„M” jak mama…

Z listów i filmików rodziców bawiących się z dzieckiem w czytanie globalne wynika, iż często uczą swoje 2-, 3-letnie pociechy alfabetu metodą: „m” jak mama, „b” jak banan…

Bardzo chciałabym przed tym przestrzec.

Przed uczeniem alfabetu tak małych dzieci – po pierwsze.

Przed uczeniem liter metodą jak wyżej – po wtóre.

Dlaczego?

Czytanie globalne i znajomość alfabetu wykluczają się. Dziecko słyszy, że ta dziwna plątaninka kresek, kółek, laseczek to: „tata”, zapamiętuje to znaczenie i czyta: „tata”.

Dziecko, które nauczono liter nie przeczyta już całowyrazowo. Przeczyta: t-a-t-a, bo już wie jak się te litery nazywają. Co robi? Głoskuje.

Nauka alfabetu jest sensowna wobec starszych dzieci, które same dostrzegają, że wyraz zbudowany jest z liter, dopytuje się o te litery, próbuje je łączyć. Wówczas możemy zachęcić je do składania liter w sylaby i przeprowadzamy je przez okres głoskowania płynnie i bezboleśnie.

A ten sposób: „m” jak mama?

Pomyślcie. Wyodrębnianie pierwszej głoski w słowie ma sens w obecności dziecka, które samo potrafi pojąć istotę analizy wzrokowo-słuchowej i wyodrębnić tę pierwszą głoskę. Co z informacji: „b” jak banan zrozumie półtoraroczniak czy dwulatek? Że ten znaczek to banan? Że znaczek wygląda jak banan?

Pokazujcie małym dzieciom całe wyrazy, niechaj zapamiętują ich znaczenie i nie zaprzątają sobie małych główek alfabetem, który w tych główkach narobi bigosu…

https://i1.wp.com/i025.radikal.ru/0805/d4/9d03a5db521d.png?resize=143%2C126

246 total views, 6 views today

7 odpowiedzi na „„M” jak mama…

  1. Julia pisze:

    Dzień dobry,

    Chciałabym wprowadzić globalne czytanie do zabawy z moim 9 miesięcznym synem.
    Zastanawiam się jednak nad metoda krakowską- czytanie ucząc się sylab. Widziałam jak malutkie dzieci świetnie sobie radzą ucząc się metoda krakowską i zaczęłam się zastanawiać. Nie chciałabym namieszać- tak jak Pani pisze powyżej. Zastanawiam się jednak jak to będzie wyglądać w przyszłości – dziecko zobaczy wyraz, którego wcześniej nie poznało i nie będzie potrafiło go przeczytać, a znając sylaby przecież je przeczyta. Jak do tego podejść najpierw globalne czytanie a później sylaby czy cały czas globalne czytanie? Bardzo proszę o podpowiedź i z góry bardzo dziękuję.Pozdrawiam Julia

    • MT-K pisze:

      Pani Julio, każda metoda ma zwolenników i przeciwników. Czytanie globalne jest jedynie etapem wiodącym do czytania sylabowego. Jasne jest, że na początku zabaw, póki dziecko nie pozna liter, przeczyta tylko te wyrazy, które wcześniej widziało. Potem przychodzi zainteresowanie literami i uczymy dzieci składać je w sylaby, potem w wyrazy. Wtedy już czyta wszystkie wyrazy z ich odmianami.
      Jeśli chodzi o metodę krakowską – byłabym jej pierwszą i gorącą zwolenniczką, gdyby nie jedna rzecz. Dzieci uczą się sylab pisanych dużymi drukowanymi literami, co jest nielogiczne, bowiem jesteśmy otoczeni literami małymi. Duże stosujemy jedynie na początku zdania i w nazwach własnych. Niektóre litery w wersji małej i dużej (np. g-G, r-R, n-N, e-E) bardzo różnią się od siebie, toteż wyuczone czytania na dużych literach dziecko trzeba potem w zerówce, bądź w szkole uczyć od początku, zapoznając je z małą wersją liter.
      Powiem tak – najlepiej skontaktować się z rodzicami stosującymi jedną bądź drugą metodę. Albo poczytać na forach opinie i potem wybrać sobie to co do Pani bardziej przemawia. Proszę posłuchać swojej intuicji. Pozdrawiam serdecznie.

      • Julia pisze:

        Dziękuję bardzo za szybką odpowiedź:) Przeczytałam dokładnie Pani bloga i teraz wiem, że globalne czytanie to etap a później następuje nauka czytania sylabowego- nie wiedziałam jak to połączyć, teraz już wiem:) Zakupiłam już karty i rozpocznę z synem zabawę w czytanie 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

        Julia

        • MT-K pisze:

          Tak! Właśnie tak! Tyle że my to robimy na małych drukowanych literach (o, tak, jak piszę teraz do Pani) a nie na dużych (wersalikach) jak w metodzie krakowskiej. Proszę się odezwać i opowiedzieć jak Wam idzie, dobrze? Pozdrawiam ciepło.

  2. Julia pisze:

    Będę dawać znać póki co znów nasunęły mi się pytania… Przepraszam, że tak na raty pytam..
    Przeglądam karty i chciałam zapytać czy ma znaczenie kolejność pokazywanych kart poza tym, że najpierw zaczynamy z rzeczownikami z obrazkami? Mam na myśli w ramach tych rzeczowników i obrazków. Czy kiedy zaprezentuję wszystkie karty z rzeczownikami mam tworzyć swoje własne czy wystarczy przejść do przysłówków?
    Mateusz jest jeszcze mały dlatego się zastanawiam jak to dobrze przeprowadzić.
    Na marginesie bardzo mi się podoba, że nie przywiązuje Pani tak mocno wagi do kontrolowania postępów i rygorystycznego trzymania się czasu podczas powtarzania kart- przyznam, że mnie to kiedy czytałam o metodzie w innym źródle skutecznie zniechęcało.
    Pozdrawiam serdecznie,

    Julia

    • MT-K pisze:

      Dzień dobry Pani Julio,
      tak, kolejność pokazywanych kart ma znaczenie. Na pierwszy ogień muszą iść te, które pokazują i nazywają to co dziecku jest znane i bliskie. Takie treści przyswaja się szybciej. Abstrakcyjne nazwy są jak słowa koreańskie dla mnie czy dla Pani. Dziewięciomiesięcznemu młodzieńcowi proponowałabym na początek plansze z napisem „mama”, „tata” (i fotografiami na odwrocie), imieniem dziecka (też z fotografią), „miś”, „auto”, jeśli w domu jest zwierzątko, to z jego nazwą. Dlatego niektóre plansze należy wykonać samemu, dobierając wielkość i krój czcionki do tych, które są w zestawie. Proszę na początek operować 2-3 planszami i po kilku dniach zabaw można już położyć przed dzieckiem dwie (początkowo obrazkami do góry) i zapytać: – Gdzie jest mama? Gdzie tata? Gdzie kot? Kiedy mały czytelnik „zaskoczy” i zacznie wskazywać właściwą planszę, można kartę odwrócić samym napisem do góry i spróbować w ten sposób.

      Bawcie się najpierw rzeczownikami. Jak długo? To zależy w jakim stopniu Mateuszek będzie lubił zabawy w czytanie, jaką ma pamięć wzrokową, jak szybko zapamięta napisy. Dwu-, trzylatkom dokładamy planszę z czasownikiem lub przymiotnikiem, też nazywającym to co maluch rozumie. Inne części mowy proszę zostawić na później.

      Już po przyswojeniu jednego czasownika czy przymiotnika możemy tworzyć zwroty (Mateusz pije, kot skacze, mały tata, słodka woda – im zabawniejsze tym lepsze).

      Pani Julio, jeśli stworzymy odpowiedni „prysznic emocji”, jeśli zabawy będą krótkie, radosne i wyczekiwane – dziecko pokocha słowo pisane. I to jest – moim zdaniem – najważniejsze. Z takim nastawieniem do czytania nie będzie dziecku trudno przyswoić sobie ten niełatwy proces. Ilość opanowanych plansz to sprawa absolutnie wtórna. Dlatego nie należy zbytnio dbać o systematyczność ani ambitnie przestrzegać codziennych sesji. Bawcie się kiedy macie na to ochotę, bo czynnik psychologiczny w czytaniu globalnym jest najistotniejszy. Nie trzeba także porównywać swego malca do innych i liczyć, które dziecko pamięta więcej wyrazów. Jedne przyswajają sobie wyrazy błyskawicznie, inne wolniej, a są i takie, którym czytanie globalne wcale nie odpowiada. I nie trzeba z tego robić problemu. Jak napisałam w jednym z tekstów – zdrowe dziecko prędzej czy później nauczy się czytać, zadbajmy więc o to, by pokochało ono książki , czytanie i Wasze wspólne zabawy, reszta przyjdzie sama. Powodzenia.

  3. Julia pisze:

    Bardzo dziękuję !:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *