III Konkurs Wiosenny – Anna Jackowska

Niewiele można dodać do wypowiedzi Pani Ani. Może tylko to, że filmiki nie oddają w pełni umiejętności dziewczynek. Nie one są jednak w czytaniu globalnym najważniejsze. Pani Aniu, pięknie ujęła i oddała Pani istotę tej idei. Być blisko dziecka, być razem z nim, zacieśniać więź, tworzyć dobre wspomnienia oraz pozytywne skojarzenia wiążące się z czytaniem. Nieważne ile plansz z wyrazami dziecko opanuje, ważne by pokochało książki i czytanie jako proces. Jeśli chodzi o Zosię i Zuzię już się to stało.

Na czytanie globalne natknęliśmy się z polecenia, więc u nas to był tzw. marketing szeptany. Wiadomo już od dawna, że to, co się gdzieś sprawdza, polecane jest dalej. I tak pewnego pięknego dnia czytanie globalne zawitało do naszego domu, rozsiadło się i zagościło na dobre.
Nasz związek trwa już ponad 3 lata. Przez ten czas były chwile radości, entuzjazmu, ale również zwątpienia czy niechęci. Jednak zawsze dochodziliśmy do kompromisu, a nasz „związek”, coraz bardziej się umacniał. Niejednokrotnie czytanie globalne budziło nas
w weekendowy poranek, gdy pierworodna domagała się czytania magicznych książeczek, często potykaliśmy się o plansze z wyrazami, mieszkanie pełne było wyrazów. Tak było kiedyś i tak jest teraz, kiedy to historia zatoczyła koło i rozpoczęliśmy swoją domową przygodę z czytaniem od nowa, wraz z pojawieniem się młodszej córki.
Obecnie jesteśmy na dwóch poziomach czytania globalnego. Starsza córka czyta globalnie płynnie, powoli zaczyna się też synteza wyrazów, jednakże, tu chcielibyśmy pozostać jak najdłużej przy czytaniu całowyrazowym. Młodsza córka natomiast, jest na początku swojej przygody z czytaniem. Zaczęła czytać dźwięki naśladowcze.

Z

Piękne jest to, że w tej metodzie nie ma przymusu, a nawet jest zakaz odbywania ściśle określonych lekcji czy też powtórzeń. Propagowane jest dużo ruchu i śmiechu, a więc wymagany jest bezpośredni kontakt na poziomie rodzic- dziecko. Kontakt, który w obecnych zabieganych czasach zbawiennie wpływa na budowanie relacji. Świetne jest to, że dziewczynki, aż piszczą, kiedy tata zaczyna czytać im książeczki, te chwile pamiętamy my- rodzice, ale myślę, że w głowach dzieci te chwile również budują m.in. poczucie bezpieczeństwa, ale przede wszystkim pokazują, że tato czy mama może być blisko dziecka. Widać po dziewczynkach, że kiedy im się udaje przeczytać określone słowo czy całą książeczkę to rozpiera je duma. To buduje u dziecka pozytywną samoocenę.
Podoba nam się również, to, że nie musimy trzymać się z góry narzuconych słów, które mają poznać córki. I tak jak Zuzia miała bzika na punkcie samochodów, zrobiliśmy karty
z markami aut. Teraz Zuzia poznaje kwiaty oraz budowę kota. W sumie wszystko można poznać przez czytanie globalne.

Z

Czy byśmy coś zmienili w polskiej „odmianie” czytania globalnego? Raczej nie. Do samej metody nie mamy żadnych zastrzeżeń. Szkoda tylko, że jeszcze jest tak mało popularna, nie jest stosowana na szerszą skalę niż w domu. Przecież przedszkola, kluby malucha mogłyby oferować podopiecznym zabawy w czytanie globalne. My w swoim środowisku się z takim czymś nie spotkaliśmy.
Owszem można zarzucić, że „uczymy” małe dziecko czytać, że na to jest czas w szkole, a teraz dziecko ma się bawić. Moja odpowiedź, na taki zarzut jest jedna. Dla nas Zuzia i Zosia mogą za jakiś czas zapomnieć, że kiedykolwiek bawiły się książeczkami czy kartami do czytania globalnego, ale nigdy nie zapomną one, jak i ja z mężem, że czas, który spędziliśmy na zabawach z nimi w czytanie był nasz i tylko nasz, nie żadnej bajki z telewizora czy tableta.

                                                                                                                      Rodzina Jackowskich

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *