Natalkę poznaliśmy gdy ratowała z opresji zabawki i miśka Szarusia.
Tym razem mama dziewczynki wykorzystała fakt, że spędzały weekend na wsi i postanowiła zafundować córeczce czytanie globalne w plenerze.

Scenariusz zabawy jest nieskomplikowany. Na dość rozległym terenie mama rozmieściła kartki z wyrazami, zadaniem Natalki było je odszukać i odczytać. Mama – jasna sprawa – pomagała w razie czego. Potem należało wyrazy przyporządkować do obrazków. Aby ułatwić Natalce zadanie mama przy obrazkach umieściła pierwszą literę, którą zaczyna się nazwa.

Wiem, wiem. W czytaniu globalnym trzymamy się od liter z daleka. Ale tylko do momentu, w którym dziecko samo dostrzeże je w wyrazie i zacznie się o nie dopytywać. Natalka jest pięciolatką i to stosowny moment na porównywanie znaczków, jakimi są dla niej literki, a nawet próby wyodrębniania głosek w nagłosie.

Zabawa jest na szóstkę. Ruch, świeże powietrze, próby odczytywania słów. Ćwiczenie analizy wzrokowej (porównywanie liter) i prysznic emocji w postaci skarbu (gry), który czekał na dziewczynkę po wykonaniu zadania.

Czy taka nauka może się źle kojarzyć? ?