I tu mogę Państwa zaskoczyć. Otóż – nie. Często sami rodzice swoją postawą zniechęcają dzieci do tych zabaw. Jeśli są one statyczne, zbyt częste, zbyt długie (bywają mamy, które „cisną” małą ofiarę: – Jeszcze tylko powiedz co jest tu i będzie koniec… a koniec wcale nie następuje), nudne, bez ruchu – dzieci szybko zniechęcają się i uciekają na widok plansz.

Ale bywa i tak, że rodzic przestrzega wszystkich żelaznych zasad. Zabawy są krótkie, wesołe, dziecko nie jest  zmuszane do częstych, nużących sesji, a i tak nie wykazuje wobec nich entuzjazmu. I co wtedy?

czyt

Ano nic. Bo to jest tak. Dzieci z dobrą pamięcią wzrokową szybko zapamiętują zawartość wielu plansz. Są chwalone i przez to ich motywacja rośnie. Chcą bawić się często. W trakcie tych zabaw jeszcze bardziej rozwija się ich pamięć wzrokowa, jeszcze szybciej zapamiętują wyrazy i kółko się zamyka. Dziecko ze słabszą pamięcią i umiejętnością kojarzenia obrazu (wyraz) i dźwięku (brzmienie słowa) potrzebuje więcej zabaw i więcej czasu na opanowanie plansz. Albo szybko zapomina ich zawartość, bo ma rozproszoną uwagę. Albo zwyczajnie – woli inne formy aktywności.

Co wówczas? Nie należy robić z tego sprawy. W końcu każde zdrowe dziecko kiedyś nauczy się czytać. Trzeba odpuścić sobie plansze na czas jakiś. Codziennie czytać maluchowi książeczki. Zadbać o to, by czytanie i słowo pisane dobrze się dziecku kojarzyło. Trzeba po prostu zastosować „prysznic emocji”. I wrócić do plansz za miesiąc, dwa. Jeśli opór trwa, ponowić próby za kolejny czas. Większość dzieci dorasta do tych zabaw, pozwólmy im dorastać do czytania w swoim własnym  tempie.