnie i powtarzam po niej wyraz wymawiając poprawnie . Gdy widzę, że wyrazy z gotowego zestawu Domana są już opanowane, drukuję je mniejszą czarną czcionką na komputerze. Zosia płynnie przechodzi do coraz mniejszej czcionki. Ostatnio nas całkowicie zaskoczyła, bo przeczytała bardzo małe wyrazy na kartach, których jej nigdy nie pokazywałam.

Taka metoda sprawdza się u nas rewelacyjnie. Zosia sama codziennie rano biegnie, siada na pufie i każe sobie pokazywać wyrazy. Efekty przechodzą moje najśmielsze wyobrażenia. W tak krótkim czasie Zosia opanowała około 40-50 słów. Z pewnością będziemy kontynuować czytanie tą metodą – na razie nie planuję uczyć Zosi literek. Mam nadzieję, że w przyszłości w sposób płynny przejdzie do czytania analityczno-syntetycznego.

Poniżej filmik, na którym próbowałam uwiecznić postępy Zosi.

590f868dd459

Nie, to nie jest praca konkursowa. To dowód na to jak mądrze można wpleść elementy czytania globalnego w różne inne zabawy. W tym wypadku Pani Iza, mama 2-letniej Zosi, urządziła córeczce pudło sensoryczne (do doskonalenia zmysłów – dotykania, wąchania, oglądania, słuchania, hmm…może smakowania także?). W pudle, prócz różnych pogodowych składników znalazły się także kartki z napisami, które dziewczynka (sama, albo z pomocą mamy, to bez znaczenia) przyporządkowała elementom. Osobiście zachwyciłam się mgłą, a Wy?

 

Nasze pierwsze pudełko sensoryczne z prawdziwego zdarzenia. Do tej pory Zosia dostawała koszyczki z rzeczami powiązanymi tematycznie. Tym razem postanowiłam zaszaleć. Szaleństwo się opłaciło. Cisza i spokój przez pół godziny. Czego mogłabym chcieć od życia więcej? 🙂