Konkurs Jesienny II – Agnieszka Szajek

Z przyjemnością prezentuję baaardzo sympatyczny,  pełen ciepłych słów list Pani Agnieszki Szajek, mamy dwuipółletniego Bartusia oraz kilkumiesięcznego Dominika. To kolejna mama z tych, które są zwolenniczkami czytania globalnego, stosują je w swoich domach, dostrzegają jego pozytywne efekty i starają się, by sesje były urozmaiconymi, pełnymi radości zabawami.

Oto list Pani Agnieszki:

Dzień dobry Pani Mario,

mam nadzieję, że zdążę odpowiedzieć na Pani hasło konkursowe 🙂 Niestety od dwóch tygodni walczymy z wirusami przyniesionymi przez Bartka ze żłobka, no i niestety obecnie wszyscy jesteśmy w kiepskiej kondycji, dlatego tak na ostatnią chwilę piszę.

Pani Mario, bardzo spodobało mi się wymyślone przez Panią hasło konkursowe, gdyż zmusiło mnie ono do pewnej refleksji i analizy naszych zabaw w czytanie.

No i właśnie, myślałam, kombinowałam, z mężem dyskutowałam … i doszłam do wniosku, że w naszym domu czytanie globalne jest (a raczej musi być) tak różnorodne, że nie jesteśmy przedstawić tej jednej jedynej zabawy. Po prostu, nasze zabawy są tak zmienne tematycznie, jak zmienne są zainteresowania dwuletniego dziecka.

Obecnie Bartek „łyka” otaczający go świat i to co zobaczy i co go zainteresuje, to przenosimy do naszych zabaw. Miewa różne „fazy” 🙂 i zainteresowania i to wykorzystujemy:

– grabimy wyrazy tak jak grabione są liście przed blokiem,

– odkurzamy, bo uwielbia odkurzać i sprzątać,

– tata przepychał w domu rurę, a Bartuś za pomocą profesjonalnej gumowej przepychaczki przepycha wyrazy,

– wyrazy śpią w ręcznie zrobionym domku Boba Budowniczego (nowa mania :))

– naprawiamy wyrazy wszelkimi narzędziami z szafki taty,

– bawimy się w chowanego,

– ukochana żabka skacze po wyrazach,

– blender z kuchni mamy (to dopiero było odkrycie) naprawia wyrazy,

– Bartek uczy młodszego brata,

– podawanie wyrazów pod drzwiami,

– czytamy razem książeczki itp.

To co udało mi się wyciągnąć z domowego aparatowego archiwum przesyłam do wglądu 🙂 Bartek jest raczej „stonowanym” dzieckiem i o uśmiech trzeba się nieźle postarać, ale proszę mi uwierzyć, że bardzo lubi wszystkie te zabawy 🙂 A Dominik? Tutaj sprawa jest prosta – gdziekolwiek pokazujemy wyrazy, zawsze jest uśmiech 🙂

Zdaję sobie sprawę, iż tak naprawdę nie odpowiedzieliśmy na pytanie konkursowe i możemy być zdyskwalifikowani, ale no cóż, tak to u nas wygląda 🙂

PS Pani Mario, codzienne odwiedzam Pani blog, jestem uzależniona 🙂 Podziwiam tych wszystkich rodziców, których gromadzi Pani wokół siebie! W dni takie jak te, gdy po całym dniu z dwoma chorymi marudkami, z moim obolałym gardłem, dodaje mi Pani siły. Dziękuję.

Pozdrawiam

Agnieszka Szajek z Bartkiem i Dominikiem

A gdzieżbym tam miała Was dyskwalifikować. Że nie ma jednej ulubionej zabawy, a jest ich mnóstwo? Ciekawych i w takiej cudownej atmosferze? Tylko przyklasnąć Pani Agnieszko…

Tak naprawdę NIE  MA  ZNACZENIA  CO  ROBI  SIĘ  Z  WYRAZAMI, najważniejsze, że dziecko z nimi obcuje i ma możliwość zapamiętania ich wyglądu. Toteż mogą fruwać, chować się, być w naprawie i z wizytą, można po nich skakać i turlać się, chodzić z nimi do lekarza i sklepu… Ważne, by wspólne zabawy sprawiały radość, by działał „prysznic emocjonalny”,  reszta dokona się sama.

Dziękuję Pani Agnieszko, mam nadzieję, że spotkamy się w tym miejscu jeszcze nie raz…

220 total views, 2 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *