Penny Pepper. Alarm w wesołym miasteczku.

Wydawnictwo RM

http://www.rm.com.pl/

Autor: Ulrike Rylance

Ilustracje: Lisa Hansch

Tłumaczenie: Joanna Borycka-Zakrzewska

Dzięki Wydawnictwu RM mogłam się ponownie spotkać z małą zadziorą Penny Pepper. Było to bardzo sympatyczne spotkanie. Kto czytał pierwszą część serii („Luzik. Nic się nie stało”) wie, że Penny to energiczna i pełna temperamentu dziesięciolatka, która najbardziej na świecie pragnie zostać detektywką, przekonuje do tego swoje przyjaciółki i w związku z tym wietrzy przestępstwa gdzie się tylko da. Bo i co miałaby do roboty detektywka, gdyby wszyscy byli akuratni i nie mieli niczego na sumieniu?

Czasem się Penny coś pokręci i zwietrzy przestępstwo tam gdzie go nie ma, ale bywa, że Penny i jej towarzyszki wpadną na trop najprawdziwszego przestępcy i tak się to dzieje w tym tomie.

Obdarowana przez babcię sporą kwotą pieniędzy Penny zaprasza przyjaciółki do wesołego miasteczka. Dziewczynki postanawiają zaszaleć. Może na mega wypasionej górskiej kolejce, może w nawiedzonym zamku, albo na czymś co zwie  się Czysta Adrenalina, co bardzo niebezpiecznie wywija ludźmi i po czym często się wymiotuje. Do wyboru były jeszcze karuzele,  prawdziwa wróżka i diabelski młyn. Były zresztą także inne atrakcje, ale wszystkie możliwości skończyły się nagle, gdy Penny uświadomiła sobie, że skradziono jej portmonetkę z pieniędzmi. Wkrótce potem okazało się, że zginęła także różowa komórka Flory. Ale to nie wszystko. Z różnych zakątków wesołego miasteczka poczęły rozlegać się skargi. Okradziono mnóstwo ludzi.

W Penny budzi się duch detektywki. Postanawia wytropić złodzieja, a jej przyjaciółki deklarują swoją pomoc.

Czy dziewczynkom udaje się akcja? Oczywiście, tego napisać mi nie wolno. Mogę za to zapewnić potencjalnych czytelników, że fabuła jest zabawna i że znowu kilkakrotnie śmiałam się w głos. Przekomiczne komentarze Penny rozbawią największego ponuraka.

Podobnie jak w pierwszym tomie serii sporą atrakcję stanowi grafika. Każda stronica książki usiana jest mnóstwem maleńkich, uroczych rysuneczków. Są czarno-białe, co sprawia, że kolory nie dominują nad treścią. I znowu panuje pełne szaleństwo w dziedzinie kroju i wielkości czcionek.

Z pełnym przekonaniem polecam tę książkę młodszym uczniom, a nawet starszym przedszkolakom.